Walutowy listopad za nami, co dalej?

Skończył się listopad 2016 r., miesiąc który obfitował w wyjątkowe zjawiska na rynkach walutowych. Większość z tych zjawisk miała mocny, czasem bardzo zaskakujący przebieg. W większości będą też miały raczej niekorzystny wpływ na naszą sytuację. Główną, dynamiczną siłą rynków finansowych w listopadzie stał się dolar amerykański, a jej zapalnikiem wybór na 45. prezydenta USA Donalda Trumpa.

Wybory w USA a waluty – thriller zakończony czarnym łabędziem

Zakończona wyborami 8. listopada kampania prezydencka w USA trwała 2 lata, miała gwałtowne zwroty i trzymała w napięciu do końca. Jak dobry film.

Wygrał Donald Trump, przegrała Hilary Clinton. Nie oceniając w żadnej mierze tego werdyktu pod kątem politycznym, przyjrzyjmy się ocenie rynków walutowych.

Dollar Trump – nie tak miało być!

Zwycięstwo D. Trumpa, przed tym zanim się zmaterializowało, miało być tzw. czarnym łabędziem – zdarzeniem rzadkim, nieoczekiwanym, na które rynki finansowe nie są przygotowane.

Dominująca większość wszelkich analiz, prognoz przed wyborami sprowadzała się do mantry: wygrana Hilary Clinton to ulga dla rynków, które dostaną coś co znają i potrafią wycenić.

Zwycięstwo kandydatki Demokratów miało też oznaczać lekkie (1-2%) umocnienie się dolara do pozostałych walut (może poza meksykańskim peso). Z drugiej strony, ew. zwycięstwo kandydata Republikanów miało oznaczać większe turbulencje na rynkach finansowych, a dolar miał wyraźniej osłabić się na na foreksie.

W nocy (polskiego czasu) z 8. na 9. listopada rynki faktycznie zachowywały się zgodnie z tą dominującą prognozą. Początkowo, kiedy wstępne wyniki potwierdzały sondażową wygraną Clinton, dolar umacniał się o 1-2 grosze do złotego (do ok. 3,93 zł za 1 dolara), a kiedy coraz jaśniejsze stawało się zwycięstwo Trumpa osuwał się nawet do 3,84 zł. Ale tu skończyła się sprawdzalność przedwyborczych prognoz walutowych.

Już w parę godzin od twardego wyniku elekcji, kurs dolara amerykańskiego zaczął się umacniać do złotego, ale także i mocnych, w tym super bezpiecznych walut, jak jen, czy frank. Z tą zaskakującą tendencją mamy do czynienia już przez przeszło 3 tygodnie.

Konsternacja = … zgoda analityków

Ale z wygraną Trumpa poradziły sobie nie tylko rynki, ale i eksperci walutowi. Chociaż trochę dłużej to trwało.

Jeden z analityków, zaledwie parę dni po wyborach w USA napisał: Rynek w dalszym ciągu reaguje na wygraną Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA, jednak w zupełnie inny sposób, niż oceniano to jeszcze przed wyborami.

Od jakiegoś czasu dominują jednak zgodne;) opinie, które brzmią mniej więcej tak: wygrana Trumpa to poluzowanie fiskalne, protekcjonizm, w efekcie wyższe stopy procentowe FED i oczywistym staje się przepływ środków z emerging markets do USA.

Jasne i oczywiste. Tylko że to są cały czas znane wcześniej zapowiedzi i deklaracje z kampanii prezydenckiej. Prezydent elekt Trump, ani jego konstruowana administracja, jeszcze nic nie zrobili, nie zmienili ani realnie, ani werbalnie. Skąd zatem ta powszechna, żeby nie powiedzieć stadna zmiana ocen analityków wobec tych samych danych wejściowych?

Złoty obrywa z każdej strony i przy każdej okazji

W listopadzie, przez zaledwie 1 m-c złoty stracił wobec najważniejszych walut:

  • najwięcej 10,01% do funta brytyjskiego, sponiewieranego przez Brexit i korzystającego na wygranej protekcjonistycznego kandydata w USA
  • oczywiście do dolara amerykańskiego:  7,52%,

ale także wyraźnie do walut, które mocno straciły do USD po wyborach prezydenckich;

  • euro: 3,37%
  • franka: 3,71%

Import zagrożeń walutowych

W tym roku kursem złotego chwiały (i chwieją) wszelkie zawieruchy z zewnątrz: problemy w chińskiej gospodarce w styczniu, Brexit w czerwcu, wybory w USA w listopadzie, a jest jeszcze przed nami co najmniej włoskie referendum na początku grudnia.

Produkcja własna problemów

Jakiekolwiek zewnętrze, niekorzystne czynniki byłyby na pewno mniej dotkliwe, gdyby polska gospodarka (i polityka) była silniejsza, stabilniejsza i miała lepsze perspektywy.

Fakty są jednak takie, że zarówno warstwa gospodarcza jak i jej otoczenie polityczne nie generują przesadnego optymizmu w percepcji inwestujących w polskie aktywa.

Wzrost gospodarczy jest mniejszy niż oczekiwano. Jego główne paliwo, inwestycje jadą na zaciągniętym ręcznym. Inwestujący w sferze realnej, wstrzymują oddech i wydatki. Trudno się dziwić, że również rynki finansowe antycypują gorsze czasy.

Co gorsza, wygląda na to, że słabsze perspektywy zaczynają dostrzegać także „zwykli ludzie”. Według opublikowanego właśnie sondażu dla Rzeczpospolitej sondażu: Połowa Polaków źle ocenia sytuację ekonomiczną kraju. Tylko 23 proc. uważa, że w 2017 roku ulegnie ona poprawie.

W ostatnim swoim wpisie na Dyskusja.biz, który poświęcony był ustawowej pomocy Frankowcom, zwracałem uwagę na potrzebę wzmacniania gospodarki i finansów państwa, co w efekcie zmniejszyłoby kurs franka i najskuteczniej pomogłoby zadłużonym w CHF. Dzisiaj, zaledwie miesiąc po tamtym wpisie, pomoc polityków nadal leży w szufladach, ale zadłużenie Frankowców jest już wyższe o niemal 4%…

Marcin Borek