Strategia „NON GRATA”.

Po wielkim boomie, który nastąpił pod koniec lat 90-tych na różnego typu strategie, ostatnie lata to wyraźny odwrót od tego trendu. Wtedy wynikał on z potrzeby przygotowań Polski do wejścia w struktury UE, co wiązało się z koniecznością spełnienia wielu warunków dotyczących absorpcji środków unijnych. Dziś wydaje się, że strategia nie jest już czymś najważniejszym. Tymczasem większość moich kontaktów z klientami utwierdza mnie w przekonaniu, że właśnie strategii brakuje im najbardziej. I nie mam tu na myśli jedynie strategii dotyczącej komunikacji, choć oczywiście z tym problemem stykam się najczęściej.

W ramach projektów dotyczących zarządzania kryzysem wizerunkowym, doświadczam głuchej ciszy także, kiedy pytam: jakie cele chcecie Państwo osiągnąć, po co chcecie wdrożyć ten projekt, jakie są ryzyka i koszty. Słowo strategia odstrasza. Trochę też może się przejadło i nie robi wrażenia. W uproszczonej definicji strategia to droga do osiągnięcia celów, a skoro tak, to bez niej trudno dotrzeć tam, gdzie zmierzamy. Zakładając oczywiście, że wiemy, gdzie chcemy dotrze.

Brak strategii odbija się na organizacji we wszystkich obszarach jej funkcjonowania. Zazwyczaj stykam się z tą chorobą w sytuacji kiedy problemy firmy dotykają obszaru komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej albo i przy okazji coachingu członków Zarządu. Co ciekawe podobne obserwacje mają także znani mi coachowie, doradcy i specjaliści od rekrutacji, sprzedaży, obsługi klienta nie mówiąc o tych od optymalizacji kosztów, reorganizacji procesów biznesowych czy restrukturyzacji. Brak spójnej i wiarygodnej odpowiedzi na pytanie: „dokąd zmierzamy?” i „jaką drogą chcemy tam dojść?” sprawia, że lider przestaje być wiarygodny, nie tylko w oczach dziennikarzy czy liderów opinii, ale także klientów i pracowników. A utrata wiarygodności to koszt, na który nie może sobie pozwolić nikt, kto zamierza długotrwale budować swoją pozycję biznesową.

Większość moich rozmów z klientem zaczyna się od oceny sytuacji „z lotu ptaka”. Takie spojrzenie na projekt, sytuację firmy, wizerunek osoby to pierwsza rzecz, jaką należy zrobić, zanim rozpoczniemy rozmowy o tym, co robimy dalej. Zabiegani i zawaleni (pochłonięciJ?) tzw. bieżączką, mają poczucie jakby podróżowali z mapą GPS na tak dużym „zoomie”, że w zasadzie nie wiedzą już gdzie są. Pół biedy, jeśli mają jakąś mapę (strategię właśnie) i można się do niej odnieść, zrobić „zoom out”. Gorzej, jeśli podróżują intuicyjnie, tylko czując kierunek, w którym chcą podążać.

Skąd więc wzięła się niechęć do takich strategicznych dokumentów? Wydaje się, że przyczyny należy szukać właśnie w latach 90-tych. Strategie, które wtedy powstały były raczej strategiami papierowymi, a nie strategiami faktycznych działań. Chodziło o to, żeby były długie, skomplikowane i robiły wrażenie poważnych, i drogich. Problem w tym, że były niefunkcjonalne. Do dziś zalegają w szufladach lub na pólkach wielu menedżerów z naklejoną karteczką: „nigdy więcej”.

Pisząc o braku strategii nie mam jednak na myśli tego typu „zbindowanych łapaczy kurzu”. Chodzi mi o krótką i spójną historię, która zbudowana jest na zasadzie piramidy. Dzięki temu, bez straty dla spójności, możemy odciąć jej rozbudowę na każdym poziomie szczegółowości. Paradoksalnie i trochę wbrew stereotypowi sprzed lat – im prostsza tym lepsza.

Strategia działań komunikacyjnych w kryzysie to oczywiście trochę inna para kaloszy. Bardziej przypomina plan działań wojennych, ale w zasadzie rządzi się tymi samymi prawami: cel i droga do jego osiągnięcia.  Większość takich „planów wojennych” powstaje na kilku kartach flipchartu i większość opiera się bardziej na schematach i rysunkach, aniżeli na tekście. Jak wiadomo „jeden obraz wart jest więcej niż tysiąc słów”.  Każdemu, kto nie wie jak przeprosić się ze strategią i od czego zacząć polecam filpchart i proste ćwiczenie: narysuj gdzie chcesz, żeby była Twoja organizacja, firma, Ty za jakiś czas – taki, jakim jesteś sobie w stanie wyobrazić jako realny – i jakie kroki chcesz wykonać, żeby tam dotrzeć.

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Wszystko powinno zostać uproszczone tak bardzo, jak to tylko możliwe, ale nie bardziej”. Miłego rysowania.

 

Szymon Milczanowski
Szymon Milczanowski