Sharing economy, czyli powrót społeczeństwa nomadów

Dynamiczny rozwój sharing economy – ekonomii dzielenia – to ryzyko, ale również szansa dla tradycyjnych gałęzi biznesu i dużych firm

Fot. Tech. Sgt. John Cumper, via Wikimedia Commons

nomada (Słownik języka polskiego, PWN)

  1. członek pasterskiego lub łowieckiego ludu prowadzącego koczowniczy tryb życia (…)
  2. człowiek często zmieniający miejsce pobytu

W połowie listopada, podczas Kongresu 590 w Rzeszowie, miałem okazję wzięcia udziału w dyskusji panelowej pt. „Sharing Economy”. Początkowo zakładałem, że jest to temat, do którego w zasadzie nie trzeba się specjalnie przygotowywać. Przecież kilka razy podczas podróży zagranicznych korzystałem z przejazdów Uber, zdarzyło mi się nawet spędzić weekend w mieszkaniu, które wynająłem przez serwis Airbnb. Przeczytałem kilkanaście artykułów na temat zyskujących coraz większą popularność serwisów typu Landshare, JustPark, Skillshare, etc. Co więcej, Orlen od dłuższego czasu współpracuje np. z serwisem Yanosik, rozmowy biznesowe prowadziliśmy z wieloma innymi przedsiębiorcami. Czyli w zasadzie wszystko wiem o „gospodarce dzielenia się” i jestem gotowy do dyskusji. A jednak, kiedy zacząłem sobie zadawać pytania: Z czego wynika fenomen sharing economy? Co się takiego zmieniło w relacjach międzyludzkich, że nastąpił rozkwit nowych modeli biznesowych? Jak może wyglądać przyszłość tego biznesu? Doszedłem do wniosku, że warto zgłębić to zjawisko, które skłania do przypomnienia sobie nieco faktów z  historii ludzkości i zapomnianych już nomadów

The Economist w jednym z tekstów w 2013 r., który chyba jako pierwszy poruszył w sposób kompleksowy fenomen zjawiska sharing economy (którego kolebką było San Francisco czyli centrum Doliny Krzemowej). W tym czasie Uber miał raptem trzy lata, Airbnb funkcjonował już trochę dłużej. Dziennikarz The Economist przewidywał dynamiczny rozwój sharing economy, szacując jego potencjał na miliardy dolarów. I w tych szacunkach bardzo się pomylił… Minęły kolejne trzy lata podczas, których koncept dzielenia się (za pieniądze) rozlał się po wielu innych dziedzinach gospodarki. Oprócz tradycyjnych obszarów jak transport czy noclegi przyszedł czas na dzielenie się powierzchnią biurową, różnego rodzaju umiejętnościami, nauczaniem, gotowaniem, etc. Atrakcyjność sharing economy płynie z idei konsumowania i korzystania bez konieczności posiadania czegoś na własność. Często drażni to przedstawicieli tradycyjnego biznesu, którzy przez wiele lat, kosztem istotnych nakładów inwestycyjnych budowali swoje przedsiębiorstwa. Takich ryzyk nie uwzględniało się w biznes planach. Dzisiaj szacuje się, że globalna wartość rynku usług gospodarki dzielenia się w 2016 r. wyniesie około 140 miliardów dolarów. Tempo wzrostu jest tak duże, że za lat 10 może to być już 335 miliardów dolarów (szacunki PwC). Wszystkich platform internetowych i aplikacji mobilnych nie sposób zliczyć (jest ich ponad 7500 i ciągle powstają nowe). Wartość wybranych firm z tego sektora przyprawia o ból głowy. Uber wyceniany jest na 64 miliardy dolarów (o 10 miliardów więcej niż General Motors), Airbnb 30 miliardów dolarów (czyli tyle co łącznie tacy giganci jak Hilton i Hyatt). Głównymi dźwigniami wzrostu sharing economy są oczywiście cyfryzacja i rozpowszechnieni dostępu do coraz szybszego  Internetu (3,5 miliarda użytkowników Internetu na świecie co stanowi około 46% populacji), rozwój aplikacji mobilnych i rynku usług Internetu mobilnego (w 2014 r. po raz pierwszy liczba osób korzystających z mobilnego Internetu była większa od liczby korzystających ze stacjonarnego dostępu). Ale to nie tylko „aplikacje, smartphony i megabajty” stanowią o sukcesie sharing economy.

Wróćmy na chwilę do historii rozwoju ludzkości, o której wspomniałem na początku. Wiemy, że na początku naszego istnienia ludzie przemieszczali się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu pożywienia. Robili to dosyć często, warunki były trudne i prymitywne więc nie zabierali ze sobą dobytku. W nowym miejscu budowali prowizoryczne domostwa i dzielili się narzędziami, bronią, ubraniami. Nie posługiwano się jeszcze pieniędzmi tylko korzystano z modelu handlu wymiennego (zresztą nadal praktykowanego przez współczesnych odpowiedników nomadów – Aborygenów, Beduinów, Lapończyków). Można więc powiedzieć, że początki sharing economy miały miejsce kilka tysięcy lat temu. Walutą były towary i wzajemne usługi, a zamiast mobilnych aplikacji wystarczała ludzka pamięć i odwieczna zasada wzajemności. Wiele zmieniło się na przestrzeni tysięcy lat ale natura dzielenia się pozostała w naszym DNA. Jeżeli do tego dodamy realia dzisiejszego świata, tj. dostęp do niezliczonych zasobów, produktów i usług oraz fakt, że ludzie mają skłonność do gromadzenia dóbr, których często nie potrzebują albo, z których rzadko korzystają (Joshua Becker, autor bestseller’a The More of Less, przytacza liczne przykłady, np. typowe 10-letnie dziecko w Wielkiej Brytanii posiada średnio 238 zabawek a bawi się 12), to wydaje się oczywiste, że prędzej czy później ktoś musiał zdać sobie sprawę, że można na tym nieźle zarobić.

Nie byłoby jednak tak olbrzymiego sukcesu sharing economy gdyby nie przełamanie bariery braku zaufania. Tak samo było zresztą w przypadku handlu elektronicznego. Jeff Bezos (który 20 lat temu stworzył internetową księgarnię Amazon) czy Pierre Omidyar (twórca platformy aukcyjnej eBay), nie odnieśliby sukcesu bez przekonania klientów, że nie stracą swoich pieniędzy i otrzymają produkty, które zamówili. Z każdą kolejną transakcją rosło zaufanie a dzisiaj trudno sobie wyobrazić handel bez Internetu. Podobnie jest z serwisami opartymi o mechanizm dzielenia się. Nie jest to też domena zarezerwowana wyłącznie dla młodych. Dzisiaj nikogo nie zdziwi 60-letni kierowca Uber’a ani leciwe małżeństwo wsiadające do jego samochodu, który zamówili podczas podróży do obcego miasta, w obcym kraju. A wszystko zaledwie w kilkanaście minut przez smartphona, rezerwując jednocześnie dodatkowy nocleg przez aplikację Airbnb.

Co ważne, sharing economy to szansa na zarobek dla osób, które „tradycyjnej pracy” nie mogą znaleźć albo nie mogą pracować na pełen etat (np. opieka nad członkiem rodziny, łączenie studiów z pracą) lub na dodatkowy zarobek (np. wcześniejsza emerytura). Wystarczy prawo jazdy i własny samochód jak w przypadku Ubera, albo mieszkanie, w którym możemy zaopiekować się psem podczas wakacji właściciela (serwis DogVacay), czy też pasja do gotowania, dzięki której zabawimy się w restauratora i zaprosimy na obiad gości w aplikacji HomeDine. Większość kierowców Uber pracuje mniej niż 30 godzin tygodniowo, średni okres udostępniania nieruchomości w serwisie Airbnb to 33 doby rocznie, ponad 18% osób oferujących usługi w ramach gospodarki współdzielenia to osoby w wieku 55 lat i więcej, 20% kierowców Uber to kobiety. Te ostatnie zapewne chętnie skorzystają z usług „pana złotej rączki” (serwis Zaarly), który dorabia wieczorami po pracy w fabryce. Zmiany na rynku pracy, które stymuluje gospodarka dzielenia się są tak wyraźne, że temu fenomenowi poświęcono już wiele analiz i prac naukowych, np. An Analysis of the Labor Market for Uber’s Driver-Partners in the United States, autorstwa Alana Kruegera z Princton (byłego szefa rady doradców ekonomicznych Prezydenta Baracka Obamy) we współpracy z Uber. Bardzo ciekawie wyglądają analizy (np. raport EY, The Rise of Sharing Economy z października 2015 r.) prowadzone w krajach rozwijających się, takich jak np. Indie gdzie tradycyjne działania rządu i kolejne programy mające na celu stymulację gospodarki i zwiększenie miejsc pracy nie przynosiły pożądanych efektów. Dopiero rozwój sektora usług sharing economy spowodował olbrzymią zmianę.

Dynamiczny rozwój sharing economy to ryzyko ale również szansa dla tradycyjnych gałęzi biznesu i dużych firm (również takich jak Orlen). Wiele firm szybko się dostosowuje. Niektóre nadal są w fazie zaprzeczenia i może je to drogo kosztować. To jednak temat na oddzielną analizę, podobnie zresztą jak dyskusja o kwestiach etycznych i regulacyjnych (prawo często nie nadąża za zmianami). Jedno jest pewne: sharing economy to nie chwilowa moda, która przeminie. Trudno zatem przewidzieć jak dalej będzie wyglądała ewolucja (a może rewolucja) modeli biznesowych, które znamy dzisiaj. W pewnym sensie wracamy do korzeni, jako Nomadowie XXI wieku.

 

 

Andrzej Kozłowski
Andrzej Kozłowski