Iran się otworzył, a ja taka zamknięta

To były dla mnie dwa tygodnie z Iranem. Najpierw spotkanie u ambasadora Ramina Mehmanparasta. Zaprosił dziennikarzy i zapowiedział misję z Chorasanu, drugiego najważniejszego regionu tego kraju. Misja nie mogła zostać zaplanowana w lepszym momencie: przyjechała do Polski dzień po zniesieniu sankcji! Pojechałam na pierwszy dzień spotkań irańskich i polskich przedsiębiorców. Dwa dni później, gdy misja wróciła do domu, pisałam o pierwszych umowach o współpracy.

To teraz o kilku sprawach, o których nie napisałam. Ambasada. Razem z kilkoma innymi dziennikarzami czekam w niewielkim pokoju. Przychodzi attaché prasowy, zaprasza do ambasadora i uprzedza: „Panie nie podają ręki”. No więc z panem ambasadorem przywitali się koledzy dziennikarze, a ja i dwie inne panie – tylko skinęłyśmy głowami. Ambasador to przemiły człowiek i nawet zaczęłam zapominać o tym podawaniu ręki, kiedy zaczął mówić o Izraelu, którego „jak państwo wiecie, nie uznajemy”. Ambasador radził „mieszkańcom Palestyny, by demokratycznie wybrali rząd, a jeśli premierem zostanie Żyd, to proszę bardzo”. I tak dalej w tym stylu. Byłam strasznie oburzona. Do czasu. Bo koleżanka z redakcji, której opowiedziałam o wszystkim, SPRAWDZIŁA. I okazało się, że o podawaniu ręki przez kobiety można przeczytać w każdej podstawowej informacji o Iranie. Wtedy przypomniałam sobie, że przecież jakoś nie byłam oburzona w ambasadzie USA, gdy musiałam zostawić na wejściu komórkę, a torebkę sprawdzili mi lepiej niż na lotnisku, ani w ambasadzie Francji, do której nie mogłam wejść na spotkanie, bo pan zapomniał mnie zgłosić i musiałam dzwonić z budki strażników, ani w ambasadzie Belgii, gdy po eleganckim koncercie podano frytki. Dlaczego to, co zachodnie, jest dobre, a wszystko inne jest dziwne, zaskakujące, szokujące i denerwujące? Przecież to ja nie odrobiłam lekcji i nie zapoznałam się z podstawami savoir-vivre’u. Dlaczego dziwi mnie inny punkt widzenia mieszkańców Bliskiego Wschodu na Izrael?

No właśnie. Pani z urzędu marszałkowskiego województwa dolnośląskiego, która z wicemarszałkiem przyjechała do Warszawy spotkać się z wicegubernatorem Chorasanu, miała na głowie chustę. Można? Można.

Kraj z 80 mln mieszkańców, z którym Polska kiedyś miała roczne obroty handlowe na poziomie 700 mln USD, ale w ubiegłym roku – tylko za 50 mln USD. Państwo, które przed nałożeniem sankcji eksportowało 25 mln baryłek ropy rocznie, a potem – 1 mln baryłek. Miejsce, w którym Polacy naprawdę mają szansę, bo zachodnie koncerny, a już na pewno amerykańskie, źle się kojarzą. Warto powalczyć. Mam nadzieję, że przedsiębiorcy przygotują się lepiej niż ja.

Małgorzata Grzegorczyk
Małgorzata Grzegorczyk