Kupowanie marzeń, czyli o dyskontowaniu przyszłości słów kilka

Ostatni tydzień dobitnie pokazał, jak funkcjonuje publiczny rynek spółek technologicznych. Gdy obie spółki z tego sektora pokazują straty, jak to możliwe że jedna traci prawie połowę swojej wartości, a druga zyskuje dwucyfrowo? Każda z nich inaczej zaprezentowała przyszłość swoim inwestorom.

REUTERS/RobertGalbraith/Files

REUTERS/RobertGalbraith/Files

Spadek wartości firmy o ponad 43 proc, czyli 11 mld dolarów, podczas jednej sesji robi wrażenie. To spotkało LinkedIn. Inwestorzy zareagowali wyprzedażą akcji wcale nie na wyniki finansowe za IV kwartał, bo te zarówno na poziomie przychodów jak i wyniku netto okazały się lepsze od przewidywań. O gwałtownej ucieczce kapitału ze spółki zdecydowała prognoza finansowa na 2016 r. LinkedIn podał, że planuje wypracować w całym roku ok. 3,6 mld dolarów przychodów, podczas gdy analitycy oczekiwali, że wyniosą one blisko 4 mld dolarów.

Gdy swoje wyniki za IV kwartał opublikowała Tesla, wydawało się, że scenariusz spadkowy na jej akcjach może się powtórzyć. Jednak ku zaskoczeniu obserwatorów, spora strata w IV kwartale i w całym roku (blisko USD 900 mln) nie wywołała paniki na rynku. Wręcz przeciwnie, w handlu posesyjnym akcje producenta elektrycznych aut zwyżkowały aż o 15 proc.

Jak wytłumaczyć tak różną reakcję rynku? Odpowiedzią jest różne podejście do zarządzania oczekiwaniami inwestorów i zrozumienie, że w świecie spółek technologicznych większe znaczenie ma sprzedawanie idei niż marketing historycznych wyników finansowych. LinkedIn nie miał do przekazania żadnych optymistycznych wiadomości dotyczących przyszłości i pomysłów na rozwój. Nadal musi udowodnić, że potrafi zarabiać dzięki przemodelowaniu swojego biznesu i ostatniemu przejęciu portalu edukacyjnego. Jego wizja nie przekonała inwestorów. A kapitał jak wiadomo szuka najwyższej stopy zwrotu, dlatego w tamtym momencie porzucił LinkedIn i przeniósł się do innego perspektywicznego podmiotu.

Tesla natomiast od dawna buduje wokół siebie aurę tajemniczości i gdy już pokazuje rynkowi konkretne rozwiązania, niemal zawsze jest przyjmowana owacjami na stojąco. Inwestorzy bardzo pozytywnie ocenili prognozy sprzedaży samochodów na 2016 rok. Równie ważna była zapowiedź zaprezentowania przez Teslę nowego modelu auta do końca I kwartału. Nowy model ma mieć przede wszystkim bardziej przystępną cenę. Mówi się o 35 tys. dolarów, czyli kwocie znacznie niższej niż za flagowy Model X. Wydawać się może, że podanie samej tylko ceny to zdecydowanie za mało, by wzbudzić taki entuzjazm inwestorów. Jednak w przypadku Tesli to wystarcza. Podczas prezentacji wyników, Elon Musk powiedział „Wciąż zastanawiamy się czy wyłożyć na stół wszystkie karty, czy też zachować kilka z nich w rękawie”, czym doskonale podsycił oczekiwania inwestorów. I choć to brzmi jak banał, taka chyba jest recepta na sukces – przed wszystkim trzeba sprzedawać przyszłość, a z przeszłości tylko wyciągać dla siebie wnioski.

Tomasz Czechowicz
Tomasz Czechowicz