TFI znikną z rynku

Branża zarządzania aktywami ma się świetnie. Już niedługo… zniknie z rynku, a wraz z nią setki miejsc pracy i wpływy z podatków.

Pod koniec grudnia „Puls Biznesu” opublikował 11 szokujących prognoza na 2016 r.  Takie prognozy mają to do siebie, że brzmią szokująco w chwili publikacji, ale czasem się sprawdzają. Czy rok temu ktoś np. zakładał, że jedna partia będzie miała absolutną większość? Albo że Trybunał Konstytucyjny zostanie sparaliżowany, a banki i sklepy będą płacić podatki sektorowe? Postanowiłem się dołączyć i przedstawić dwunastą, trzymając jednocześnie mocno kciuki, by ten alternatywny scenariusz pozostał jedynie na papierze.
„Kolejny gigant zarządzania wchodzi do Polski”. „Znany zarządzający zakłada TFI” – teksty pod takim hasłem pisałem przez lata, gdy zajmowałem się branżą zarządzania aktywami. Potem przyszedł krach, który zamroził jej rozwój, ale później powoli aktywa zaczęły rosnąć, a kolejni zarządzający decydowali się na otwieranie biznesów. Prawdziwym sygnałem rozkwitu branży było uzyskanie licencji TFI przez amerykańskiego giganta Franklina Templeton. Można by pomyśleć, że skoro tacy giganci decydują się na założenie firmy zarządzającej w Polsce, to jest to najlepszy dowód, że polski rynek zarządzania aktywami będzie kwitł. Moim zdaniem, wkrótce zniknie, a TFI – jeśli w ogóle przetrwają – zostaną sprowadzone do roli spółek zajmujących się dystrybucją i obsługą klienta, bo wkrótce nikt nie będzie ich potrzebował. Wybierając fundusz polscy inwestorzy zawsze kierują się stopą zwrotu (mimo że to żadna gwarancja przyszłych wyników), najpierw gremialnie inwestowali w fundusze obligacji, bo ze względu na wysokie stopy procentowe miały dwucyfrowe zyski, potem przesiedli się do akcyjnych, które w szczycie hossy przynosiły nawet po 80-90 proc. zysku w rok!

Jak jest teraz? W 2015 r. większość funduszy akcji polskich przyniosła straty, średnio 6,2 proc. W 2014 r. średni wynik wyniósł -3,9 proc. To przekłada się na znikome zainteresowanie klientów: miesięczne napływy, jeśli w ogóle są, sięgają około 100 mln zł. W dobrych czasach były liczone w miliardach. Marazm na GPW, który jest konsekwencją demontażu OFE przez rząd PO-PSL i podatkowych pomysłów rządu PiS, zniechęca drobnych inwestorów oraz instytucje zagraniczne. Dlatego klienci TFI coraz chętniej inwestują w fundusze akcji zagranicznych. Na razie wciąż działa zasada, że polski inwestor woli polskie produkty, bo są w złotym, ma do nich większe zaufanie, są aktywniej sprzedawane przez dystrybutorów (tu nie bez znaczenia jest fakt, że polskie TFI płacą większe prowizje niż zagraniczne, czego konsekwencją są wyższe opłaty dla klientów), więc sięga po propozycje polskich TFI, które albo same inwestują na zagranicznych giełdach, albo inwestują w inne fundusze. Wkrótce jednak może się to zmienić.

Gwoździem do trumny dla TFI będzie, anonsowane nieśmiało przez polityków PiS, rozciągnięcie podatku od aktywów na TFI. Nałożenie podatku na aktywa TFI nie dałoby efektu fiskalnego, bo jak wyciągnąć znaczącą kwotę z 1,77 mld zł (takie są aktywa TFI), więc rozumiem, że chodzi o opodatkowanie aktywów pod zarządzaniem TFI, czyli de facto naszych oszczędności. Natychmiast produkty stałyby się nieatrakcyjne dla klientów, chyba że firmy bardzo by się postarały. Jak? TFI będące częścią zagranicznych instytucji (Aviva, NN, AXA, Amundi, Pioneer, Legg Mason, Allianz) zaoferują fundusze zarejestrowane w Luksemburgu (europejskie centrum funduszy). Już by mogły, ale – ze wspomnianych wyżej względów – na razie oferują produkty polskie. A polskie TFI? Też się zarejestrują w Luksemburgu albo znikną z rynku. Przy odrobinie pracy działów marketingu i sprzedaży TFI polski inwestor praktycznie nie zauważy różnicy. Tylko branża zniknie z rynku, bo zagraniczne instytucje sprowadzą polskie spółki do roli obsługi sprzedaży, bez działu zarządzania (bo i po co go trzymać skoro jest w Londynie, Paryżu czy Frankfurcie), a polskie będą płacić podatki w Luksemburgu. My natomiast będziemy wspominać, że kiedyś mieliśmy największą giełdę w regionie i setki wysokiej klasy specjalistów zatrudnionych w branży zarządzania i maklerskiej. Oby nie!

Grzegorz Nawacki
Grzegorz Nawacki