Polski biznes spodziewa się najgorszego w 2017 r., brytyjski – przeciwnie!

Przykro to powiedzieć, ale rzeczywistość prawna dla polskich obywateli i przedsiębiorców jest  najbardziej chwiejna i nieprzewidywalna w całej Unii Europejskiej.

succo/Pixabay

succo/Pixabay

Pod względem niestabilności prawa wyprzedzamy nawet Włochy i Grecję, czyli kraje, które są ucieleśnieniem legislacyjnego chaosu! Trudno się więc oprzeć wrażeniu, że Wielka Brytania jawi się na tle naszego państwa jako oaza spokoju i stabilności, gdzie biznesowi nie rzuca się stale kłód po nogi.

Jak tu spokojnie prowadzić biznes w Polsce, skoro przeciętny przedsiębiorca, żeby być na bieżąco z aktualnym stanem prawnym, musiałby każdego dnia poświęcić ponad 4 godziny na czytanie przepisów? Jak spokojnie planować ekspansję działalności, skoro w samym tylko III kwartale 2016 r. liczba stron nowych aktów prawnych w naszym kraju wyniosła blisko 8 tys.?

Polska ma obecnie najbardziej niestabilne i nieprzewidywalne prawo w całej Unii Europejskiej. Jak wynika z wyliczeń firmy doradczej Grant Thornton, w 2016 r. przybyło w Polsce niemal tyle samo ustaw i rozporządzeń, co w 1918 r., gdy nasz kraj podnosił się z upadku po 123 latach niewoli. Jednak w pierwszym okresie po odzyskaniu niepodległości tworzenie licznych aktów prawnych było zrozumiałe – w końcu po tylu latach zaborów prawodawstwo musiało zostać stworzone od podstaw, natomiast teraz… trudno znaleźć dla takiego stanu rzeczy rzetelne wytłumaczenie.

Niestety wydaje się, że w ostatnim czasie biurokracja wymknęła się Polakom spod kontroli. Prawo tworzone jest na kolanie, żeby sprostać populistycznym hasłom i udobruchać wyborców. Ale skutki złego prawa odczuwają wszyscy – w pierwszej kolejności przedsiębiorcy, a w dalszej zwykli obywatele.

O tym, jak źle tworzone jest prawo w Polsce, niech świadczy chociażby pośpiech legislacyjny związany z wprowadzaniem kwoty wolnej od podatku. Tempo uchwalania tej ustawy i wejścia jej w życie było niebywałe – od 1989 r. tylko raz polskiemu parlamentowi zdarzyło się to zrobić tak szybko, a to przy okazji ustawy wprowadzającej stan wyjątkowy w związku z tzw. „powodzią tysiąclecia”, w lipcu 1997 r. Ustawa o kwocie wolnej nie wymagała jednak takiego tempa, a została uchwalona w zaledwie jeden dzień. Projekt ustawy zgłoszony przez posłów trafił 29 listopada 2016 r. do prac w Senacie, gdzie senatorowie nanieśli nań poprawki Komisji Finansów Publicznych, zrobili sprawozdanie, przegłosowali poprawki i w błyskawicznym tempie skierowali go z powrotem do Sejmu. Następnie posłowie przegłosowali ustawę, a niecałe 2 godziny później podpis pod nią złożył prezydent Andrzej Duda.

Tempo i ilość uchwalanych ustaw w Polsce nie napawa przedsiębiorców optymizmem, co wprost wynika chociażby z badań przeprowadzonych ostatnio przez Business Centre Club. Większość przedsiębiorców, choć uważa swoją obecną sytuację za dobrą albo przynajmniej umiarkowaną, spodziewa się w najbliższym czasie wzrostu obciążeń podatkowych. Zdecydowana większość biznesmenów nie uważa także, żeby od czasu objęcia władzy przez PiS doszło do poprawy warunków prowadzenia działalności. Rząd szumnie zapowiadał wprowadzenie Konstytucji dla Biznesu i Jednolitego Podatku, ale z zapowiedzi tych niewiele wyszło. Jednolity podatek, z uwagi na widmo pogorszenia się sytuacji drobnych przedsiębiorców, trafił do kosza, natomiast Konstytucja dla Biznesu, choć generalnie dobrze przyjęta, nałożyła na firmy kolejne, niepotrzebne koszty (od teraz np. będzie można wrzucić w koszty prowadzenia firmy jedynie 50 proc. wydatków na samochody osobowe, wykorzystywane zarówno w działalności gospodarczej, jak i do celów prywatnych).

Na tle sytuacji w Polsce – chaosu legislacyjnego i ciągłych politycznych niepokojów, Wielka Brytania jawi się jako oaza spokoju. I to, paradoksalnie, pomimo tego, że Brexit zbliża się na Wyspach wielkimi krokami. Rząd brytyjski zamierza planowo uruchomić art. 50 Traktatu Lizbońskiego i poza tym trudno sobie wyobrazić, żeby wykonał jakiekolwiek szybkie, nieodpowiedzialne ruchy. Na razie najbliższą i najbardziej realną reformą w UK wydaje się być obniżka podatku CIT, z 15 do 12-13 proc., która może skusić do przyjazdu na Wyspy wiele zagranicznych firm.

Przedsiębiorcy na Wyspach nie powinni się też obawiać wzrostu obciążeń podatkowych, a przypomnę, że Wielka Brytania słynie z nadzwyczaj korzystnego dla biznesmenów systemu podatkowego. Polscy przedsiębiorcy, którzy prowadzą na Wyspach działalność gospodarczą, mogą liczyć na kwotę wolną od podatku w wysokości 11 tys. funtów (czyli, przy obecnym kursie, ok. 57 tys. zł). Oprócz tego do kwoty 32 tys. funtów (ok. 165 tys. zł) polski przedsiębiorca zapłaci na Wyspach podatek w wysokości jedynie 20 proc., a nie, tak jak w Polsce, 32 proc.

Brytyjskie prawo jest znacznie bardziej stabilne i przewidywalne dla zwykłych obywateli. Po pierwsze, w porównaniu do naszego kraju, nie jest ono „pisane na kolanie”, a projekty poważnych ustaw są poddawane szerokim konsultacjom społecznym. Dodatkowo przepisy tworzone są przy pomocy prostego języka angielskiego, tak żeby każdy mógł je zrozumieć. Wreszcie interpretacja przepisów w Zjednoczonym Królestwie zawsze dokonywana jest z myślą o podatniku i na jego korzyść. Urzędnicy brytyjscy nie zakładają z góry, że przedsiębiorcy chcą ich oszukać i że zawsze kierują się w prowadzeniu biznesu cwaniactwem.
 

 

Agnieszka Moryc
Agnieszka Moryc