Panie, chodź Pan na forex

Reklamowa ofensywa firm foreksowych trwa. Hasła namawiające do rozpoczęcia swojej przygody z platformami handlowymi spotkać można w internecie, w telewizji, na stadionie, a nawet w słuchawce własnego telefonu.

04881b68d63137fff21a91db19797f61

Powoli przyzwyczajam się do wszechobecnych foreksowych reklam w Internecie. Hasła „Pożycz x, zarób y”, „W x dni zarobiłem y euro”, czy „Zarabiaj na walutach” raczej nie robią na mnie wrażenia. Domyślam się, że częstotliwość ich występowania to w pewnym stopniu konsekwencja moich częstych wyszukiwań dotyczących tematów rynkowych. Nie zmienia to jednak faktu, że forex – przynajmniej w moich oczach – reklamuje się w Internecie zdecydowanie mocniej, niż inne formy inwestowania/gry na rynkach.

Dlaczego? To proste. Na foreksie można szybko zarobić, co czyni z niego atrakcyjniejszy produkt, niż np.długoterminowe budowanie portfela dywidendowego. Ciężko sobie bowiem wyobrazić reklamę „Wpłać 10 000 zł, za 20 lat Twoja inwestycja się zwróci, a Ty nadal będziesz pobierał dywidendy”. A, że na foreksie pieniądze można równo szybko stracić? Kogo to obchodzi – to zysk działa na wyobraźnię.

Internetowa reklama foreksu nie jest jednak niczym nowym. Dodatkowo użytkownicy internetu wydają się raczej tą odporniejszą na reklamy częścią społeczeństwa (szczególnie Ci, którzy używają AdBlocka – siłą rzeczy). Forex jest jednak coraz mocniej obecny na nowych dla siebie marketingowych polach, gdzie dociera do tzw. „szerokiej publiczności”.

Forex przez telefon

Oprócz reklam na koszulkach drużyn piłkarskich, czy w telewizji – te formy pominę, bo raczej osób niezainteresowanych tematem nie przekonają – forex można spotkać już nawet w słuchawce własnego telefonu. Ten kanał pozwala bezpośrednio dotrzeć do ludzi, którzy mogą nawet nie wiedzieć czym ów forex jest. Kto jednak odmówi, gdy roztoczy się przed nim wizję szybkiego zysku? Pan przecież przekonuje miłym głosem, podaje ogromne sumy i zaraz ma telefon z Londynu, to znaczy, że musi być ważny i mówić prawdę.

Wystarczy w tym kontekście spojrzeć choćby na historie Polaków, którzy kupowali garnki za tysiące złotych, czy zamawiali przez telefon niepotrzebne abonamenty, bo akurat ich miła Pani telemarketerka namówiła. Dla nowych firm foreksowych to doskonała okazja do złapania klientów, dla słabo doświadczonych i mało asertywnych osób, idealny sposób, by stracić przynajmniej część swoich oszczędności.

Chciałbym zaznaczyć, że nie jest moją intencją namawianie do zablokowania takich praktyk. Na foreksie wiele osób szybko przegrywa pieniądze, można jednak również przez kilka lat z rzędu notować zyski. Każdy powinien brać odpowiedzialność za własne decyzje i zakazy reklamowe nie powinny nikogo w tej kwestii wyręczać. Dostrzegam jednak w foreksowej ofensywie kolejny test na dojrzałość finansową Polaków. Historie majątków przegranych na platformach powoli przebijają się do mediów, pytanie, czy za rok nie będzie ich więcej…

Adam Torchała
Adam Torchała