Jednolity podatek trafił do kosza – ale to nie koniec problemów polskich przedsiębiorców!

Decyzję o porzuceniu jednolitego podatku gros przedsiębiorców w Polsce przyjęło z ulgą. Ale to nie koniec problemów, bo rząd PiS nie zamierza zrezygnować z reformy podatków i ubezpieczeń społecznych, które mogą uderzyć w mikro i małych przedsiębiorców…

Fot. Pixaby CC0 Public Domain

Plan wprowadzenia jednolitego podatku, czyli jednolitej daniny, która miała obejmować podatek PIT, a także składki na ZUS i NFZ, został przez PiS oficjalnie zarzucony w grudniu zeszłego roku. Minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki poinformował, że jednolity podatek mógłby uderzyć w drobnych przedsiębiorców i dlatego po przeprowadzeniu stosownych analiz i konsultacji rząd zdecydował się zrezygnować z takiego rozwiązania.

Gros przedsiębiorców w Polsce decyzję rządu przyjęło z ulgą, ale nadal nie mogą oni być pewni swojej sytuacji ekonomicznej. PiS przeszacował wpływy do budżetu (potrzebne do sfinansowania przede wszystkim kosztownego programu 500+) i teraz zamierza po cichu zdobyć te pieniądze opodatkowując „najbogatszych”.

Wśród „najbogatszych” są m.in. właściciele mikro i małych przedsiębiorstw, którzy osiągają dochody w wysokości min. 120 tys. zł brutto rocznie (10 tys. zł brutto miesięcznie). W planach rządu jest pełne oskładkowanie „najbogatszych”, tzn. zmuszenie ich do płacenia składek emerytalnych po przekroczeniu zarobków równych 30 średnim pensjom. Dotychczas tzw. „najbogatsi” przestawali płacić składki po przekroczeniu dochodów w wysokości 120 tys., ponieważ wcześniejsze rządy wyszły z założenia, że ich emerytura i tak nie będzie liczyć więcej niż 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia. Teraz jednak PiS chce, żeby „bogaci” płacili składki od całych dochodów i jednocześnie nie nabywali prawa do wyższej w związku z tym emerytury. Dodatkowe składki, o których można powiedzieć jedynie tyle, że będą stanowić kradzież w białych rękawiczkach, mają trafiać do budżetu i służyć finansowaniu bieżących wydatków.

Z dniem 1 stycznia 2017 r. w Polsce wprowadzona została także nowa kwota wolna od podatku. Reforma tej kwoty pogorszy jednak sytuację przedsiębiorców, ponieważ dla nich kwota wolna będzie albo mniejsza, albo w ogóle przestanie istnieć. Reforma budzi zrozumiały gniew, ponieważ dla dochodów w przedziale 85 528 zł – 127 000. zł kwota wolna będzie niższa, niż obecnie, a dla dochodów powyżej 127 000 zostanie ona w ogóle zniesiona. Na reformie nie skorzystają zatem przedsiębiorcy, tylko ludzie pracujący co najwyżej na 1/4 etatu (przy płacy minimalnej), którzy nie zarobią więcej niż 6600 zł rocznie.

Co ma zatem zrobić mikro i mały przedsiębiorca, w którego pomysły i reformy PiS mogą uderzyć najbardziej? Są dwa rozwiązania – może on albo zacisnąć zęby i przyzwyczaić się do myśli, że dużą część swoich zarobków przeznaczy na finansowanie dobrobytu osób mniej pracowitych i kreatywnych, albo przenieść swój biznes tam, gdzie jest go prowadzić łatwiej. Takim krajem z pewnością jest Wielka Brytania, ze swoim osławionym, pozytywnym stosunkiem do przedsiębiorczości i ściągania kapitału z wszystkich zakątków świata.

Brexit nie taki straszny

Mimo nerwowej sytuacji związanej z Brexitem, pole dla swobodnej działalności przedsiębiorców w Wielkiej Brytanii wydaje się niezachwiane. Zjednoczone Królestwo stanowi jedno z najatrakcyjniejszych środowisk do prowadzenia biznesu na świecie i trudno sobie wyobrazić, żeby w najbliższym czasie coś się w tym względzie zmieniło. Wielka Brytania słynie nie tylko ze stabilności i przejrzystości przepisów, ale też, a może przede wszystkim, z bardzo korzystnego dla przedsiębiorców systemu podatkowego. Przypomnę, że na Wyspach kwota wolna od podatku wynosi 11 000 funtów (przy obecnym kursie jest to ok. 57 tys. zł). Poza tym do kwoty 32 000 funtów (ok. 165 tys. zł) podatnik zapłaci na Wyspach podatek w wysokości 20 proc., kiedy w Polsce drugi próg podatkowy – 32 proc., zaczyna obowiązywać już przy dochodach powyżej 85 528 zł.

Ale do przeniesienia działalności na Wyspy zachęca nie tylko niższy podatek PIT. Pamiętajmy, że w UK obowiązują też niskie stawki podatku VAT – 20 proc., 5 proc. i 0 proc., a składki National Insurance Contributions (odpowiednik składek na ZUS), są progresywne, tzn. że ich wysokość zależy od uzyskiwanego dochodu (w Polsce jest inaczej – wynoszą one tyle samo niezależnie od uzyskiwanego dochodu). Poza tym Theresa May zapowiedziała niedawno drastyczną obniżkę podatku CIT. Brytyjski rząd planuje wprowadzić najniższy i w związku z tym najbardziej konkurencyjny CIT w Europie, w wysokości 12 – 13 proc.

Agnieszka Moryc