Kwietniowa depresja pracownika szarej strefy

Szara strefa to nie tylko utracone korzyści budżetowe, ale to także ludzie zarabiający tam pieniądze. To właśnie teraz różnice pomiędzy pracującymi zgodnie z prawem i pracującymi poza prawem są widoczne najbardziej. 

Życie pracownika szarej strefy nie jest sielanką. Osobnik ten żyje w ciągłej niepewności: z jednej strony strach o otrzymanie wypłaty za wykonaną pracę, z drugiej obawa o ewentualne konsekwencje łamania prawa. Dla pracownika szarej strefy najtrudniejszym okresem w roku jest jednak przełom pierwszego i drugiego kwartału każdego roku. To właśnie w kwietniu Polacy najchętniej dyskutują o podatkach i rozliczeniach z urzędami. Ta kwestia pracownika szarej strefy nie dotyczy, przez co może on się czuć wykluczony społecznie.

Przede wszystkim pojawiają się problemy w kontaktach ze znajomymi, ponieważ po prostu brakuje tematów do rozmów. Znajomi zamiast dyskutować o muzyce i z pasją opowiadać o ostatnich meczach, dywagują raczej o tym jak rozliczyć ulgę, a sportowych emocji doszukują się jedynie w wypełnianiu PIT-u na czas. Problemy mogą pojawiać się również na płaszczyźnie małżeńskiej, ponieważ pracująca legalnie żona może omyłkowo zaproponować „szaremu” mężowi wspólne rozliczanie PIT-u. Taki nietakt to prosta droga do rodzinnego konfliktu.

Najgorszy jednak jest element finansowy. Po całej podatkowej batalii niemal wszyscy znajomi otrzymują zwrot podatku, swoistą 13-tkę, za którą mogą balować do białego rana. Pracownik szarej strefy takiej łaski nigdy nie dostąpi, przez co powoli jest on odsuwany od życia społecznego i zamyka się w czterech ścianach. Przed wpadnięciem w depresje ratuje go w zasadzie jedynie słońce, które w ostatnich dniach coraz mocniej przygrzewa przypominając o tym, że to już wiosna.

Drzwi są otwarte

Patrząc jednak na sprawę nieco poważniej, należy się zastanowić dlaczego ludzie tak chętnie wybierają szarą strefę. Odpowiedź jest prosta: podatki. Miesiąc w miesiąc każdy pracujący Polak widzi, jak blisko 1/3 jego wynagrodzenia zabierana jest przez Państwo. Część tej kwoty ma zapewnić uczciwie pracującemu obywatelowi opiekę zdrowotną, część spokojną emeryturę. Cele niewątpliwie szlachetne, patrząc jednak na kolejki w szpitalach i problemy systemu emerytalnego podlane rozbiorem OFE, nie ma wątpliwości, że nie są one należycie realizowane.

Przy takich wnioskach ciężko łudzić się, że ludzi do wyjścia z szarej strefy przekonają polityczne nawoływania, próby łatania kodeksu pracy, limity transakcji gotówkowych, czy „dni wyjścia z szarej strefy”. Idąc za starą radą „zwalczaj przyczyny, a nie skutki” należałoby po prostu uprościć system podatkowy i obniżyć daniny pobierane od ludzi. Ruch ten zapewne rozwiązałby w sporej części nie tylko problem szarej strefy, ale w dłuższym czasie również bezrobocia oraz emigracji.

Drzwi prowadzące do naprawy tego zagadnienia od dawna pozostają otwarte, niestety politycy nie chcą przez nie przejść. Nie pomagają także obywatele, którzy zamiast niższego podatku wolą zabierane z kieszeni innych rodaków 500 zł.

Adam Torchała
Adam Torchała