Jaki ma Pani numer buta? O polskim zdobywaniu Ameryki

Przygotuję dla Pani jeden egzemplarz. Jaki ma Pani numer buta? – dokładnie tymi słowy kończy się telefoniczna rozmowa z jednym z czytelników, który zapewnia, że wynalazł produkt dla stóp, jakiego nie ma na świecie i rusza z nim na amerykański rynek. Ale żeby móc to zrobić, prosi o kontakt do jednej z odnoszących sukcesy na tamtejszym rynku Polek.

Historia zna wiele przypadków, kiedy wyjeżdżający za granicę stawiali tam pierwsze kroki bez najmniejszego pomysłu na siebie, a dziś święcą triumfy na różnych polach. Jedni na taki sukces pracowali jak mrówki, innym się poszczęściło, wielu znalazło się w dobrej pozycji nie do końca za sprawą misternie realizowanego scenariusza. Brak planu na życie w obcym kraju nie musi zwiastować porażki („To kraj pełen możliwości, można tutaj robić cokolwiek dusza zapragnie, właściwie nie ma granic i nie jest tutaj trudno coś osiągnąć” – mówiła w rozmowie z Bankier.pl o USA Monika Wieła, pomysłodawczyni Give Back Box – inicjatywy, która urzekła amerykańskich gigantów). O wiele gorszy od braku planu na emigrację wydaje się jednak brak planu na emigrację swojego biznesu.

Polacy od dawna mieli apetyt na zdobywanie Ameryki. To piękna i ambitna sprawa i nie ma powodu, by jej nie przyklaskiwać. To 300-milionowy rynek i dostęp do niezliczonych inwestorów. Dla wielu przedsiębiorców biznesowy sukces w Stanach jest marzeniem, wręcz sprawą honoru. Telefony jak ten dzisiejszy – nie wchodząc w szczegóły – przypominają jednak, że wielu z tych wielu nie ma pojęcia od czego ten zwrot na Zachód zacząć.

Emigranci, którzy mieszkają w Stanach od wielu lat i parają się wprowadzaniem polskich firm na amerykański rynek twierdzą, że brak przygotowania towarzyszy i małym, i dużym. W nieoficjalnych rozmowach mówią, że wielu przedsiębiorców nie tylko nie zdaje sobie sprawy z tego, z czym przyjdzie im się zmierzyć za oceanem, ale też nie jest gotowych na zmiany. Tymczasem zaistnienie na nowym rynku, nawet jeśli jest nim z pozoru (!) chłonny jak gąbka rynek amerykański, wymaga elastyczności i skłonności do wyjścia poza utarte schematy. Kwestie prozaiczne, jak nazwa, opakowanie produktu czy marketingowy przekaz, w które uwierzyli klienci w Polsce, nie muszą przekonać i często nie przekonają amerykańskich konsumentów. Jak mówią pracujący na tym rynku, dla wielu przedsiębiorców z Polski schowanie dumy do kieszeni, gotowość do zmian i zgoda na zaakceptowanie praw obcego rynku to bariery nie do przeskoczenia.

A to dopiero pierwsze wymagalne decyzje. W instrukcjach dla obcokrajowców planujących działalność gospodarczą w Stanach uczula się przed powielaniem błędów poprzedników: nieprzemyślanym wyborem formy działalności (rzutuje na opodatkowanie, skalę formalności, warunki dla zatrudnionych), obstawieniem niewłaściwego stanu (różne przepisy i odmienne rynki zbytu) czy brakiem wsparcia na miejscu (prawnik imigracyjny bywa niezbędny). Znalezienie odpowiedzi i na te pytania nadal nie wyczerpuje planu działania. Na wylatujących ze swoim biznesem do Ameryki będzie czekać check-lista o wiele dłuższa (czyżby niektórzy nie mieli pojęcia o jej istnieniu?). Dobrze o nią zadbać. Wiele warta pewność w głosie, gdy raportuje się później samemu sobie: Roger that.

Malwina Wrotniak-Chałada

Malwina Wrotniak
Malwina Wrotniak