Bogactwa nie da się zadekretować

Ustalanie płacy minimalnej to taki szczególny moment w życiu gospodarczym państwa, w którym populistyczny rząd myśli, że może bezkarnie zaprosić na drogi obiad, bo uniknie płacenia rachunku. Jednak kara za niepłacone rachunki, chociaż odroczona w czasie – przyjdzie. Niestety zapłacą ją, jak zwykle za nieudolny rząd – obywatele.

W czasie, gdy rynek staje się coraz bardziej rynkiem pracownika, a nie pracodawcy, interwencja rządu nie jest potrzebna. Pracownicy sami upomną się o swoje, a pracodawcy, chcąc zachować tych lepszych będą musieli podnieść im płace. Sztucznie podsycona  presja na podwyżki – poprzez gwałtowny wzrost płacy minimalnej (nieoczekiwany nawet dla  związków zawodowych) – okaże się niebawem trudna nie tylko dla małych i średnich przedsiębiorstw, ale też dla rządzących. Tysiące urzędników niższego szczebla, najczęściej z wyższym wykształceniem, będzie zarabiało tyle samo, co niewykwalifikowany robotnik. Tak nie stworzy się ani dobrego rynku pracy, ani  profesjonalnej administracji publicznej.

Decyzja rządu w sprawie skokowego podniesienia płacy minimalnej, niewynikająca ze wzrostu produktywności, to powrót do centralnie zarządzanej gospodarki, która wszędzie na świecie poniosła  przecież sromotną klęskę. Dzisiaj możemy to obserwować na przykładzie Chin, których tempo wzrostu zachwycało świat, ale okazuje się, że budowa pustych miast i autostrad prowadzących donikąd to budowanie kolosa na glinianych nogach.

Być może rząd PiS za wszelką cenę chce dogonić rząd Platformy Obywatelskiej, który podniósł pensję minimalną z 936 zł. w roku 2007 do 1850 zł. w roku 2016., a więc prawie o 100%. Warto pamiętać jednak, że ten proces trwał 8 lat. Dlaczego PiS się tak spieszy?

Być może odpowiedzią są głosy, że chodzi o wykluczenie z programu 500+ kolejnych rodzin z jednym dzieckiem? A może o wyższe wpływy z podatku dochodowego i składek ZUS?

Jakakolwiek byłaby przyczyna tej decyzji, to jej skutki będą niekorzystne dla wypychanych w szarą strefę pracowników, dla uczciwych pracodawców, którzy nie zatrudnią kolejnych pracowników, a na końcu dla budżetu państwa, do którego nie popłynie większy strumień pieniędzy, a bardziej prawdopodobne jest, że mniejszy.

To kolejna, po programie 500+, decyzja, której efektem będzie wolniejszy rozwój Polski i wolniejsze tempo prawdziwego bogacenia się Polaków. Bo bogactwa nie da się zadekretować, chociaż rząd PiS zachowuje się tak, jakby się dało.

Izabela Leszczyna
Izabela Leszczyna