Szara strefa a szare komórki

-Gdyby głupota mogła unosić, latałaby pani jak gołębica – tymi niezbyt eleganckimi słowami zwrócił się doktor Strosmajer do siostry Hunkovej w serialu „Szpital na peryferiach”. Na szczęście 300 lat wcześniej dała o sobie znać miłość pewnego angielskiego fizyka do jabłek, a konsekwencja tego jest taka, że dzisiaj po locie pewnych spraw nie da się tak łatwo rozszyfrować. Dlatego z teoriami spiskowymi dziejów trzeba walczyć w sposób znacznie bardziej tradycyjny.

-Gdyby głupota mogła unosić, latałaby pani jak gołębica – tymi niezbyt eleganckimi słowami zwrócił się doktor Strosmajer do siostry Hunkovej w serialu „Szpital na peryferiach”. Na szczęście 300 lat wcześniej dała o sobie znać miłość pewnego angielskiego fizyka do jabłek, a konsekwencja tego jest taka, że dzisiaj po locie pewnych spraw nie da się tak łatwo rozszyfrować. Dlatego z teoriami spiskowymi dziejów trzeba walczyć w sposób znacznie bardziej tradycyjny.

Twierdzenie, że gotówka to ostatni bastion obrony przed Wielkim Bratem jest równie rozsądne jak teoria, że gdyby nie Newton to byśmy dzisiaj fruwali

-Gdyby głupota mogła unosić, latałaby pani jak gołębica – tymi niezbyt eleganckimi słowami zwrócił się doktor Strosmajer do siostry Hunkovej w serialu „Szpital na peryferiach”. Na szczęście 300 lat wcześniej dała o sobie znać miłość pewnego angielskiego fizyka do jabłek, a konsekwencja tego jest taka, że dzisiaj po locie pewnych spraw nie da się tak łatwo rozszyfrować. Dlatego z teoriami spiskowymi dziejów trzeba walczyć w sposób znacznie bardziej tradycyjny.

Publicyście wolno więcej, a jak nie postawi ostroje tezy, to z tego, że wolno więcej nie wyniknie, że będzie czytany bardziej. Dlatego Krzysztof Kolany stawia tezę co najmniej wyrazistą. W telegraficznym skrócie Europa (czytaj Lewiatan) wypowiedział wojnę gotówce i w ten cudowny sposób stała się ona ostatnim bastionem wolności obywatelskiej Nowaka, Schmidta czy Papadopulosa.

Nie jestem bezwarunkowym fanem e-płacenia, ani tym bardziej ślepym zwolennikiem tezy, że tylko gotówka daje mi wolność. Generalnie temat zaprząta mi głowę o tyle, o ile dotyczy szarej strefy, a akurat dla niej ma znaczenie kluczowe. Dlatego powinien mieć podobne dla każdego.

Państwo=podatki

Płacę kartą, robię przelew. Państwo, służby, fiskus już mnie mają, wiedzą o mnie wszystko i tylko kwestią czasu jest gdy to wykorzystają budząc o godz. 6 na śniadanie niezbyt dyskretnym pukaniem do drzwi. Tylko czym mam się przejmować skoro płacę podatki, nie transferuję zysków za granicę i nie optymalizuję się poza granicami naszego prawa.

-”Gotówka zapewnia coś, czego nienawidzi władza: anonimowość transakcji. Gdy płacisz banknotami, tylko Ty i Twój kontrahent wiecie o transakcji. Gdy kupujesz coś jako osoba fizyczna, sprzedawca nie wie, kim jesteś i nie może Cię zidentyfikować. I to właśnie najbardziej boli współczesną władzę, która coraz częściej objawia otwarte tendencje autorytarne” – pisze Krzysztof Kolany.

No właśnie w tym jest problem szarej strefy i uciekania przed podatkami, że o transakcji powinien wiedzieć ktoś trzeci – urząd skarbowy. Możemy się zastanawiać czy klin podatkowy nie jest zbyt duży, czy opodatkowana powinna być bardziej praca czy konsumpcja, jak efektywnie wydawać to co państwo zabiera z naszego wynagrodzenia i zysku, ale musi być zgoda, że płacić trzeba. Jeśli jej nie ma to zostajemy fanami gotówki, bo tylko ona daje nam „wolnoć, Tomku, w swoim domku”.

Jeśli ktoś twierdzi, że jest zwolennikiem gotówki, bo tylko ona pozwala mu płacić takie podatki jakich dusza zapragnie, to faktycznie nie ma o czym dyskutować.

Szara strefa jest związana nierozerwalnie z obrotem gotówkowym, bo tylko on pozwala ukryć to co powinno być jawne. Jawne, bo traci na tym nie abstrakcyjna władza, tylko każdy uczciwie płaczący i płacący Kowalski. Banał, ale widać powtarzać go trzeba do znudzenia. Jeśli nie biorę paragonu daję przyzwolenie na oszukiwanie nie fiskusa, ale siebie samego. Jeśli dogaduję się z majstrem, że uścisk dłoni wiąże mocniej niż faktura, a w obu dłoniach zostanie dzięki temu nieco więcej, to obaj oszukujemy siebie w równym stopniu.

Inwigilacja nasza powszednia

Czy służby potrzebują wyciągu z konta, żeby lepiej inwigilować obywateli? Oczywiście, że tak. Jednak dzisiaj ze smartfonem obok laptopa podłączonego do otwartej sieci wi fi; w kawiarni w centrum jednej z europejskich stolic, jestem tak nagi, jak Adam zanim nie zjadł jabłka, którego potomek spadł później na głowę Newtona.

Dlaczego w XXI wieku, prowadząc uczciwy biznes, który generuje solidne obroty, mam się czuć uciemiężony limitem transakcji gotówkowych w wysokości 15 tys. zł zamiast 15 tys. EUR? Stracę konkurencyjność, moich kontrahentów zniechęcą opłaty za przelew? Nie. Na pewno nie będę mógł dzielić się dobrodziejstwami dziurawego systemu podatkowego i być ich beneficjentem jednocześnie. Chociaż luka podatkowa to liczba czy odsetek czysto teoretyczny i jego wyliczenie zawsze jest tylko zgrubnym szacunkiem, to fakt 18 mld zł ustaleń kontroli podatkowych i setki tysięcy fikcyjnych faktur jakie co roku rejestruje się w Polsce, robią wrażenie. To przestępstwa, a nie szara strefa, ale ta jest jeszcze większa. Patrząc na samą tylko lukę w VAT, za więcej niż jej połowę odpowiada to, że nie wziąłem paragonu za upojny piąteczek albo warsztat sąsiada wyklepał mi błotnik po znajomości.

Płacąc podatki nie czuję się inwigilowany, trzymając pieniądze w banku nie czuję się bardziej zagrożony niż trzymając je pod materacem. Płacąc prowizję od transakcji ja i mój szef płacimy cenę za bezpieczeństwo obrotu bezgotówkowego.

Dzisiaj metody jakich może użyć państwo do inwigilacji ogranicza jedynie wyobraźnia. Wywołują słuszną falę sprzeciwu i obywatelskiego nieposłuszeństwa. Moje e-maile, sms’y, telefony to moja sprawa. Jednak wydarzenia wokół tzw. Panama papers pokazują dobitnie, że inwigilacja via transakcje to fikcja. Pokazują też, że sprawiedliwość nierychliwa, ale jest.

Liczenie ma znaczenie

Ciekawie brzmi też teza, że ustalanie limitów transakcji to jakiś szczególnie skuteczny sposób na ograniczenie szarej strefy. Jeden z wielu i to raczej tych, których efekty są jedynie potencjalne, a możliwości obejścia banalnie proste. Zestawianie wielkości szarej strefy z limitami płatności to droga donikąd. Podobnie jak do bardzo mylnych wniosków prowadzi drogą, że Niemcy mają podobne jak Polska odsetek płatności bezgotówkowych, a szarą strefę mniejszą. To gotówka jest skutkiem albo przyczyną szarej strefy, ale są kraje gdzie podatki po prostu się płaci. Są też takie, gdzie z nie płacenia uczyniono jak trafnie zauważył minister finansów Paweł Szałamacha sport narodowy i dowód na przedsiębiorczość. Niezrozumienie prowadzi zaś najkrótszą drogą do śmieszności. Dowód?

-”Choć większe transakcje gotówkowe zostały we Francji zakazane,nie uchroniło to jego mieszkańców przed krwawymi zamachami terrorystycznymi w Paryżu. „Ci, którzy dla odrobiny bezpieczeństwa rezygnują z podstawowej wolności, nie zasługują ani na bezpieczeństwo, ani na wolność” – słusznie zauważył Benjamin Franklin. W życiu rzadko kiedy dostajemy to, czego oczekujemy. Za to często otrzymujemy to, na co zasłużyliśmy” – pisze Krzysztof Kolany, a ja mam nadzieję, że to tylko nieszczęśliwa zbitka słów albo metafora tak absurdalnie wyszukana, że moje pojmowanie nie ogrania jej. Podobnie jak nie ogrania słów Franklina wyrwanych pod tezę z kontekstu.

Post scriptum

Jest spora szansa, że tekst, do którego się odnoszę to satyra. Tylko nie zauważyłem na początku mrugnięcia okiem do czytelnika. Jeśli jest to jednak serio, to cała polemika nie ma sensu. Z anarchią trudno dyskutować, kapitalizm trzeba krytykować i jego globalizacyjne efekty, ale nie z perspektywy średniowiecza. Gotówkę trzeba traktować jako opcję i drugą stronę medalu – transakcje bez niej też, a teorie spiskowe pozostawić w sferze, do której należą – beletrystyki.

Bartek Godusławski
Bartek Godusławski