Promocja Lidla, czyli baśń o chciwości i naiwności

Na promocji Lidla zarobiło nie tylko kilku cwanych łowców okazji. Wbrew pozorom wzbogacili się także autorzy promocji, którzy zyskali bezcenną lekcję udowadniającą im, że świat nie jest idealny.

FOT. Marek Wiśniewski

FOT. Marek Wiśniewski

Promocja Lidla zatytułowana „Absolutna satysfakcja lub zwrot pieniędzy” to jak najbardziej wolnorynkowe – choć naiwne – zachowanie przedsiębiorstwa, które czymś ekstra (w tym wypadku gwarancją) chciało skusić klientów i zyskać w ich oczach przewagę nad konkurencję. Naiwne, bo nie przewidziała, że niektórzy klienci zamiast zwracać puste pudełka tylko w przypadku braku satysfakcji, będą zwracać je za każdym razem. Ba, niektórzy specjalnie kupowali więcej, by zysk „na zwrocie” był jeszcze pokaźniejszy. Dla Lidla całość zakończyła się na stratach, które doprowadziły do zamknięcia promocji.

Czy Lidl mógł liczyć na inny finał tej sprawy? Znalezienie odpowiedzi na to pytanie wymaga przeanalizowania innego problemu – mianowicie czy zachowanie wspomnianych w powyższym akapicie klientów należy uznać za racjonalne? Z jednej strony zrealizowali one ponadprzeciętne zyski, które zaskakująco spadły im z nieba wraz z promocją Lidla. Z drugiej jednak strony inni sprzedawcy teraz dwa razy zastanowią zanim przeprowadzą podobną promocję. A nawet jeżeli już się na nią zdecydują, to będzie ona obwarowana licznymi wyjątkami, przypisami i innymi prawnymi wybiegami zabezpieczającymi sprzedawcę, ale i przy okazji utrudniającymi odbiór. Innymi słowy: u klientów perspektywa szybkiego zysku wygrała kosztem przyszłych korzyści.

Świat nie jest idealny

Tylko czy te przyszłe korzyści rzeczywiście były na tyle atrakcyjne, aby porzucać dla nich perspektywę szybkiego i sporego zysku? W tym wypadku raczej ciężko odpowiedzieć twierdząco. Oczywiście daleki jestem od pochwalania tego typu zachowań – naciągania promocji na swoją korzyść. Po pierwsze cierpią przez nie ludzie, którzy z tego typu promocji chcieliby korzystać uczciwe. Po drugie wielu, aby uzyskać zwrot od Lidla, najzwyczajniej skłamało. Zwrot był bowiem motywowany nie brakiem satysfakcji, a chciwością.

Pieniądz jednak dla niektórych stoi ponad wszystkim. Szczególnie jeżeli można go zdobyć szybko i bez wysiłku. Wieloma ludźmi kieruje po prostu chciwość i trzeba mieć świadomość tego, że wyciągniętą w ich stronę dłoń odgryzą z całą ręką. Co istotne, status społeczny i posiadany majątek nie grają tu decydującej roli, zdarzało się bowiem, że przed Lidlami produkty „na zwrot” przepakowywano do drogich aut. Smutne, ale niestety prawdziwe. Przedstawiciele Lidla, jako wytrawnego rynkowego gracza, powinni mieć tego świadomość.

Jedynym uzasadnieniem dla autorów promocji – oprócz ich naiwności i postrzegania świata w różowych barwach – wydaje się chęć osiągnięcia rozgłosu. Straty mogły być wliczone w cały spektakl, a podobny finał planowano od początku. Nawet jeżeli jednak intryga była aż tak grubymi nićmi szyta, to i tak wydaje się, że to nie Lidl jest zwycięzcą całego zamieszania. Sprawa ma bowiem ciąg dalszy, trafiła do UOKiK-u i wydaje się, że nie dość, że promocji nie uda się tak łatwo zamknąć, to jeszcze Lidlowi przypięta może zostać łatka tego, który nie dotrzymuje słowa.

Adam Torchała
Adam Torchała