PiS czy PO – kto gorszy dla giełdy?

Mam małą podpowiedź dla rządowych propagandystów. Dziś jest ten dzień, w którym WIG20 odrobił straty poniesione od czasów ostatnich wyborów parlamentarnych. Mam też pomysł, jak tą obiektywną porażkę przekuć w propagandowy sukces.

W chwili pisania tego tekstu WIG20 znalazł się na  wysokości 2.130 punktów, notując całkiem pokaźny wzrost o 23% od listopadowego dołka. Co więcej, w ten sposób WIG20 odrobił straty, jakie poniósł po 23 października 2015 roku – czyli od dnia wyborów parlamentarnych stanowiących umowną datę przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość.

Nieco ponad rok temu na warszawskiej giełdzie osiągnęliśmy dno bessy – lub jak kto woli – spadkowej korekty w znacznej mierze napędzanej działalnością polityków z obu stron barykady. Zarówno rządy Platformy Obywatelskiej jak i PiS-u zrobiły wiele, aby zniszczyć warszawską giełdę i zubożyć działających na niej inwestorów. Przypomnijmy tylko rozbiór OFE, zaangażowanie giełdowych spółek energetycznych w ratowanie nierentownych śląskich kopalń węgla kamiennego, nacjonalizację Bogdanki oraz podatek bankowy i propozycje dotyczące kredytów frankowych.

Teraz PiS może mieć swoje 5 minut satysfakcji. Wystarczyło niespełna 15 miesięcy, aby WIG20 odrobił straty, do których walnie przyczynili się politycy rządzącej partii. Co więcej, partyjno-rządowa machina propagandowa może przypomnieć, że giełdowy bilans rządów PO jest wręcz katastrofalnie zły.  Gdy PO wygrywała wybory w 2007 roku, WIG20 był tuż za szczytem hossy, na wysokości 3.813,76 punktów. Po 15 miesiącach rządów Donalda Tuska WIG20 znalazł się na poziomie ok. 1500 punktów, zniżkując o 60%. Rzecz jasna, do poziomu sprzed rządów PO już nigdy nie powrócił.

wig20po

Oczywiście ta historyczno-statystyczna zabawa jest tylko żartem rozumianym chyba tylko w branży inwestycyjnej. Bessa roku 2008 nie była winą PO, tak samo jak obecna hossa w wykonaniu WIG20 nie jest zasługą PiS-u. Politycy obu opcji mają swoje „zasługi” w tym, że przez tyle lat ani WIG, ani tym bardziej WIG20 nie powróciły do stanu z roku 2007. Zresztą rok 2007 był prawdopodobnie wydarzeniem na miarę pokolenia, jakiego za naszego życia możemy już nie zobaczyć.

Niemniej jednak jest coś niepokojącego w fakcie, że rynek kapitałowy w mimo wszystko rozwijającym się i całkiem sporym europejskim kraju pozostaje w wieloletnim letargu. Winne są tu zarówno niezależne od nas czynniki zewnętrzne (ogólna niechęć do rynków wschodzących, niskie tempo wzrostu gospodarki światowej, trwająca kilka lat surowcowa bessa itp. itd.) jak i szkodliwe działania polskich władz. Coś jest nie tak, jeśli ¾ flagowego indeksu tworzą spółki zarządzane i kontrolowane przez polityków. I to polityków gotowych nagiąć wszelkie reguły i nie mających najmniejszych skrupułów, aby wyciągnąć gotówkę z kieszeni obywateli-inwestorów.

mwig40

Jak mogłaby wyglądać polska giełda (i osiągane na niej stopy zwrotu), gdyby dominował na niej biznes prywatny, najlepiej obrazuje indeks mWIG40 zrzeszający 40 spółek zbyt małych, aby znaleźć się w WIG20 (potocznie nazywanych „średnimi”, ale to raczej krzywdzące określenie). Otóż mWIG40 od pięciu lat jest w wyraźnym trendzie wzrostowym, rosnąc w tym czasie o 90% i osiągając najwyższe wartości od… października 2007 roku. Czyli jednak się da nawet przy niesprzyjającym sentymencie inwestycyjnym i przy wolno rosnącej gospodarce. Warunek jest jeden: giełda i notowane na niej spółki muszą być wolne od ingerencji polityków.

Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany