Sektor prywatny na razie nieufny

Najmocniejszą stroną firmowanego przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego „Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” jest trafna diagnoza obecnego stanu polskiej gospodarki.

morawiecki szydło

Zdecydowanie słabiej prezentują się środki zaradcze, na razie ograniczające się do słusznych haseł. Ich przepisanie na język ustaw oraz innych konkretnych decyzji potrwa wiele miesięcy, zatem tak naprawdę dopiero pod koniec roku da się realistycznie ocenić, czy idea tzw. zrównoważonego rozwoju to nie zamek na piaskach. Pierwsze reakcje np. organizacji biznesowych są bardzo pozytywne, ale zawierają także troskę o realność planu. Poniżej przytaczamy próbkę czterech takich opinii.

Rynki mają znacznie większą swobodę we wskazywaniu słabych punktów. Z ich reakcji już wiadomo, że największym problemem autora planu będzie namówienie prywatnego biznesu do zaangażowania się w inwestycje długoterminowe. W imponującej kwocie 1 000 000 000 000 (biliona) złotych około 40 proc. to pieniądze prywatne, banków i rozmaitych spółek. Tym razem niemożliwe jest jednak ściągnięcie kilkuset miliardów kolejnym podatkiem. Konieczne jest, by prywatny biznes uwierzył, że rozwojowy interes rządzącej monopartii jest tożsamy z interesem przedsiębiorców o najróżniejszych poglądach.

Tylko pozornie te interesy w jednym państwie są tożsame. Biznes oczekuje od polityków przede wszystkim przewidywalności oraz spokoju. W zagranicznym otoczeniu Polski go nie ma i prędko nie będzie. Gorzej, że trudno spodziewać się go także w kraju, gdzie władza uzyskująca w wyborach 18,7 proc. poparcia Polaków uprawnionych do głosowania 25 października 2015 r. nadała sobie prawo do 100 proc. decyzyjności.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski