Niemcy mają 19 mld euro nadwyżki. DZIĘKI IMIGRANTOM

Niemcy mają ponad 19 mld euro nadwyżki budżetowej. Powinniśmy brać przykład od naszego zachodniego sąsiada w kwestii zarządzania budżetem. Część ekonomistów zwraca uwagę, że przyczyn nadwyżki należy upatrywać w dużym napływie uchodźców – to się kupy nie trzyma.

„To Niemcy powinny wyjść ze strefy euro” | Dyskusja.biz

W polskich gazetach można przeczytać, że zeszłoroczny sukces finansowy Niemców w dużym stopniu zawdzięczać mogą zaproszeniu ok. 1 mln uchodźców. Link tutaj.

Imigrantom z Bliskiego Wschodu i Afryki poświęcono także sporą część ostatniego wydania The Economist. To szanowane czasopismo bardzo wyraźnie podkreśliło (nie pierwszy z resztą raz), że Europa jest bogatym i spokojnym kontynentem, które powinno się swoim bogactwem dzielić z uchodźcami i imigrantami, bo i tak będziemy ich potrzebować.

Nie cała Europa jest bogata – Polska przykładowo jest biedna jak mysz. Ponadto wcale „nie musimy” tylko ewentualnie „możemy”. Europa powinna być przede wszystkim ostrożna, pragmatyczna, przewidująca i szanować własne prawa. W pierwszej kolejności musimy dbać o dobro swoich obywateli. Dużo ważniejsze od wzrostu gospodarczego są spokój i bezpieczeństwo. Stać nas na to by zapraszać ludzi do Europy, ale to my powinniśmy wysyłać zaproszenia – inaczej to nie ma sensu.

Druga sprawa to rzekomy pozytywny wpływ koczujących na niemieckich ulicach imigrantów ekonomicznych na dodatni wynik finansowy tego kraju. Nie wiem jakiej ekonomii uczyli się moi niemieccy i niektórzy polscy koledzy, ale to naprawdę cudowna sztuczka, że zwiększone wydatki na uszczelnienie granic, zachowanie bezpieczeństwa, namioty i bezzwrotną pomoc, miały wg nich przyczynić się na nadwyżkę.

Imigranci ekonomiczni tworzą PKB tylko wtedy gdy pracują lub prowadzą rentowne biznesy. W sytuacji gdy trzeba dać im pieniądze i zapewnić opiekę to nie ma FIZYCZNIE ŻADNEJ MOŻLIWOŚCI na to by w ciągu 5 miesięcy dało to pozytywny efekt do budżetu.

Inwestycja w imigrantów może w przyszłości przynieść korzyści, ale pod wieloma warunkami. Najważniejszy z nich to uzyskanie satysfakcjonującego wskaźnika aktywności zawodowej. Gdy coraz mniejsza liczba ludzi musi składać się na coraz większą niepracującą mniejszość to używając ekonomicznych pojęć należy ich nazwać ROSNĄCYM KOSZTEM. Zwiększone wydatki mogą poprawić koniunkturę (do czasu wyczerpania zasobów), ale nie ma opcji by skutkiem większych wydatków była nadwyżka w budżecie. Bezrobocie wśród imigrantów wynosi circa 90%.

Twierdzenie, że już dzisiaj widać ożywienie koniunktury spowodowane ich obecnością to chyba celowe robienie ludziom wody z mózgu.

Gdy nie chcemy kategoryzować ludzi nazywając ich kosztem to zaczynamy mówić o niepoliczalnym finansowym wkładzie kulturowym, który umożliwił wytworzenie się „zyskownych koncepcji”. Czasami używamy tego zwrotu chociaż większość świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że jest to spore nadużycie, bo bezwzględnie sugeruje, że „zyskowna koncepcja” powstała z powodu kultury a nie z powodu indywidualnych cech konkretnych ludzi. Często przy tego typu sformułowaniach dochodzi do nieuprawnionego wywyższenia jednej kultury nad inną – całkowicie pomijając inne czynniki wpływające na sukces bądź porażkę ekonomiczną, na które wpływ ma nie tylko to jaką świętą księgę czytamy w niedzielę, ale takie prozaiczne i nieistotne składniki jak np. POGODA.

Imigranci to szansa i zagrożenie. Nie można się na nich zamykać, ale ludzi należy informować nie tylko o możliwych pozytywnych konsekwencjach, ale przede wszystkim o pewnych kosztach.

*Tylko w Polsce przedsiębiorcy mogą mieć mało pieniędzy i dużo podatku do zapłacenia dlatego trzeba robić koszty – to właśnie dzięki temu mechanizmowi na polskich drogach jeździ dużo mercedesów, BMW i audi a ludzie zarabiają psi grosz.

 

 

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak