Młodzi ludzie i firmy z doświadczeniem, czy to ma sens?

StartUP to zbyt modne i często nadużywane słowo, aby można było swobodnie nim się posługiwać wśród doświadczonego grona właścicieli firm. StartUP to magia, która tak naprawdę mija, kiedy kończą się pieniądze inwestora lub pomysł jest nietrafiony, dlatego najlepiej posługiwać się innymi zwrotami, ale jakimi i do kogo je kierować? Czy starsi wyjadacze je zrozumieją?

Stereotyp mówi o tym, że to młode pokolenie uczy się od starszego. Nabiera doświadczenia, uczy się nie tylko, co należy robić, ale głównie, jak aby osiągnąć sukces. Dożyliśmy XXI wieku i role się odwróciły. Okazuje się, że to starsi, uczący się od młodych, tworzą nowe firmy lub wprowadzają stare w nowe realia. Nie mówię tutaj tylko o sieci i typowym układzie starego właściciela hurtowni i młodej agencji marketingowej. Mam tutaj na myśli raczej symbiozę, w jaką młodzi są w stanie uzyskać, podczas współpracy z bardziej doświadczonymi osobami przy odrobinie chęci obu stron i sporej ilości pokory.

Jedna rzecz nie ulega presji czasu, są to kontakty

Współpraca niesie sukces, ponieważ wszystkim rządzi wiele praw i zasad. Przede wszystkich magicznym biznesem, bo taki właśnie jest on dla młodych osób, zakładających swoje firmy. Nie zmienia się jedna rzecz, nie ważne, jaki mamy rok, wiek, czy choćby dzień. Wszystkim rządzą kontakty tak niedostępne dla młodego pokolenia. Młodzi jakże kreatywni ludzie mają takich pomysłów wiele, ale nie wiedzą, gdzie mają z nimi pójść.

Ciężko ich (nas) za to winić. O ile łatwo jest znaleźć na AfterParty kolejnego podwykonawcę na prostą stronę internetową czy cokolwiek, co łatwo zamkniemy w ramy czasowe, o tyle ciężko w zgiełku, tłumie i ogólnym roztargnieniu sprawić, aby wejść z kimś więcej w poważne relacje. Bo te buduje się tygodniami i na pewno nie będzie łatwo 20-letniej osobie, zaczynającej swoje pierwsze kroki w (magicznym) biznesie, zrozumieć podejścia 50-letniej osoby, która o tym wszystkim już wie (prawie) wszystko.

Jak połączyć młody zapał i wieloletnie doświadczenie?

Czego brakuje w porozumieniu obydwu stron? Uważam, że nie wolno w tym miejscu wymienić: zaufania czy pomysłu na współpracę. Na to każdy powinien być przygotowany, to jest oczywiste. Najbardziej brakuje tutaj pokory u młodych osób. Nauczeni przemowami swoich guru idą i używają w stosunku do swoich starszych słuchaczy górnolotnych zwrotów, przepełnionych emocjami i kipiących optymizmem. Budzą coraz większe współczucie, ale nic oprócz tego.

Nikogo to nie powinno dziwić. Osoby, które mają po 40, 50 lat, prowadzą swoje firmy niekiedy od 20. Oni nie potrzebowali coachów, aby zrozumieć, że chcą prowadzić firmę. Nikt im nie pomagał założyć działalności ani tym bardziej nie dostali kilkudziesięciu tysięcy na start z Unii Europejskiej. O wszystkim pamiętali i pamiętają nadal sami, ewentualnie używając papierowego notesu.

Na pytania nie dało się znaleźć odpowiedzi w wyszukiwarce i nie istniały internetowe bazy porad. Nikt nie potrzebował szkoleń, czy dodatkowego bodźca w postaci pieniędzy wydanych na szkolenie mobilizujące, aby wiedzieć, że nie kupi nowego samochodu, nie zbuduje domu i nie uszczęśliwi swojej kobiety, zapewniając jej spokój dnia następnego, jak zabraknie ciężkiej pracy i jej efektów.

Młodzi idą ze słowami, a nie z efektem swojej pracy

Umówmy się. Pomysł to tylko pomysł. Każdy ma ich setki i niewiele to daje. Efekt pracy – to, co ma już niewiele osób. A efekt pracy, o którym ktoś powie, że jest wartościowy i dobry to domena niewielu osób. Młody człowiek z dobrym efektem swojej pracy to rzadkość. Nie chce generalizować. Zmierzam do tego, że znam człowieka z Lublina, który sam tworzy niesamowite wydarzenia i zanim nawiązał współpracę, sponsorował je sam.

Kiedy masz produkt, a w tym wypadku jest nim konferencja, jest prościej. Mój przykład nie znalazł partnera dlatego, że wygłasza cudowne mowy, ale dlatego, że przyszedł ze swoim gotowym produktem, wydarzeniem, które sprawdziło się dwa lata temu, rok temu i sprawdzi się w tym roku, dlatego, że w branży ktoś o nim mówił i nie było ono już pomysłem. Ono istniało.

Efekt był wiadomy, jeden człowiek, który zainteresował się współpracą, spowodował, że takich osób przybyło więcej, ale nie wzięli się znikąd. Było to jego środowisko, były to kontakty pierwszej osoby, która wprowadziła młodszego w swoje grono. Nie zapominajmy, że z drugiej strony mamy pokornego młodego człowieka, który z poświęceniem, takim jak poprzednie pokolenie kiedyś, wykonuje swoją pracę.

Ok, ale czy jest możliwy wniosek?

Nie ma żadnej magii w biznesie, o której mówią mówcy z takich zapałem. Jest praca, o której młodzi zapominają, szukając przyczyn klęski w pieniądzach, które się szybko rozchodzą i w państwie, które każe im płacić ZUS i podatek, aby potem zwracać to innym w postaci legendarnej już liczby 500 zł, której szukają w postaci gigantycznego muru, które starsze pokolenie stawia im przed nosem.

Jednak czy to naprawdę tak jest? A może to starsze pokolenie zrobiło to, co młode robi jeszcze sprawniej. Bunkruje się, dbając o każdą złotówkę, która jest efektem ciężkiej pracy. Musimy się po prostu zrozumieć nawzajem, bo wszyscy patrzymy na to samo, ale z różnej perspektywy.

Karol