Podatek nie uderzy w klientów banków? Bzdura!

W bankach ruszyła lawina podwyżek opłat, marż i prowizji. W ten sposób banki będą chciały przynajmniej częściowo przerzucić koszty na klientów detalicznych i przedsiębiorców. To taktyka stara jak świat i w dużym błędzie jest ten, kto uważa że wprowadzenie podatku nie dotknie klientów banków.

Euronet i banki stawiają na wpłatobankomaty | Dyskusja.biz

Przenieśmy się w czasie o dwa lata wstecz. Trwa publiczna dyskusja na temat obniżenia opłaty interchange, czyli opłaty którą banki pobierają od punktów handlowych za akceptowanie kart płatniczych. Wówczas taka opłata jest w Polsce rekordowo wysoka – wynosi około 1,2 proc. od pojedynczej transakcji kartą. Pod tym niechlubnym względem jesteśmy w czołówce europejskiej. Jednocześnie większość banków proponuje klientom bezpłatne konta, karty i mnóstwo programów premiowych typu moneyback, na których można zarabiać. Klienci są zadowoleni, a kont bankowych przybywa.

Jednak organizacjom kartowym nie udaje się wypracować wspólnego stanowiska w sprawie obniżek opłaty interchange i dochodzi do impasu. Sprawę przejmują politycy, którzy administracyjnie ustalają, że od lipca 2014 opłata spadnie do 0,5 proc. Pół roku później dochodzi do kolejnej obniżki. Opłata interchange spada do 0,2 proc. przy transakcjach kartami debetowymi i do 0,3 proc. jeśli klient płaci kartą kredytową. Co w tym czasie dzieje się w bankach? Znikają bezwarunkowo bezpłatne konta i programy moneyback. Rosną prowizje, bo banki próbują sobie przynajmniej częściowo powetować mniejszy dochód z tytułu opłat interchange. Potwierdza to w swojej analizie Narodowy Bank Polski. Dziś, dwa lata później, bezwarunkowo bezpłatne konto osobiste mają tylko dwa banki.

Pod koniec ubiegłego roku rozpoczyna się debata nad wprowadzeniem podatku bankowego. Nie będę oceniał, czy fakt wprowadzenia takiej daniny jest dobry czy zły – nie to jest moją intencją. Chciałbym się natomiast skupić na pewnych – wydawałoby się oczywistych – konsekwencjach wprowadzenia nowego podatku. Banki to nic innego jak firmy, które generują zysk dla swoich akcjonariuszy. Jeśli jakieś źródło ich dochodu wysycha (patrz na przykład interchange), przedsiębiorca szuka nowego sposobu na zarabianie. Na koniec dania kasa musi się zgadzać. Prezes nie powie przecież akcjonariuszom: „zarabiamy mniej, bo taki mamy klimat”. Jeśli na przedsiębiorcę nakładane są dodatkowe obciążenia podatkowe, zaczyna podnosić ceny swoich usług. To normalne.

#Dobrazmiana? Głos Pragi w Dyskusji!

W trakcie publicznej debaty nad podatkiem bankowym, zwolennicy wprowadzenia daniny przekonywali, że nie wpłynie on na klientów banków. Bo jeśli nawet niektóre banki zaczną podnosić opłaty, to znajdą się takie, które nie podniosą. Orędownicy przekonywali też, że zadziała tu mechanizm konkurencji – klienci pójdą sobie tam, gdzie będzie taniej, na czym stracą pazerne banki. Niestety obawiam się, że taka deklaracje jest zupełnie oderwana od rzeczywistości.  Banki to „stworzenia” stadne. Jeśli jeden podnosi opłaty, cała reszta idzie jego śladem. Konkurencja jest w takich sytuacjach niewielka. Owszem – jeden bank podniesie opłatę za kartę do 2 zł, inny do 4 zł. Ale ostatecznie w obu przypadkach opłata wzrośnie i zapłaci za to klient.

Moim zdaniem klienci będą musieli zapłacić za podatek. Banki już teraz podnoszą opłaty, mimo że podatku jeszcze nie wprowadzono. Nie wynika to wyłącznie z ich „pazerności”, ale z przepisów – o zmianach w cenniku mają obowiązek poinformować klientów dwa miesiące wcześniej. Już w grudniu osiem banków poinfomowało, że podniesie marże na hipotekach o około 0,5 proc. Od tego czasu pojawiło się kilka kolejnych tego typu deklaracji. Osoby, które będą brały kredyt hipoteczny w 2016 roku zapłacą ratę wyższą o kilkadziesiąt czy nawet kilkaset złotych (w zależności od wielkości kredytu). Firma Home Broker wyliczyła, że przez podatek bankowy mieszkanie o wartości 300 tys. zł będzie droższe o 20 tys. zł. Trudno w takiej sytuacji mówić, że banki nie przerzucają kosztów na klientów.

Od kilku tygodni rosną też opłaty za konta i karty – banki sięgają głębiej do kieszeni nie tylko klientom detalicznym, ale także przedsiębiorcom (a jak wspomniałem wyżej przedsiębiorcy odbiją sobie dodatkowe obciążenia na swoich kontrahentach). Pojawiły się nawet takie pomysły, by przywrócić opłaty za przelewy internetowe, które od dobrej dekady były bezpłatne. Żeby nie być gołosłownym przywołuję konkretne przykłady: Citi Handlowy podnosi opłaty za konta firmowe i rachunki osobiste. Ponadto wprowadza opłatę za korzystanie z konta oszczędnościowego w wysokości 10 zł! Raiffeisen Polbank zapowiada wprowadzenie opłaty za karty debetowe w wysokości 3 zł miesięcznie. Opłaty tej nie będzie można uniknąć. mBank podnosi opłaty klientom indywidualnym i firmowym. Indywidualni zapłacą więcej za korzystanie z kredytów, firmowi nie będą mogli uniknąć opłaty za kartę kredytową (15 zł miesięcznie). Bank Pocztowy („państwowy”, prawda?) wprowadza od lutego opłaty za konta dla przedsiębiorców – nie będą mogli już uniknąć prowizji. Z końcem stycznia ING Bank Śląski zacznie naliczać prowizje od klientów korzystających z obcych bankomatów. Do tej pory mogli oni korzystać ze wszystkich maszyn w kraju bez prowizji.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że to dopiero początek fali podwyżek opłat i prowizji, która przetoczy się przez banki. Opłaty podniosą wszystkie banki, bo taka będzie niestety racjonalna decyzja biznesowa – ktoś musi się w końcu dorzucić do nowych obciążeń, a będziemy to my – klienci. A jeśli od podwyżek powstrzymają się nawet „banki państwowe” to będzie to raczej decyzja polityczna niż biznesowa. Najprawdopodobniej jednak i tak podniosą opłaty, ale zrobią to później, gdy sprawa trochę przycichnie. Jeśli więc ktoś uważa, że banki nie przerzucą kosztów podatku na klientów to jest w głębokim błędzie. Wcześniej czy później podwyżki dotkną każdego, kto korzysta z oferty bankowej – zapłaci więcej za kredyt, obsługę konta czy karty, wykonanie przelewu czy wygenerowanie wyciągu.

Wojciech Boczoń
Bankier.pl

Wojciech Boczoń
Wojciech Boczoń