Finanse osobiste – grzeszny owoc czy grzeszny klient?

21 stycznia w artykule, pt. „Wyrok na pośredników kredytowych w 27 słowach” napisaliśmy, że banki i firmy pośrednictwa kredytowego żyją jakby w symbiozie. Spytaliśmy też, czy oby wynika ona z tego, że się tak niecnie zmówiły między sobą przeciwko nic nie świadomemu klientowi. Rzecz jasna, tak postawione pytanie sugerowałoby, że tak ukształtowane relacje biznesowe pomiędzy tymi rodzajami firm finansowych mają niejako jakieś nieczyste inklinacje, jednak nie chcemy rozstrzygać, czy jest tak w istocie. Zadamy mimo to, starając się być jak najdalej od jakiejkolwiek moralistyki, zasadne pytanie o to, czy tytułowe finanse osobiste to jakiś grzeszny owoc. Nie czynimy tego, by krzewić tutaj jakąś kaznodziejską pedagogikę, lecz by dociec sedna biznesowego istnienia czegoś takiego i kto zgłasza efektywny popyt na bankowość osobistą.

I10/1/2007CYFRA

Uprzedzając jakiekolwiek głosy oburzenia, że nasza fundacja lansując pośrednictwo finansowe nie widzi popełnianych przez pośredników działań jakkolwiek nieetycznych, chcemy zaznaczyć, że po pierwsze, widzimy problemy w tej branży finansowej, po drugie, staramy się nikogo tu nie lansować lecz bez emocji wyjaśniać co jak funkcjonuje, zaś po trzecie, dochodzą do nas sygnały, że branża podejmuje intensywne działania, by się takich podmiotów zwyczajnie pozbyć i oczyścić środowisko.

Finanse osobiste, bo komu to potrzebne?

Bo zacząć trzeba właściwie od tego, że finanse osobiste są po to, bo klienci tego chcą. Gdy na tej samej ulicy jest oddział banku i pośrednik finansowy (np. doradca finansowy), a niedaleko oddział jeszcze innego banku a jeszcze dalej, następnego, to klientowi mówiąc najprościej i najwygodniej jest pójść do doradcy, żeby ten dobrał najbardziej przystającą do potrzeb klienta ofertę spośród tych trzech banków, które są w okolicy. A może spośród tych trzech i pięciu kolejnych, których oddziały są w dalszym sąsiedztwie. Tak, ten pośrednik ma z tymi bankami podpisane umowy, jeśli prowadzi działalność multiagencyjną. Załóżmy, że ma on podpisaną umowę z bankami „A”, „B”, „C” i „D”. To są np. te, których oddziały znajdują się w najbliższym sąsiedztwie. Klient tego pośrednika jest jednak klientem banku „E”, który ma swój oddział trochę dalej niż te pięć firm finansowych. Ale klientem tego banku „E” jest dlatego, bo posiada w nim wyłącznie atrakcyjny dla niego podstawowy rachunek bieżący, no i… ta aktorka, która właśnie ten bank reklamuje się również jemu podoba. Bank ten ma niestety fatalną, z punktu widzenia jego potrzeb i oczekiwań, ofertę pożyczkowo-kredytową. Więc, nie ma sposobu, żeby w nim on tą pożyczkę (lub ten kredyt) chciał wziąć. A właśnie się sprowadził do dużego miasta, a nadto niedawno wziął ślub i chce powiększać swoją rodzinę. Ponieważ potrzebne jest jemu jakieś lokum, w którym z żoną będą mogli zamieszkać i jeszcze do tego jakiś samochód, którym po tym mieście będzie się mógł poruszać, to stojąc na tej ulicy i zastanawiając się, do którego z tych czterech banków wejść i zacząć coś załatwiać powoli traci cierpliwość. Umawia się wraz z żoną u doradcy finansowego, by móc wybrać jakąś przystającą ofertę kredytu mieszkaniowego, konsumpcyjnego (na samochód) i coś jeszcze. To wszystko może wyglądać na zbytnie uproszczenie, lecz nierzadko takie jest uzasadnienie istnienia branży pośrednictwa finansowego (doradcy finansowego). Zwyczajnie mówiąc, wygoda klientów.

Bo przecież, mógłby on po kredyt mieszkaniowy iść do banku „A”, kredyt konsumpcyjny na samochód do banku „B” a po pożyczkę na wyposażenie swojego rodzinnego gniazdka do banku „C”. Co więcej, mógłby może on to wszystko otrzymać w banku „A”, nie wiedząc absolutnie o tym, że inne składniki jego portfela pożyczkowo-kredytowego mógłby korzystniej kształtować wybierając pojedyncze oferty poszczególnych banków. Bo też wcale nie musi tak być, by kredyt mieszkaniowy w banku „A” sprzedawany niejako wraz z kredytem na samochód i pożyczką na wyposażenie mieszkania musi być tak samo atrakcyjny biorąc pod uwagę te trzy składniki, co dajmy na to tenże kredyt mieszkaniowy w banku „A”, zaś oddzielnie kredyt na samochód i pożyczka na wyposażenie w banku „B” lub „C” lub „D”. Dlaczego? Ano może dlatego, że bank „B” zna lepiej branżę motoryzacyjną i rynek artykułów gospodarstwa domowego i wie lepiej od banku A” jak profilować oferty kredytowe w tych ostatnich segmentach rynku kredytowego. Pośrednik natomiast kredytowy otrzymuje niejako te dane jako wtórne i pod kątem tego, co ma „na ręku” jako obraz rynku jest w stanie skonstruować klientowi optymalny portfel kredytowy. Pakiet w banku „A” mógłby się okazać wtedy suboptymalny. A w banku „D” by się jeszcze mogło okazać, że przy rocznych zarobkach tego klienta i jego żony wynoszących ok. 100 tys. zł. to może by mogli wziąć kredyt na mieszkanie, ale o jego wyposażeniu i samochodzie to raczej już ciężko byłoby im pomarzyć.

Powtórzyć to trzeba jeszcze raz. Firmy pośrednictwa finansowego (np. doradcy finansowi) są dlatego, że to ogromnej wielosettysięcznej rzeszy klientów jest wygodniej, żeby istniały. Klientów bardzo często świadomych tego, że zapewne te kredyty będą droższe lecz szybciej dostępne. I być może to właśnie tłumaczy skąd rzeczywista roczna stopa oprocentowania (owe legendarne wręcz RRSO) jest przeciętnie wyższa niż w bankach.

Słowniczek wyrazów trudnych:

RRSO – rzeczywista roczna stopa procentowa – całkowity koszt kredytu ponoszony przez konsumenta, wyrażony jako wartość procentowa całkowitej kwoty kredytu w stosunku rocznym.

Całkowity koszt kredytu – wszelakie koszty, które konsument jest zobowiązany ponieść w związku z umową o kredyt, w szczególności:

a) odsetki, opłaty, prowizje, podatki i marże jeżeli są znane kredytodawcy oraz

b) koszty usług dodatkowych w przypadku gdy ich poniesienie jest niezbędne do uzyskania kredytu

– z wyjątkiem kosztów opłat notarialnych ponoszonych przez klienta.

To się wiąże z reguły z tym, ze ten koszt postawienia do dyspozycji szybkiego pieniądza musi być zwyczajnie wyższy. Poza tym już przy załatwianiu kilku rzeczy w jednym miejscu następuje wstępna weryfikacja zdolności kredytowej, a i nierzadko w zakresie ubezpieczeń także (bo to mieszkanie i samochód to też trzeba ubezpieczyć) i ryzyka inwestycyjnego także, bo może owe młode małżeństwo zechce w coś zainwestować. No właśnie ubezpieczeń także. Bo przecież, który to bank posiadający np. w swoim portfelu aktywów akcje zakładu ubezpieczeń „X” będzie oferował może korzystniejsze polisy ubezpieczeniowe na to mieszkanie i ten samochód firmy ubezpieczeniowej „Y”? Ale, imperatywem naczelnym dyrektyw zarówno w sprawie kredytu konsumpcyjnego (oraz hipotecznego) i dystrybucji ubezpieczeń jest, by dystrybucja tychże ostatnich odbywała się z uwzględnieniem najlepszego interesu klienta. Można wtedy powiedzieć, „Kliencie w tym drugim banku, reklamowanym przez tego innego fajnego aktora, mają być może pierwszorzędne ubezpieczenia mieszkania, ale fatalne kredyty samochodowe i pożyczki na wyposażenie mieszkania. Wprawdzie na kredycie mieszkaniowym tracić dużo nie będziesz, ale zeżrą ciebie koszty obsługi kredytu na samochód i pożyczek na wyposażenie mieszkania.” Pośrednik kredytowy ma natomiast to widzieć, zakładając że jest to multiagencja. No, bo gdy jest to wyłącznie pośrednik jednego banku, to wtedy sprawa wygląda zgoła inaczej. Uwaga! Kilka słów trudnych. Wówczas liczy się pakiet ofert oraz korzyści zakresu. Bank liczy ile zarabia na danym kliencie i ile jest warta jego lojalność.

Słowniczek wyrazów trudnych

Korzyść zakresu – o korzyści zakresu mówimy wówczas, gdy efektywność sprzedaży zależy od zróżnicowania asortymentu dóbr lub usług, odwrotnie niż w przypadku

Korzyści skali – gdy efektywność sprzedaży zależy od wolumenu ilościowego dóbr lub usług.

 

A te (—) chwilówki?

A co z firmami pożyczkowymi, bo przecież to też jest część segmentu finansów osobistych? Tutaj sprawa też wydaje się względnie prosta. Pozostańmy przy tym samym kliencie/małżeństwie. Oboje się już zagospodarowali w tym mieszkaniu nabytym na kredyt, jeżdżą samochodem kupionym na kredyt, wiele potrzeb materialnych realizują przy pomocy karty kredytowej. Ogólnie sukcesywnie realizują harmonogramy spłat i gdy żadne przy okazji życiowe nieszczęście (utrata pracy przez któreś z małżonków, zapadnięcie na ciężką chorobę itp.) się nie zdarza to zamierzają realizować swoje stałe lub rosnące potrzeby konsumpcyjne. Często też nagle się pojawiają różne nieprzewidziane wydatki, jak np. przeprowadzenie remontu samochodu, konieczność kupienia drogich lekarstw (dla starszego członka rodziny), zagraniczna wycieczka „życia” itp. Wówczas to pojawia się alternatywa. Albo obciążać swoją historię kredytową i takie w sumie drobne kwoty pożyczać z banku lub via pośrednik kredytowy, albo sobie to wszystko ułatwić i zaciągnąć pożyczkę od ręki w firmie pożyczkowej. Formalności są praktycznie rzecz biorąc ograniczone do minimum (z reguły wystarczy dowód osobisty), zaś środki finansowe są dostępne natychmiast. W ekonomii ale też i w finansach obowiązuje taka zasada, że jak coś jest osiągalne natychmiast, to z reguły jest mniej wartościowe. Nie mówimy rzecz jasna, że drogie lecz właśnie, że mniej wartościowe. Taka pożyczka gotówkowa „od ręki” jest zapewne produktem jakościowo niżej klasyfikującym się w skali wartości, za to w odniesieniu do ceny lokuje się znacznie wyżej niż porównywalna oferta w banku lub nawet u pośrednika finansowego. Owe małżeństwo może by i chciało udać się do banku po jakościowo lepszą pożyczkę gotówkową, której koszt jest relatywnie niewielki, lecz tolerancja ryzyka adresowana przez nie jest wystarczająco wysoka, by zaakceptować wysoki koszt tej pożyczki w zamian za korzyść alternatywną w postaci nie obciążania swojej historii kredytowej. Ów apetyt na ryzyko jest tym czynnikiem, który w znacznym stopniu determinuje wysokość RRSO akceptowaną przez to małżeństwo. Wynika to całkiem prozaicznie z możliwości dokonania swobodnego wyboru. Czyli znowu, jak w poprzednim przypadku, owe chwilówki są właśnie dlatego, że klienci ich potrzebują i z którymi się już zdążyli oswoić.

Wziąwszy wszystko pod uwagę, co wyżej, można spokojnie skonstatować, że finanse osobiste są dalekie od bycia grzesznym owocem, choć jak widać jest on bardzo pożądany. Jak bardzo? Na to pytanie ostatnio odpowiedziało Biuro Informacji Kredytowej w informacji prasowej „Consumer finance w Polsce – struktura portfela w 2016 r.”, pisząc, że „W bazie BIK znajdują się informacje już o 4,3 miliona pożyczek udzielonych łącznie 703 tys. pożyczkobiorcom. Czynne pożyczki posiada obecnie 387 tys. klientów na łączną kwotę 1,4 mld zł.” Nasuwa się zatem taka konstatacja, iż niezwykle trudno uwierzyć, aby na polskim rynku finansowym mogło być aż 700 tys. zdeprawowanych jego uczestników łaknących grzesznego owocu, takiego jak finanse osobiste, zaś często są to osoby mające, zdaniem BIK, zbyt małe zarobki oraz brak oszczędności, jednocześnie istotnie częściej mające problemy z utrzymaniem dyscypliny finansowej, planowaniem wydatków oraz oparciem się pokusie zakupów… Bo też jakże coraz częściej syn w prezencie na 18.te urodziny otrzymuje od rodziców w prezencie quada, zaś wnuczka na I Komunię kucyka Pony? I wszystko to sfinansowane z chwilówki. Grzesznym owocem nie jest bowiem mechanizm, z którego sfinansowane są wydatki, lecz może bardziej one same. Chwilówka wtedy mówi, „Chcesz tego kucyka dla wnuczki, to idź po kredyt w banku, relatywnie tani i z zabezpieczeniami. Pewnie go nie otrzymasz, ale starać się możesz. My ciebie o twoją zdolność kredytową aż tak pytać nie będziemy, masz 2 tysiące i kup wnuczce zwierzaka. Za to, że dostaniesz od nas 2 tysiące to po roku oddasz trzy tysiące osiemset.” Jeśli ludzie tego chcą, to to mają. Nawet, jeśli nie popierają lichwy, bo ta jest karana.

Marcin Daniecki
Marcin Daniecki