Zmienne humory ratingowych panów

Tym razem agencja S&P Global Ratings była dla polskiego rządu nadspodziewanie łaskawa po tym, jak w styczniu wybatożyła Polskę – w mojej ocenie – zbyt pochopną obniżką ratingu.

W piątek S&P Global Ratings (do maja znana jako Standard & Poor’s) znów zaskoczyła analityków podnosząc perspektywę polskiego ratingu z „negatywnej” do „stabilnej”, sam rating pozostawiając bez zmian na poziomie BBB+. Zmiana perspektywy oznacza, że (przynajmniej teoretycznie) w następnych kwartałach znika ryzyko obniżenia oceny wiarygodności kredytowe Polski w tej agencji.

Co w tym wszystkim dziwnego? Wszystko! Po pierwsze, jeszcze w piątek dyskutowano raczej, czy (albo wręcz kiedy) S&P znów zetnie nam rating. Za taką decyzją przemawiałoby pogorszenie koniunktury gospodarczej oraz powrót do starego wieku emerytalnego (60/65 lat). A tu nie tylko cięcia nie było, a zamiast tego dostaliśmy niemal obietnicę utrzymania ratingu w 2017 roku.

s&Ptekst

Po drugie, analitycy S&P może nie wprost – ale jednak – przyznali się do błędu. „Wierzymy, że krótkoterminowe obawy o dalsze osłabienie kluczowych instytucji Polski uległy osłabieniu”. Mówiąc wprost chodzi o niezależność narodowego Banku Polskiego, która w styczniu rzekomo miała być zagrożona po zmianie na stanowisku prezesa i wymianie składy Rady Polityki Pieniężnej.

Nie wiem, kto i co naopowiadał wtedy analitykom S&P, ale w Polsce wtedy przecieraliśmy oczy ze zdumienia widząc taką tezę. Mimo wszystkich szaleństw obozu władzy „odzyskanie” NBP nie widniało na liście zadań „dobrej zmiany”. A już wspominane w styczniu polityczne zawszłaszczenie TVP można było potraktować Wisłą jako żart. Każde dziecko wie, że TVP od zawsze stanowi polityczny łup.

sp_tabela

Ale chyba największą konsternację wzbudziła tabela zawierająca prognozy makroekonomiczne. Obniżenie prognozy tegorocznego wzrostu PKB z 3,5% do 3,0% wygląda kuriozalnie. To albo prognoza nierealistycznie optymistyczna, albo mocno przeterminowana. Polscy ekonomiści nie mają złudzeń: po wzroście PKB odpowiednio o 2,8%, 3,1% i 2,2% w trzech pierwszych kwartałach  2016 roku (dane wyrównane sezonowo) nie ma żadnych szans, aby całoroczna dynamika PKB przekroczyła 3%. A zapewne będzie bliższa 2,5% niż 3,0%, ponieważ prognozy na IV kw. zakładają wzrost o 1,5-2,0%.

Jeszcze ciekawiej wygląda prognozowany przez S&P całoroczny wzrost inwestycji o 1%. Przypomnijmy: w pierwszym kwartale spadły one o 2,6% rdr, w drugim o 4,1%, a w trzecim aż o 7,3% (dane wyrównane sezonowo).

Trochę to wygląda, jakby S&P Global Ratings usiłowała naprawić błąd, który popełniła w styczniu, gdy z powodu dość naciąganych powodów i przy dobrych (wówczas) perspektywach gospodarczych obniżyła polski rating (z A- do BBB+) pomimo jego „pozytywnej” perspektywy. Był to ruch zaskakujący, nieprofesjonalny (można było najpierw obniżyć perspektywę, a później sam rating) i jak się teraz wydaje – zdecydowanie przedwczesny. Zarówno Moody’s jak i Fitch oceniają wiarygodność kredytową Polski wyżej niż S&P (odpowiednio o dwa i jeden stopień), choć zapewne w przyszłym roku przynajmniej jedna z tych agencji polski rating obniży.

dług_SP

Co by jednak nie mówić o jakości ocen agencji ratingowych, postępująca degradacja stanu finansów publicznych Polski jest faktem. I nie chodzi tu tylko o działalność obecnego rządu, ale praktycznie wszystkich jego poprzedników przynajmniej od 2000 roku i słynnej „dziury Bauca”. W historii III Rzeczypospolitej ani razu nie uchwalono budżetu bez deficytu. W ciągu dekady rządzący podwoili dług publiczny, który mimo „umorzenia” obligacji należących do OFE już niedługo przekroczy bilion złotych. Zatem winnych nie należy szukać wśród recenzentów, tylko wśród faktycznych autorów naszych problemów fiskalnych.

Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany