Jednolity Plik Kontrolny i Konstytucja dla Biznesu okiem praktyka

Rząd Prawa i Sprawiedliwości podejmuje kolejne kroki w kierunku uszczelnienia systemu podatkowego i usprawniania prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Osobiście – nieco ze smutkiem – śmiem wątpić, czy wprowadzane zmiany zmierzają do zwiększenia konkurencyjności Polski na tle Europy. To ciągle za mało lub krok za.

Fot. Pexels

Jednolity Plik Kontrolny i Konstytucja dla Biznesu miały ograniczyć przeszkody o charakterze biurokratycznym, które stanowią najistotniejszą barierę rozwoju polskich firm. Wiemy przecież, że istniejące bariery mają niekorzystny wpływ zarówno na przychody przedsiębiorstw, jak i na motywację do dalszego prowadzenia działalności w Polsce. Zdaniem większości biznesmenów najbardziej uciążliwe są: czas trwania postępowań przed sądami administracyjnymi i cywilnymi, przepisy prawa pracy, liczba wymaganych pozwoleń, licencji i koncesji, złożoność przepisów podatkowych i brak jednolitych interpretacji, częstotliwość zmian przepisów, w tym prawa podatkowego oraz brak odpowiedzialności urzędników za błędne decyzje podatkowe. Bariery o charakterze administracyjnym są szczególnie uciążliwe dla dużych firm, natomiast bariery o charakterze podatkowym – dla małych i średnich przedsiębiorstw.

W założeniu ustawodawcy Jednolity Plik Kontrolny, który zawiera informacje o operacjach gospodarczych firmy za dany okres i który umożliwia łatwe ich przetwarzanie, ma usunąć bariery w przekazywaniu danych organom podatkowym i organom kontroli podatkowej. W efekcie JPK ma skrócić czas kontroli, zmniejszyć jej uciążliwość oraz obniżyć jej koszty. Z kolei Konstytucja dla Biznesu, która zawiera zbiór ustawowych ułatwień dla przedsiębiorców, ma m.in. zmniejszyć obciążenia administracyjne, ograniczyć władzę urzędników i usprawnić relacje pomiędzy urzędem a firmą. Wśród najważniejszych założeń Konstytucji dla Biznesu wymieńmy: likwidację numeru REGON (w kontaktach z urzędami przedsiębiorcy ma wystarczyć numer NIP), wpro

wadzenie działalności nierejestrowej dla przychodów miesięcznych do 50 proc. minimalnego wynagrodzenia, która nie będzie uznawana za działalność gospodarczą, powołanie Rzecznika Przedsiębiorców i wprowadzenie zasady „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”.

Wprowadzanymi przez rząd zmianami trudno jest się jednak zachwycać. Przede wszystkim nie wszystkie zapisy Konstytucji dla Biznesu są korzystne dla podatnika, a dotyczy to chociażby rozliczania firmowych aut, które jednakże rząd obiecał jeszcze na szczęście przemyśleć. Obecnie w koszty można wrzucić wszystkie wydatki związane z zakupem i eksploatacją firmowych aut, natomiast Konstytucja przewiduje możliwość wrzucenia w koszty prowadzenia firmy jedynie 50 proc. wydatków na samochody osobowe, wykorzystywane w działalności gospodarczej i do celów prywatnych (chyba że przedsiębiorcy udowodnią, że wykorzystują auto firmowe wyłącznie do działalności). Poza tym Konstytucja nie zapewnia elementarnych warunków dla biznesu – choćby nie eliminuje niezrozumiałych i wieloznacznych przepisów, które wciąż pozostawiają zbyt dużo przestrzeni na interpretacje. Polski przedsiębiorca największy problem ma z nieprecyzyjnym prawem, z przepisami, które wymagają uproszczenia i doprecyzowania.

Niestety, ani Jednolity Plik Kontrolny, ani Konstytucja dla Biznesu, nie przybliżają nas do Wielkiej Brytanii, w której panuje przede wszystkim zasada domniemania uczciwości przedsiębiorców i gdzie przepisy interpretowane są na korzyść podatnika. Kontrole skarbowe zdarzają się na Wyspach niezwykle rzadko, a wszelkie nieścisłości w rozliczeniach podatkowych urząd wyjaśnia mailowo lub listownie. Przedsiębiorca nie musi też zazwyczaj przekazywać urzędom dokumentów księgowych, takich jak faktury sprzedażowe lub zakupowe. Jeśli urząd już poprosi o przykładowe faktury (np. w związku ze zwrotem VAT), to mogą one zostać dostarczone mailowo lub faxem, a generalną zasadą jest to, że urząd nie wymaga oryginałów.

W sieci dostępny jest rejestr firm Companies House, natomiast coś takiego jak REGON (który PiS chce obecnie znieść) nie istnieje. Spółki LTD otrzymują numer rejestracyjny w momencie założenia, natomiast jednoosobowe firmy nie dostają takiego numeru (przedsiębiorcy tacy używają wyłącznie numeru NIP). Konieczność kontaktu z urzędem ograniczona jest do minimum, a wszelkie dokumenty składane są online. Co jednak najważniejsze, na Wyspach nie ma lokalnych urzędów skarbowych – jest tylko kilka urzędów na całą Wielką Brytanię, a wielu biznesmenów dosłownie nie ma pojęcia, gdzie mieści się ich urząd, bo nie muszą. Generalnie dobre prawo robi wszystko, aby przedsiębiorca skupiał się na jednym – podnoszeniu wartości przedsiębiorstwa, a tym samym budowaniu PKB i dawaniu zatrudnienia.

W Wielkiej Brytanii jest prosto, przyjaźnie i zawsze z korzyścią dla podatnika. W Polsce natomiast przedsiębiorca wciąż jest traktowany jak potencjalny oszust, który jednocześnie, gdy mu się powodzi, jest wskazywany palcem i obciążany coraz to nowymi kosztami, a gdy źle interpretuje przepisy lub popełnia zwykły błąd – jest surowo karany. Niestety w Polsce sama zmiana przepisów nie zagwarantuje zmiany podejścia urzędników, którzy są nadgorliwi w wykrywaniu nieprawidłowości. Jedno jest jednak pewne. Polska jest obecnie europejskim liderem … w ilości generowanych przepisów i legislacji dot.gospodarki, tylko czy to na pewno powód do radości?

Agnieszka Moryc
Agnieszka Moryc