Życie ponad stan kosztuje Polskę więcej niż wojsko

Zadłużenie Skarbu Państwa jest obecnie niemal najwyższe w historii. Przyszłe pokolenia będą musiały ten dług spłacić, obecne muszą go utrzymywać. A to – jak wynika z projektu budżetowego – koszt większy, niż wydatki na obronę narodową.

W ustawie budżetowej na 2017 rok na wydatki z tytułu obsługi długu Skarbu Państwa zaplanowano kwotę 30,4 mld zł. Dla porównania wydatki na obronę narodową – bez emerytur – mają wynieść 29,8 mld zł, a więc ponad 0,6 mld zł mniej niż na obsługę zadłużenia. Na utrzymanie długu idzie również dwukrotnie więcej pieniędzy niż na szkolnictwo wyższe (15,6 mld zł) i niemal trzykrotnie więcej niż na trasport i łączność (11,8 mld zł).

Warto porównać także koszty obsługi zadłużenia z drugą stroną budżetowej układanki. I tak utrzymanie długu kosztuje nas 1,8 mld zł więcej niż wynoszą dochody z CIT-u. Dochody z PIT-u mają z kolei sięgnąć 51 mld zł . Łopatologicznie rzecz ujmując, gdyby nie było kosztów obsługi zadłużenia, można by obniżyć obciążenia PIT-owskie o 60%.

Niektóre szkoły ekonomiczne zwracają uwagę na zalety zadłużania się (i inwestowania tych środków), inne dopuszczają deficyt tylko jako doraźne narzędzie. Kwestię zadłużać się, czy nie, ciężko jednak rozstrzygnąć krótkim artykułem i nie mam zamiaru tego tutaj robić. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę, że w Polsce kolejne ekipy rządzące deficyt budżetowy traktują niestety jako coś naturalnego. W kwestii zadłużenia państwa kierują się one taktyką „byle do wyborów”.

Życie ponad stan generuje jednak koszty, które potem sprawiają, że dopięcie kolejnych budżetów wymaga jeszcze większego zadłużania się. Przykładowo bez wspomnianych kosztów obsługi długu, planowany na 2017 rok deficyt budżetowy mógłby być – ceteris paribus – o połowę niższy. Warto więc pamiętać o powyższych liczbach, przy kolejnych propozycjach zwiększania państwowych wydatków.

 

Adam Torchała
Adam Torchała