Plan Morawieckiego – od innej strony

Nazywam się Bartek Gola i jestem jednym z założycieli oraz CEO grupy funduszy typu venture – SpeedUp Group. Zaczynam od przedstawienia się, bo chcę aby moja pozycja była jasna. Z pewnością tezy, które stawiam w poniższym tekście, muszą być rozpatrywane w kontekście mojej branży i pozycji zawodowej, którą zajmuję.

Warszawa, 16.02.2016. KPRM. Konferencja prasowa z udzialem Premier Beaty Szydlo i ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego na ktorej zostal przedstawiony plan rozwoju polski na kolejne 25 lat. N/z. Beata Szydlo i Mateusz Morawiecki. Fot. Jerzy Dudek / FORUM

Koniec „disclaimerów”, trochę faktów. O planie Premiera Morawieckiego powiedziano i napisano już tak wiele, że nie zamierzam zanudzać Państwa omawianiem jego poszczególnych punktów. Bardzo ciekawy był wpis Prezeski Fundacji StartUp Poland, Elizy Kruczkowskiej, choć nie do końca zgadzam się z wnioskiem Elizy dotyczącym oceny dotychczasowej aktywności Państwa. Podkreślam – nie do końca i mówię to jako Szef Rady Programowej Fundacji Startup Poland. Tym bardziej uważam, że szeroka dyskusja na ten temat jest jak najbardziej na miejscu.

Zamierzam skupić się na części dotyczącej innowacji – z przyczyn opisanych w pierwszym akapicie – innowacja to mój rynek, rozumiem ją, nasze lokalne ograniczenia i szanse. „Innowacja” jest słowem wytrychem dla każdej partii politycznej, jest bezmyślnie ubierana w zdania typu „polska Nokia” czy też, kiedy ta szlachetna marka podupadła, „polski Skype”. Te typowe pustosłowia rzadko wyzwalały konkretni działania, choć w ciągu ostatnich 15 lat kilka rzeczy zrobiono dobrze. Stworzono m.in. Ustawę, dzięki, której powołano Krajowy Fundusz Kapitałowy, a ten stworzył podstawy rynku venture capital w Polsce. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości sfinansowała powstanie kilkudziesięciu inkubatorów (działanie 3.1) finansujących fazę zalążkową – najbardziej ryzykowną. Wreszcie Narodowe Centrum Badań i Rozwoju tworzy fundusze, które mają finansować i komercjalizować efekty pracy polskiej nauki. Nie każda z tych instytucji działa jak powinna lub tak, jak chciałoby tego środowisko. Nie ma co się tutaj oszukiwać. Jednak ich rola w budowaniu całego systemu jest znacząca i nie można temu zaprzeczać.

Kwoty, które trafiają właśnie na rynek, dzięki powyższym programom (w postaci inwestycji kapitałowych w innowacyjne spółki), mogą robić wrażenie. Na rynek trafia (programy KFKa i NCBiR ciągle trwają) grubo ponad miliard złotych. Pozornie bardzo dużo, a nie mamy wrażenia, że Polska staje się rajem dla innowacji.

Tu widzę największe zagrożenie dla planów Ministerstwa Rozwoju. Żyjemy bowiem w potwornie spolaryzowanej rzeczywistości politycznej. Ta kultura zaprzeczenia wszystkiemu co było zrobione przez poprzedników i stwarza ryzyko dyskontynuacji również tych rzeczy, które takiej kontynuacji są warte.

Dlaczego nie ma spektakularnego polskiego sukcesu w cyfrowej gospodarce?

Wracam do dobrych przykładów, na które powołałem się kilka zdań wcześniej: dlaczego, pomimo wielu świetnych programów, nie stworzyliśmy „polskiego Skype’a” (przepraszam, potrzebujemy jednak takiego surogatu nazwania sukcesu). Moim zdaniem istnieją trzy główne:

  • 10 lat temu rynek VC w Polsce praktycznie nie istniał (sukcesy MCI kierowanego przez Tomasza Czechowicza były wyjątkiem, a nie regułą). Oczywiście mieliśmy w Polsce sporo firm nazywanych funduszami inwestycyjnymi, ale nie działały one jak prawdziwe fundusze venture – nie inwestowały powierzonych im przez inwestorów zewnętrznych środków w skrajnie ryzykowne przedsięwzięcia innowacyjne na ich wczesnym etapie. Chodzi tu o klasę aktywów absolutnie inną od funduszy typu private equity czy tych inwestujących w papiery spółek notowanych na rynkach publicznych.

To ważny punkt, wiele osób popełnia bowiem błąd polegający na tym, że uznaje branżę VC za takie mniej znaczące private equity. Nie, to zupełnie inna działalność, z inną wiedzą, innymi predyspozycjami zarządzających, innymi szczegółami modelu biznesowego.

Wbrew obiegowej opinii inwestycje VC są bardzo długodystansowe: średni czas od powstania innowacyjnej firmy do tzw. exitu (sprzedaży udziałów) to jakieś 7-8 lat. Piszę o tym, żeby uświadomić że „polskie Skype’y” znajdują się prawdopodobnie w portfelach polskich funduszy venture tylko, że jeszcze są za małe żebyśmy o nich słyszeli.

  • Drugi punkt będzie już znacznie mniej optymistyczny – szczególnie dla mojej branży. Ten „green field”, na którym branża zaczynała, 8-10 lat temu (powtarzam, poza nielicznymi, chlubnymi wyjątkami) oznaczał brak wykwalifikowanych kadr zarządzających funduszami VC (dotyczy to również autora niniejszego artykułu). Każdy kto wchodzi w rynek innowacji przechodzi klasyczną krzywą uczenia się. Przebiega ona od tzw. niepoinformowanego optymizmu (pozorne poczucie wielkości rynku i łatwości jego zawojowania), poprzez poinformowany pesymizm (pierwsze porażki i poczucie zetkniecie się ze ścianą). Większość nowych menadżerów funduszy odpada na tym etapie. Zostają ci, którzy są w stanie poradzić sobie z (kolejne wyrażenie żargonowe) „doliną śmierci” i przejść do tak zwanego poinformowanego optymizmu. Czyli stanu, który powinien cechować dobrego menadżera czy przedsiębiorcę w każdej branży.

Po 10 latach dość intensywnej inwestycji w innowacje (w tym w tworzenie ekosystemu funduszy venture capital), zaczyna nam się rodzić grupa dobrych zarządzających funduszami VC. Niestety: za późno i za mało.

  • Smutna konstatacja ostatniego zdania prowadzi nas do ostatniego z punktów mojej diagnozy: braku spektakularnych sukcesów. Nasza branża innowacji, w tym – a może przede wszystkim – zarządzający funduszami, zachłysnęli się wielkością lokalnego rynku, chcieli powtórzyć model „starego biznesu” z pierwszej połowy lat 90-tych, kiedy sukces przynosiła koncentracja na rynku polskim. To był fundamentalny błąd. Dzisiejszy rynek – szczególnie w obszarze technologii związanych z branżą teleinformatyczną – jest absolutnie globalny. Lokalne projekty „internetowe” w większości pozbawione są sensu – ten proces będzie postępować. Tymczasem, wbrew tej oczywistej tendencji, nasza branża VC pozostała skrajnie lokalna. Wbrew dobrym wzorcom – na przykład z branży FMCG – nie przyciągnęliśmy menadżerów z rynków większych, bardziej rozwiniętych. Powstało jedno joint venture (Giza Polish Venture – zresztą świetne), pozostałe fundusze pozostały są 100% polskie. To był duży błąd. Mieliśmy bowiem – jako branża – kapitał, nie pozyskiwaliśmy natomiast wystarczająco szybko wiedzy do jego dobrego używania. Ten punkt uważam za kluczowy dla zbyt wolnego rozwoju naszej innowacji.

Pliszka swój ogon chwali?

Możecie Państwo odnieść wrażanie, że to tylko artykuł „branżowego lobbysty”. Z pewnością jestem tutaj adwokatem we własnej sprawie. Chciałbym jednak abyście – drodzy czytelnicy – przyjrzeli się faktom. Model budowy kraju innowacyjnego bez silnego sektora venture capital udał się jedynie w Korei Południowej. Pozostałe przykłady – w tym w szczególności najbardziej spektakularny Izrael – są oparte o silny lokalny sektor kapitału wysokiego ryzyka. Pisząc lokalny, mam na myśli skoncentrowany na wykorzystanie lokalnego potencjału intelektualnego, ale połączony ze światem, umożliwiający globalną ekspansję „miejscowym” innowatorom. Jeżeli chodzi bowiem o fundusze typu VC kluczem nie jest sam kapitał przekazywany do spółek, tworzących innowację. Kapitał VC to również, a często przede wszystkim, kapitał intelektualny dodawany do spółek portfelowych, doświadczenie w komercjalizacji wynalazków, biegłość w procesie zwanym „business development”. Jest wiele prac naukowych pokazujących zawiązek pomiędzy budowaniem gospodarki opartej o wiedzę, a finansowaniem oraz nadzorowaniem ich przez wyspecjalizowane firmy VC. Nie będzie wam trudno znaleźć np. tekst pracownika naukowego Stanfordu, Shai Bernsteina pt.: „The impact of monitoring VC”.

Tutaj dochodzimy do bardzo ciekawej konkluzji: w planie Morawieckiego brakuje mi jednoznacznego określenia, że Państwo (na przykład poprzez przekierowanie dywidend spółek SP) będzie starało się pełnić rolę inwestora w funduszach VC (tzw. Limited Partner). Mam na myśli kapitał inwestycyjny, zwrotny – bez żadnych preferencji. Nikt rozsądny nie oczekuje dotacji inwestycyjnych. Polska zmaga się bowiem z kłopotem braku kapitału w ogóle (niska stopa oszczędności, brak wielopokoleniowej akumulacji kapitału). Naprawdę trudno wymagać od ludzi, którzy dopiero co (10-15 lat temu) odnieśli biznesowy sukces, aby zechcieli i byli mentalnie w stanie powierzyć swoje tyleż ciężko, co świeżo zarobione pieniądze, na bardzo długi okres (8-10 lat). Do  tego dochodzi faktyczna preferencja podatkowa dla inwestycji w nieruchomości. Od miesięcy stawiam tezę, że potrzebujemy więcej inteligentnych pieniędzy dla polskich innowacji. Nie uważam, aby wizja zamówień rządowych była antidotum. Zanim – na co mam ogromną nadzieję – duże polskie spółki z udziałem Skarbu Państwa zaczną kupować produkty polskich innowatorów, ktoś musi ponieść ryzyko ich wytworzenia – zwyczajnie musi być co zamawiać.

Strasznie długi zrobił się ten tekst – kompletnie nie dostosowany do wymogów platformy blogowej ;-).

Podsumujmy zatem: w moich wieloletnich kontaktach z polskimi rządami nigdy jeszcze nie spotkałem ekipy tak pełnej energii i chęci zrobienia czegoś jednoznacznie dobrego (zapewne jest w tym trochę niezbędnego dla powodzenia niepoinformowanego optymizmu). Mamy świetnie zdefiniowany problem, właściwą definicję kierunków rozwoju. Uważam jednak, że musimy porozmawiać o szczegółach rozwiązań. W programie brakuje mi jasnego wsparcia kwalifikowanych firm inwestycyjnych – funduszy venture capital. Innowacja to nie tylko kapitał, ale przede wszystkim nadzór nad jego wydawaniem i rozwojem innowacyjnych firm. Niczego nie zmienimy i nie pomożemy ograniczjąc się do stworzenia rynku w postaci ułatwionej procedury zamówień publicznych.

Druga moja obawa dotyczy omawianej na wstępie skrajnie konfrontacyjnej kultury politycznej. Mam ogromną nadzieję, że uda nam się zachować podstawy systemu innowacji stworzone w ramach instytucji i programów realizowanych od roku 2006. Nie ma potrzeby zaczynania wszystkiego od nowa. Potrzebujemy dobrze zmienionej kontynuacji.

Zastrzeżenie: SpeedUp Venture Capital Group współpracuje z PARP, NCBiR oraz KFK.

Bartłomiej Gola
Bartłomiej Gola