Paradise Papers – czyli afera, której nie było i lekcja przedsiębiorczości w trzech punktach

Zaledwie kilkanaście miesięcy po „aferze” Panama Papers, Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych (ICIJ) ujawniło kolejną „aferę podatkową” – Paradise Papers. Można odnieść wrażenie, że media na całym świecie ogarnęła jakaś histeria, a redakcje zaczęły ze sobą konkurować na najmocniejsze i najbardziej dosadne potępianie polityków, biznesmenów i artystów korzystających z możliwości, jakie dają raje podatkowe. Tymczasem… „afera” nie jest żadną aferą, a jedynie obnaża bolesną prawdę o zbyt rozbudowanych i skomplikowanych przepisach podatkowych obowiązujących w krajach rozwiniętych. De facto, oto otrzymujemy lekcję przedsiębiorczości, którą sprowadzić możemy to trzech punktów.

  1. Co nie jest prawem zabronione – jest dozwolone.

Powiedzmy sobie jasno – optymalizacja podatkowa jest całkowicie legalna, a w interesie każdego biznesmena, który bierze odpowiedzialność za powodzenie swoich, często ogromnych inwestycji, leży obniżanie zobowiązań podatkowych i maksymalizowanie zysku.

Nie zgadzam się z tym, że optymalizacja podatkowa z wykorzystaniem rajów podatkowych jest niemoralna i nieetyczna, bo jest ona po prostu w pełni dozwolonym sposobem dla przedsiębiorców na zwiększanie swojej konkurencyjności.

Uważam za oburzające słowa Ministra Finansów, Mateusza Morawieckiego, który uważa, że zakładanie spółek na terenie rajów podatkowych jest czymś „niedobrym i nieprawidłowym”, a także że jest ono „anomalią, którą należy zmienić” i która, z uwagi na pozbawianie pieniędzy krajów ojczystych przedsiębiorców, jest „piekłem dla ich społeczeństw”. Otóż nie, Panie Ministrze, optymalizacja podatkowa z wykorzystaniem rajów podatkowych nie jest „oszukiwaniem na podatkach ludzi biedniejszych”, ale próbą odnalezienia się w brutalnym świecie biznesu, który dodatkowo nękany jest przez nieprzyjazną jurysdykcję wielu krajów rozwijających się, w tym także Polski. A przecież wiemy, że klimat do prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce jest nadal jednym z najgorszych w obrębie Unii Europejskiej. Przedsiębiorców nad Wisłą dławią zbyt wysokie podatki i zbyt rozbudowane, skomplikowane i nieprzejrzyste przepisy podatkowe.

  1. Kto walczy z biznesem – ten od (braku) biznesu ginie!

Mimo buńczucznych zapowiedzi dotyczących walki z rajami podatkowymi, nic w tej sprawie nie dzieje się od lat, ponieważ uderzenie w przedsiębiorców zakładających spółki offshore wiązałoby się z ograniczeniem swobody działalności gospodarczej – tak wychwalanej zarówno w Unii Europejskiej, jak i za Oceanem – przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Tak zwana „walka” z rajami podatkowymi bardziej przypomina walkę z wiatrakami – bo też i światowym przywódcom po prostu nie zależy na stawianiu barier dla międzynarodowego przepływu kapitału. Obecna fala oburzenia na „aferę” Paradise Papers przeminie i za kilka tygodni nikt nie będzie o niej pamiętał, a przedsiębiorcy nadal będą robić swoje i nadal będą próbowali, przy użyciu dozwolonych praktyk, maksymalizować swoje zyski.

Groźby, ostrzeżenia i polowanie na czarownice może skończyć się dodatkowo tym, że jeśli jakiś przedsiębiorca jakąś część swoich interesów prowadził równolegle w Polsce to zapewne dla własnego spokoju i bezpieczeństwa postara się z niej zrezygnować.

  1. Homo oeconomicus, czyli przedsiębiorca – istotna racjonalna.

Powiedzmy sobie więc jeszcze raz jasno, że założenie spółki w raju podatkowym jest całkowicie legalne, a każdy przedsiębiorca może zdecydować o zarejestrowaniu działalności gospodarczej w jurysdykcji, którą uważa za najlepszą dla swojego biznesu (rzecz jasna przy założeniu, że spełnienia on przy tym wszelkie wymagane warunki formalne). Co więcej, poszukiwanie rozwiązań pozwalających uciec przed zbyt wysokimi obciążeniami podatkowymi i/lub skomplikowanymi i niejasnymi przepisami, jest w dzisiejszym biznesie wręcz wskazane. Oczywiście również w granicach krajów przyjaznych przedsiębiorczości dochodzi do nieprawidłowości, a niektóre podmioty starają się wykorzystać oferowaną przez raje poufność do prania brudnych pieniędzy, ale przecież z problemem nieuczciwych przedsiębiorców borykają się państwa na całym świecie, od Vancouver po Władywostok. Raje podatkowe nie są też, wbrew powszechnemu mniemaniu, jakimiś republikami bananowymi, bo przecież do ich grona zaliczamy zarówno Monako, Liechtenstein, Luksemburg, Hongkong i Singapur, jak też zależne od Wielkiej Brytanii terytoria autonomiczne, takie jak Bermudy, Kajmany czy Brytyjskie Wyspy Dziewicze.

Więcej na www.admiral.tax

Agnieszka Moryc
Agnieszka Moryc