Wkrótce dolar może kosztować 4,45 zł. Europę czeka kolejny wstrząs?

Większość członków Fed przewiduje w tym roku 3 podwyżki stóp procentowych. To działanie obciąży samych Amerykanów, dla których zdrożeją pożyczki i obsługa kredytów. Dla Polaków dalsze umacnianie dolara będzie oznaczało przede wszystkim coraz mniej opłacalny import towarów, m.in. nabywanej w tej walucie ropy czy gazu.

Fot. YAY Foto

Należy wyraźnie podkreślić, że dobro gospodarki amerykańskiej to dla Systemu Rezerwy Federalnej co najwyżej sprawa drugorzędna. Może, lecz nie musi, być ona zbieżna z celem głównym, a tym jest zapewnienie zysków właścicielom Fed. Dla wyjaśnienia, jednym z akcjonariuszy banku centralnego w USA, który oficjalnie to potwierdził, jest Citigroup (15% udziałów), kontrolowany przez rodzinę Rockefellerów. Ponadto, w gronie znanych posiadaczy znajduje się Chase Bank (14%), JP Morgan Trust Bank Limited (9%), Chemical Bank (8%) i Hanover Bank, podległy rodzinie Rothschildów (7%).

Trzeba być świadomym tego, że tak naprawdę od interesów właścicieli Systemu Rezerwy Federalnej zależy cała strategia Fed, m.in. w kwestii podnoszenia poziomu stóp procentowych. Akcjonariusze są ze sobą mocno powiązani i działają w różnych przedsięwzięciach finansowych, a także politycznych na skalę światową. Prywatne instytucje bankowe wpływają więc na sytuację w całych Stanach Zjednoczonych, ale i na świecie, w tym oczywiście również w Polsce.

Oficjalna wersja

Według średniej prognozy Fed, podwyżka stóp procentowych do grudnia 2017 roku będzie wynosiła 1,375 proc. (na początku 2016 roku przewidywano 1,125 proc.) i wskazuje na co najmniej 3 wzrosty w obecnym roku. Pierwszego z nich można spodziewać się w marcu lub kwietniu. Natomiast przeciętna przewidywań względem podwyżek stóp procentowych na koniec 2018 roku wskazuje na 2,125 proc. (na początku 2016 roku zakładano 1,875 proc.). To również powinno oznaczać minimum trzy podwyżki w przeszłym roku.

Większość członków Systemu Rezerwy Federalnej potwierdza, że gdy gospodarka amerykańska zacznie rosnąć w szybszym tempie, podwyżki stóp procentowych staną się konieczne. Dzięki temu, bank centralny Stanów Zjednoczonych będzie kontrolował inflację. Według prognoz Fed, ma ona wzrosnąć z 1,5% w 2016 roku do 1,9 proc. i 2 proc. w latach 2017 i 2018. Spodziewane, w związku z tym, wzrosty stóp procentowych wpłyną na sytuację milionów Amerykanów, w tym nabywców domów, oszczędzających i inwestorów.

Oszczędności Amerykanów

Kredyty mieszkaniowe ze zmienną stopą procentową są aktualizowane raz w roku. Jeśli Fed podniesie stopy 3 lub nawet 4 razy przed następnym dostosowaniem wysokości kredytów, zadłużeni zauważą znaczny wzrost stóp procentowych, przy spłatach rat kredytu mieszkaniowego. W przypadku, gdy rosnące stopy procentowe nie spowodują recesji, to koszty pożyczek na mieszkania i zakup samochodów mogą znacznie wzrosnąć, co z pewnością będzie stanowić dodatkowe obciążenie dla amerykańskich konsumentów.

Od wysokości stóp procentowych zależy m.in. wielkość oprocentowania kredytów i depozytów w bankach. Dlatego właśnie, zmianę poziomu stóp procentowych odczują przede wszystkim przeciętni Amerykanie, dla których droższe będą pożyczki oraz bieżąca obsługa ich zobowiązań finansowych. Ponadto, przedsiębiorstwom w Stanach Zjednoczonych może być znacznie trudniej zdobyć finansowanie dla nowych inwestycji. Z drugiej strony, łatwiej będzie im oszczędzać, bo oprocentowanie na lokatach bankowych wzrośnie.

Korzyści powinni odnosić wszyscy, którzy trzymają swoje pieniądze na rachunku bankowym. Zgodnie z danymi Fed, amerykańskie gospodarstwa domowe i organizacje non-profit łącznie posiadają niewiele ponad 8,3 bln dolarów na rachunkach oszczędnościowych. Sam wzrost stóp procentowych w grudniu 2016 roku o 0,25% mógł im przynieść dodatkowe 21 mld dolarów w odsetkach lub ok. 163 dolary na gospodarstwo domowe w skali roku. Nie jest jednak pewne, czy banki rzeczywiście przekażą te dodatkowe odsetki oszczędzającym w nich klientom.

Mocny dolar dla Polaków

Wyższe stopy procentowe w USA zwiększają atrakcyjność dolara dla inwestorów. Taka reakcja rynkowa jest też uzasadniona w świetle spodziewanej strategii nowej administracji amerykańskiej. Wszystko wskazuje na to, że będzie ona polegać na rozluźnieniu strategii fiskalnej w połączeniu z bardziej restrykcyjną polityką pieniężną. Dzięki temu, dolar wciąż będzie zyskiwał na wartości. Obecnie kurs wymienny euro do amerykańskiej waluty jest najniższy od 14 lat i bliski parytetowi, czyli 1 do 1. Ten zaś może wystąpić w II kwartale 2017 roku. W związku z tym, złoty znacznie straci względem dolara, ale też wobec euro.

Przez długie lata panował pogląd, że słaba złotówka jest dla nas korzystna ekonomicznie, bo dobrze wpływa na sprzedaż polskich produktów za granicę. Oczywiście eksporterzy będą dostawali więcej pieniędzy za swoje towary na „dolarowych” rynkach. Ale znaczna część tych produktów należy do zagranicznych firm, które mają swoje filie w Polsce. Jednak przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że cała nasza gospodarka jest istotnie otwarta na import surowców, ropy, gazu i komponentów do dalszej produkcji, które często sprowadzamy z Dalekiego Wschodu, więc płacimy w dolarach.

Ponadto, podwyżki stóp procentowych w USA, odczują polscy importerzy sprzętu elektronicznego, odzieży czy kosmetyków, a także wszyscy kupujący produkty, np. na amerykańskich portalach aukcyjnych. Będziemy płacić więcej, niż dotychczas, za artykuły nabywane w dolarach. Według wielu prognoz, do połowy 2017 roku amerykańska waluta podrożeje nawet do 4,45 zł. To oznacza, że ceny paliw na rynkach będą rosły, co z pewnością przełoży się na koszty ponoszone przez przeciętnych konsumentów.

Europa straci 

Wzrost wartości dolara może trwać długo. Przewiduje się dużą zmienność kursów walutowych, załamanie rynków finansowych, a w konsekwencji nawet światowy kryzys. To ryzyko potęguje niepewna obecnie sytuacja w Europie. Unii Europejskiej brakuje jedności w wielu kwestiach społeczno-gospodarczych. Ponadto, nie wiadomo, co przyniesie Brexit. Na to i wiele innych pytań dotyczących przyszłości samej UE nie ma konkretnych odpowiedzi. Dlatego, USA zyskują na inwestycyjnej atrakcyjności, a Stary Kontynent wyraźnie straci.

Co ciekawe, Fed do tej pory podnosił stopy procentowe w momencie, gdy bank centralny w Europie obniżał je, aby pobudzić swoje gospodarki. System Rezerwy Federalnej raczej będzie kontynuował tę politykę, kierując się interesami swoich akcjonariuszy i przesłankami politycznymi. Wówczas sytuacja na rynku stanie się jeszcze bardziej niestabilna. Europejski Bank Centralny może wykorzystać osłabienie własnej waluty, aby usprawnić swoje wiodące gospodarki i podbić krajowe inflacje. Ale to wzmocniłoby asymetrię w światowych kursach walut, prowadząc do dalszego wzrostu siły dolara amerykańskiego.

Zagrożone gospodarki

Przewidywane wzrosty stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będą miały znaczący wpływ na globalną gospodarkę. Przypomną słabym gospodarkom wschodzącym, szczególnie zadłużonym w dolarze, że ich pole manewru zmniejsza się coraz bardziej. Jednym z najbardziej wrażliwych na działania Systemu Rezerwy Federalnej, rynków jest pogrążona w kryzysie Brazylia. Tamtejsze firmy w ostatniej dekadzie pożyczyły miliardy dolarów. I jeśli amerykańska waluta zyska na wartości, to ich długi oczywiście się drastycznie zwiększą.

Zagrożona działaniami Fed jest też Turcja, ponieważ znacznie więcej importuje, niż eksportuje. Droższy dolar będzie dla niej oznaczał zwiększenie kosztów zakupu towarów poza granicami kraju. Warto pamiętać o tym, że gospodarki Rosji, Wenezueli, RPA czy Nigerii również zależą od wywozu surowców. To stanowi znaczącą część ich dochodów budżetowych. W związku z tym, że handel międzynarodowy odbywa się w amerykańskiej walucie, ceny ich produktów mogą spaść jeszcze bardziej, gdy dolar się umocni.

Podsumowując, w przypadku gospodarek wschodzących, poprawną reakcją na podwyższanie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych nie jest dostosowywanie do nich polityki pieniężnej. Nie powinno się również nakładać ograniczeń w przepływie kapitału w celu zapobiegania niestabilności. Właściwe jest za to wprowadzenie zmian na rynku finansowym w taki sposób, aby poprawić alokację środków. Należy też wdrażać reformy po stronie podażowej, w celu zwiększania jej wydajności i promowania zrównoważonego wzrostu.

Łukasz Białek