Pomysł na życie? Zostań lekarzem, a zarobisz nawet 100 000 zł miesięcznie

Nie wiedzieć czemu, temat zarobków w polskiej służbie zdrowia od zawsze elektryzował szeroką publikę. Podczas gdy za granicą nikogo nie dziwi, że lekarz jeździ najnowszym modelem Mercedesa o tyle w Polsce powiedzenie „Pokaż lekarzu, co masz w garażu!” robi furorę.

Ile rzeczywiście zarabiają lekarze w Polsce i czy są to niebotyczne kwoty? Pokusiłem się o analizę z perspektywy młodego lekarza, posiadającego doświadczenie w publicznej służby zdrowia, jak i pracodawcy zatrudniającego lekarzy w sektorze prywatnym.

Służba Zdrowia czy Ochrona Zdrowia?

Jakiś czas temu medyczną opinię publiczną zelektryzował fakt, że młody kardiolog z Warszawy (dr Łukasz Kołtowski) wystawił fakturę na 500 złotych spółce LOT za udzielenie pomocy na pokładzie samolotu podczas rejsu na wakacje. Warto zauważyć, że fakturę za usługi medyczne (nie za służbę medyczną) doktor wystawił przewoźnikowi, a nie pacjentowi. Pacjent nie był w stanie zagrażającym życiu. Taki event, jak lot w tropiki, przewoźnik powinien zabezpieczyć medycznie, skoro organizatorzy maratonów muszą zapewnić ustawowo opiekę medyczną, za którą płacą z własnych środków. Organizatorzy koncertów również. Dlaczegóż więc to linie lotnicze posiłkują się hasłem „Czy leci z nami lekarz?”. Dość często interwencje lekarzy na pokładach samolotu oszczędzają przewoźnikom setki tysięcy złotych z tytułu awaryjnych lądowań. Dwukrotnie zdarzyło mi się interweniować na pokładzie samolotu – raz diagnoza była tak krytyczna, że musieliśmy awaryjnie lądować w głębokiej Rosji… Opinia tzw. publiczna podzieliła się w związku z tym incydentem, a mnie skłoniło to do refleksji czy mamy w Polsce służbę czy ochronę zdrowia? Czy lekarz to zawód czy powołanie? Może i jedno i drugie. Tak czy siak, nawet gdyby zawód ten był powołaniem, dlaczego jest to argumentem w temacie zarobków polskiej opieki/ochrony/służby zdrowia?

images

 

350 godzin w pracy miesięcznie

Lekarzy można podzielić na kilka kategorii. Na młodych i starych, kompetentnych i mniej kompetentnych, zaradnych i niezaradnych, zabiegowych i niezabiegowych. Mają jednak jeden wspólny mianownik: wszyscy są zapracowani. Lekarze w Polsce średnio pracują 300-350 godzin miesięcznie, co daje ponad dwa standardowe etaty. Choć mamy bardzo niski współczynnik lekarz/pacjent, bo tylko 2,2 na 1000 pacjentów (ostatnie miejsce w Europie wśród państw z grupy OECD), to dzięki zapracowaniu zmęczonych lekarzy system jakoś działa i dochodzimy do średniej europejskiej. Jest popyt, jest podaż!

 

Trzy kasty lekarskie – trzy worki z pieniędzmi

W zależności od stopnia kariery medycznej wyróżniamy trzy grupy: młodzi lekarze na stażu podyplomowym, lekarze rezydenci w trakcie specjalizacji oraz lekarze ze specjalizacją.

Ostatnia z tych grup to najstarsi lekarze specjaliści. W zależności od specjalizacji, formy zatrudnienia, renomy i miejsca pracy, zarabiają od 3500 zł na rękę do nawet 20 000 zł z dyżurami na kontrakcie w publicznej służbie zdrowia. Dodając do tego zarobki z pracy w prywatnym sektorze, najlepsi wyciągają nawet 30 000-80 000 zł miesięcznie. Profesorowie z kontraktami z firmami farmaceutycznymi dochodzą do kwot 100 000 zł miesięcznie i więcej. Jest to często przypłacone rozwodem i brakiem znajomości z własnym potomstwem, ale to już zupełnie inna historia. O co więc tyle krzyku z tymi zarobkami? Otóż o to, że w pozostałych dwóch grupach lekarzy istnieje zamęt.

Ta pierwsza kasta – lekarze stażyści – to młodzi ludzie po studiach lekarskich. Po 6 latach nauki, lekarz stażysta zmuszony jest przez system do pracy w publicznej służbie zdrowia. Zarabia 2000 zł na rękę. I tak przez 13 miesięcy. Nie ma możliwości dorabiania w sektorze prywatnym (brak pełnych uprawnień), nie dostaje również zbyt wysokiego wynagrodzenia za pełnione pod nadzorem dyżury (jest ono symboliczne). Decydują o tym uwarunkowania prawne. Tak jest. Odbija sobie później? Nie tak szybko.

Druga kasta – lekarze po stażu – uzyskują tytuł lekarza z pełnym prawem wykonywania zawodu. Powszechnie nazywany lekarzem rezydentem. Rezydentura to czas, w którym już wcale nie taki młody adept sztuki medycznej, specjalizuje się w wybranej dziedzinie medycyny. To pełnoprawny lekarz po Lekarskim Egzaminie Końcowym, w trakcie specjalizacji. Choć wielu pacjentom wydaje się, że leczy ich specjalista, bardzo często właśnie rezydenci są lekarzami, z którymi się stykasz, drogi czytelniku! To lekarze, wbrew narastającym mitom, zupełnie samodzielni. Często różnica pomiędzy lekarzem rezydentem a lekarzem specjalistą zarysowuje się tylko w zakresie pieczątki, na której nie widnieje jeszcze napis „Specjalista”. Zakres obowiązków lekarzy rezydentów w praktyce nie odbiega od zakresu obowiązków lekarzy specjalistów. Z reguły rezydenci dyżurują więcej, w mniej sprzyjających terminach (święta, niedziele), mają na głowie większość obowiązków administracyjnych i relatywnie zarabiają najmniej, pomimo że odpowiedzialność mają tożsamą ze specjalistami…

Reasumując, trzydziestoparoletni młody lekarz z reguły zarabia w publicznej służbie zdrowia od 2300 do 3000 zł miesięcznie na rękę, co daje średnio 15 złotych na godzinę!

Dochodzi do takich patologii, w których lekarze rezydenci, wykonujący dwugodzinną operację ortopedyczną, za którą szpital inkasuje z NFZ 12 000 złotych, dostaje 30 złotych na rękę. W czasie tej samej operacji wielu rówieśników, pracując w kawiarni, dostaje dużo większy napiwek…

Jak mówi Filip Dąbrowski z Komisja ds. Młodych Lekarzy Naczelnej Izby Lekarskiej:

„Sytuację bardzo dobrze zna resort zdrowia, niestety w naszych rozmowach temat zarobków jest natychmiast ucinany – w budżecie nie ma pieniędzy…chyba dlatego że ostatnio poszły na 25% podwyżki dla administracji publicznej…”

 

Zarobki rezydentów stoją w miejscu…

W zestawieniu płac ogólnych, od kilkunastu lat zarobki młodych lekarzy nawet nie drgnęły. Wielu z Was powie: „nikt nie każe rezydentom pracować w publicznym sektorze”. To nie do końca prawda.

Jak mówi Krzysztof Ostaszewski, rezydent onkologii klinicznej, z Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy:

 

„Rezydentura, jako etat państwowy, opłacany z budżetu ma odgórnie narzuconą stawkę. Nie pozostawia to żadnego pola do działania mechanizmów wolnorynkowych i rodzi patologiczną sytuację, w której praca wykwalifikowanego specjalisty, jakim jest lekarz, pomimo małej podaży (2,2 lekarza / 1000 mieszkańców – dla porównania w krajach OECD średnia za 2013 to 3,3) i dużego popytu jest wynagradzana bardzo niską stawką – ok 13-16 PLN/h pracy netto bez możliwości negocjacji. Mało tego, obecna sytuacja dumpinguje wynagrodzenia innych lekarzy, którzy by pozostać konkurencyjni, zmuszeni są pracować za podobne pieniądze w sektorze publicznym.”

 

Niestety, w Polsce nie ma zbyt wielu możliwości, aby lekarze rezydenci kształcili się i odbywali specjalizację poza sektorem publicznym. Mało tego, szpitale publiczne traktują często rezydentów jako tanią siłę roboczą, bo de facto środki za rezydenta trafiają do szpitala z Ministerstwa Zdrowia. Gdyby sektor prywatny miał większą możliwość kształcenia rezydentów – przyjąłbym ich z otwartymi rękami.

Czy zatem lekarze rezydenci żyją na skraju ubóstwa? Niekoniecznie. Dorabiają w prywatnym sektorze i wychodzą w miarę na swoje, rezygnując często z wielu aspektów życia codziennego, licząc na lepsze czasy w momencie uzyskania tytułu specjalisty. Ale czy o to chodzi abyśmy mieli przemęczonych lekarzy, którzy pracują od młodych lat po 350 godzin miesięcznie? Czy nie lepiej stworzyć system w którym godziwie zarabiający lekarz pracuje 8 godzin (i tak dochodzą mu dyżury!) i wraca do domu i małżonka/żony?

Rezydenci połączyli siły i adoptowali posłów

Od jakiegoś czasu rezydenci postanowili się zbuntować i zawiązali Porozumienie Rezydentów, które prowadzi obszerne akcje edukacyjne, w tym bardzo ciekawą inicjatywę. Akcja „Adoptuj Posła”, jak mówi mi Filip Dąbrowski z Komisji ds. Młodych Lekarzy Naczelnej Izby Lekarskiej, „jest inicjatywą Porozumienia Rezydentów, która poprzez ogromne zaangażowanie tysięcy lekarzy ma na celu bezpośrednie dotarcie do każdego posła i senatora”.

O szczegóły akcji dopytałem Damiana Pateckiego, lekarza rezydenta anestezjologii i intensywnej terapii, z Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy:

„Celem akcji jest rozmowa z parlamentarzystami na temat sytuacji młodych lekarzy. Rozmowy z posłami to jeden z wielu aspektów działalności, jakie prowadzimy. W przeciągu miesiąca udało nam się odbyć już 90 spotkań, a kolejnych kilkadziesiąt odbędzie się wkrótce. Świadczy to o olbrzymiej mobilizacji i determinacji całego środowiska. Niestety, istnieje wiele mitów i wyobrażeń na temat zarobków lekarzy, z którymi staramy się walczyć. Posłowie, gdy dowiadują się, że zarabiamy na rękę od 2200 do 2700 złotych, deklarują chęć pomocy.”

Konkludując w Polsce mamy niedostosowany do potrzeb system finansowania opieki zdrowotnej, w którym dystrybucja środków jest nieadekwatna do sytuacji rynkowej. Efektem tego są ciągłe wyjazdy młodych lekarzy za granicę, których męczy krajowa służba zdrowia…

 

 

 

 

Paweł Jarosz
Paweł Jarosz