Cyrk z darmowym podręcznikiem za 200 mln zł rocznie

Darmowy podręcznik to kosztowny temat. Po co dzieciaki muszą targać po 10 kg książek w plecakach? Po co wydajemy ok. 250 mln zł rocznie na coś, co jak pokazuje praktyka kompletnie się nie sprawdza?

Fot. Pexels CC0 License

W opublikowanym na Bankier.pl artykule pt. „Szkoły mają problem z darmowymi podręcznikami” czytamy, że kłopoty dotyczą podręczników dla klas IV i V podstawówek oraz I i II klasy gimnazjum. Książki docelowo są udostępnianie dzieciom bezpłatnie a finansowane są z dotacji ministerialnej. Ich darmowy charakter to zagrywka psychologiczna – płacą za nie podatnicy. Nie skupiajmy się na tym, bo to bez znaczenia.

Z przytoczonego artykułu wynika, że szkoły dostały za mało pieniędzy na zakup podręczników od prywatnych wydawnictw. W efekcie placówki nie mogą spełnić swojego ustawowego obowiązku, czyli przekazać materiałów dydaktycznych nieodpłatnie. Dyrektorzy próbują ściągnąć kasę od rodziców, co jest „zakazane”. Absurd goni absurd.

Przejdźmy do rzeczy. W MEN lub na zlecenie MEN pracuje cały sztab ludzi, którzy ponoć są ekspertami w swoich dziedzinach. Teoretycznie mogliby oni opracować po 5 albo i więcej wersji podręczników zgodnych z programem (który przecież sami ustalają) do każdego przedmiotu. Następnie złożyć to w przystępnej formie i jako plik cyfrowy umieścić takie pakiety edukacyjne na stronie ministerstwa bądź innej dedykowanej. Mogłyby się pojawić wersje do druku, do kolorowania, do wszystkiego. No dobra, ale druk kosztuje.

Skoro tak, to może zamiast drukować, rozsyłać papierowe i szybko dezaktualizujące się podręczniki (hurr durr Żołnierze Wyklęci), ewentualnie przelewać pieniądze z ministerstwa do samorządów, z samorządów do szkół, a ze szkół do prywatnych wydawnictw – stworzyć program „TABLET/CZYTNIK EDUKACYJNY”.

Czytnik z załadowanymi podręcznikami (za darmo przygotowanymi przez MEN w ramach etatowej pracy zatrudnionych tam jajogłowych) to koszt maksymalnie 600 zł (z natychmiastowymi aktualizacjami gdyby społeczeństwo podczas debaty publicznej jednak uznało, że Kopernik była kobietą). We wrześniu, zamiast 500+ przelewem na konto rodzice dostaliby bon na taki czytnik bądź tablet. Szacunek do narzędzi pracy bądź nauki to już kwestia wychowania.

 

 

 

 

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak