Oto, co Chińczykom po głowach chodzi

Po pięciu dniach w Chinach wiem, że w planach jest nowy szlak morski wiodący na Bałtyk, nowa fabryka helikopterów oraz autobusy elektryczne dla całego naszego regionu.

Ile sekund do Europy?

Taki samochód chińska firma Guangzhou Automobile składa w 58 sekund. Chętnie będzie go sprzedawać w Europie, Ala na razie ma tylko umowę dystrybutorską z Azerbejdżanem.

Przewiezienie 31 osób z 16 krajów Europy do Chin, a potem goszczenie ich i obwożenie po kraju przez 10 dni, to koszt, logistyka i ciężka praca. Po pięciu dniach naszej dziennikarskiej wyprawy widzę, że chińskim organizatorom wychodzi to bezbłędnie. Skoro tak, to warto wiedzieć, po co im ta harówka.

Ta wiedza szybko się Państwu przyda. Chiny inwestują już w naszym regionie Europy i chcą inwestować więcej. Na czerwiec planowana jest wizyta prezydenta Xi Jinpinga w Warszawie. Można się spodziewać deklaracji gospodarczych, może nawet porozumień. Warto wiedzieć, kto w Chinach wiąże z nimi największe nadzieje.

Polskie helikoptery w Chinach?

Nasza dziennikarska grupa była już w trzech południowych metropoliach Chin, a właśnie dojechała do czwartej. Przyjmują nas chętnie władze lokalnych prowincji, które poza wspieraniem eksportowych ambicji swoich firm-podatników, chcą przyciągać europejskie inwestycje.

Gdyby zaangażowanie prowincji mierzyć rozmachem, z jakim przyjmują naszą delegację, to wygrałby gubernator prowincji Jiangxi. Przyjął nas w mieście Nanchang, z wytwornością przypominającą najlepsze lata minionego dla nas systemu politycznego. Po przemówieniach, przy wybitnej 10-daniowej kolacji, zapytałam, jak na rozwój jego prowincji przekładają się inwestycje z Europy Środkowej i Wschodniej.

– Jest ich mało, ale słyszałem o planach budowy polskiej fabryki helikopterów – zauważył.

Z atencją przyjęto nas również w Kantonie.

– Nasz 13 plan pięcioletni dla prowincji Kanton zakłada poszerzenie współpracy z krajami CEE – mówił gubernator tej prownicji.

W kuluarach dodał jeszcze, że Kanton, który rozwija u siebie specjalną nadmorską strefę ekonomiczną Nansha Port, liczy na rozkręcenie nowego morskiego szlaku, dzięki któremu towary wyruszałyby w drogę w Nansha Port, a kończyły trasę na Bałtyku.

Swoje terytorium reklamował też gubernator Shenzhen, jednej z największych i najprężniejszych chińskich metropolii, która jeszcze 30 lat temu była rybacką wioską.

– To miasto imigrantów. Spoza Shenzhen pochodzę ja i wszyscy moi przyjaciele. To jeden z powodów, dla których rozwija się tu dziś tak wiele firm wysokich technologii – przekonywał.

Azerbejdżan jako brama

Przyjmują nas też firmy. Wizyty mają tempo błyskawicy, ale wrażenie pozostawiają niezapomniane. W Guangzhou Automobile Group składanie samochodu trwa 58 sekund, a firma, państwowa i notowana na giełdzie, rozwija się w oparciu o plany pięcioletnie. Proszę o wizytówkę i okazuje się, że rozmawiam z szefem firmy na Europę.

– Do których krajów już sprzedajecie? – pytam.

– Nie sprzedajemy, ale to nasza przyszłość. Na razie mamy podpisaną umowę z dystrybutorem w Azerbejdżanie. Mówię po rosyjsku – mówi z dumą dyrektor Yang Xiaoling.

Przyszłości w Europie szuka też BYD, firma specjalizująca się w produkcji pojazdów elektrycznych, akumulatorów i paneli fotowoltaicznych. W Polsce już jest – po Warszawie jeżdżą jej autobusy (może Państwo je kojarzą, bo ja nie).

– Budujemy fabrykę na Węgrzech – podkreśla John Gabarra (Brazylijczyk), oprowadzający nas po zakładzie spec od komunikacji w BYD.

Węgierski cud przyciagania

Węgry skusiły nie tylko BYD. Wybudowaną już halę produkcyjną testuje tam Lianovation, odwiedzony przez nas producent oświetlenia LED. Po pięciu dniach mamy więc, jako dziennikarze, zapisane dwie konkretne chińskie inwestycje na Węgrzech. W pozostałych krajach – zero.

– Węgry realizują po prostu strategię otwierania się na Azję. Dajemy inwestorom, co tylko chcą – wyjaśnia nam węgierski kolega z wycieczki.

Filozofia działania obu fabryk ma być identyczna. Części będą przyjeżdżać z Chin, a na miejscu pracownicy złożą je w autobus lub jarzeniówkę. Cła są wtedy niższe.

Pytam, jak BYD radzi sobie z zaporowymi europejskimi cłami na import chińskich paneli.

– Musimy sobie radzić. Odpowiedzią na ten problem jest technologia. To ona pozwala nam np. zmniejszyć wykorzystanie srebra w produkcji paneli, dzięki czemu ich cena spadnie – odpowiada John Gabarra.

P.S. W powyższym wpisie nie zawsze podaję nazwiska moich rozmówców. Czasem nie zdążyłam ich zapisać, czasem mieszały mi się stosy wizytówek. W innym kraju wsparłabym się znaną wyszukiwarką internetową, ale w Chinach jest zablokowana. Sprawdzę wszystko w Warszawie.

 

 

Magdalena Graniszewska
Magdalena Graniszewska