2016: byle tego nie zepsuć

Niels Bohr powiedział kiedyś, że prognozowanie jest trudne, szczególnie jeśli chodzi o przyszłość. Stwierdzenie, które z pozoru zdaje się żartem noblisty, zawiera bardzo istotną prawdę. Na czym bowiem polega przewidywanie nadchodzących wydarzeń? Na kreśleniu trendów na bazie tego, co już miało miejsce. Innymi słowy szukamy wzorca w przeszłości i przekładamy go na przyszłość – przyjmując, że znaleźliśmy prawidłowy wzorzec. I że nie będzie się on zmieniał.

Popatrzmy więc na stopę bezrobocia rejestrowanego, albo lepiej na jej 12-miesięczną dynamikę (czyli różnicę między bezrobociem w danym miesiącu a tym 12 miesięcy wcześniej). Charakteryzuje się ona zaskakującą regularnością: dynamika jest bowiem na przemian dodatnia i ujemna w długich (liczących od 48 do 66 miesięcy) okresach. Inaczej mówiąc: gdy bezrobocie zacznie już spadać, to spada nie mniej niż 4 lata. Podobnie zmienia się stopa bezrobocia rachowana w metodyce Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL), jednak mniej „konsekwentnie” – fazy bywają przerywane przez krótkotrwałe zmiany trendu.

Od stycznia 2014 roku znajdujemy się w trzeciej – licząc od 1989 roku – fazie spadkowej stopy bezrobocia rejestrowanego(poprzednie miały miejsce od grudnia 1994 do listopada 1998 roku i od września 2003 do lutego 2009 roku). Według wstępnych informacji MRPiPS w grudniu 2015 roku stopa bezrobocia wynosiła 9,8%, czyli była niższa od tej w grudniu 2014 roku o 1,7 punktu proc. Gdyby dynamika na poziomie od -1,7 do -1,9 pkt. proc., jaką obserwowaliśmy nieprzerwanie od października 2014 roku, towarzyszyła nam do końca roku 2016, to w czerwcu stopa ustanowiłaby nowy rekord ćwierćwiecza spadając poniżej 8,8% (wynik z października 2008 roku), a w październiku i listopadzie osiągnęłaby 7,9%.

Hipotezę, że czekają nas rekordy niskiego bezrobocia wspiera jeszcze fakt, że w poprzednich dwóch okresach ujemnej dynamiki największe 12-miesięczne spadki stopy miały miejsce w drugiej połowie fazy i dynamika schodziła wtedy poniżej minus 2 punktów procentowych. Przyjmując, że aktualna faza potrwa 48 miesięcy, możemy założyć, że jesteśmy już w jej połowie – jeśli jednak miałaby trwać 66 miesięcy, to w drugą część fazy weszlibyśmy w październiku tego roku. Tak czy inaczej – na bazie zmienności samego wskaźnika możemy się spodziewać tego, że rok 2016 będzie rokiem rekordowo niskiej stopy bezrobocia rejestrowanego. A rok 2017 będzie jeszcze lepszy.

To wszystko jednak przy założeniu braku raptownych zmian w samych mechanizmach kształtujących wysokość stopy bezrobocia. Abstrahując od tego, że być może już za rogiem czeka nas kolejny wielki kryzys finansowy, kryzys migracyjny związany z zapaścią gospodarczą na pogrążonej w wojnie Ukrainie, albo jakaś inna trudna do wyprognozowania katastrofa, która zaburzyłaby wszelkie regularności obserwowane w polskiej gospodarce – wystarczyłaby istotna reforma działania urzędów pracy, by liczba bezrobotnych wystrzeliła o kilkaset tysięcy w górę lub w dół w ciągu kilku miesięcy. Jeśliby na przykład został wprowadzony w życie pomysł jednego okienka, w którym zgłaszaliby się bezrobotni oczekujący od urzędu pracy tylko ubezpieczenia zdrowotnego, to liczba zarejestrowanych bezrobotnych by wzrosła (choć niekoniecznie wzrosłaby faktyczna liczba osób bezrobotnych w statystykach BAEL – po prostu więcej osób miałoby motywację zgłosić się do PUPów). Z drugiej strony, gdyby uruchomiono wielki program prac publicznych i objęto nim większość bezrobotnych, to podobnie jak to się stało swego czasu w Nysie blisko 1/3 bezrobotnych wyrejestrowałaby się z urzędów (większość z tych wyrejestrowanych – jak można domniemywać – pracowała na czarno).

Przyjmijmy roboczo, że wskaźniki nas nie zwodzą i czeka nas dobry rok – przynajmniej jeśli chodzi o wskaźniki bezrobocia (spodziewać się można spadku m.in. bezrobocia młodych). Sugerują to z resztą także prognozy np. odnośnie polskiego wzrostu gospodarczego. Czy to znaczy, że wszyscy z nas będziemy cieszyli się podwyżkami, okazją zmiany pracy na lepszą, rzadszymi komunikatami od szefa o treści „pod bramą zakładu czeka 10 takich jak ty”?

Niestety nie. Tradycyjnie najbardziej poprawi się los tych, którzy i tak nie mają powodów do narzekania: kadrze kierowniczej i dobrze opłacanym specjalistom. Część „średniaków” też poczuje się bezpieczniej i pewniej, co może zostać przekute na awans, premię czy inne benefity. Dla reszty będzie to rok podobny jak poprzednie: trudny. Rynek pracy nie stanie się rynkiem pracownika zamiast pracodawcy: nie dla większości, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości.

Przyjmując, że obecny rząd – jak dotąd – będzie przywiązywał większą wagę do spraw innych niż gospodarka i rynek pracy, antycypować można, że rok 2016 i 2017 będą latami sukcesów odtrąbionych przez tryumfującą ministrę Elżbietę Rafalską. Wystarczy bowiem, by nie zepsuć tego, co i tak nadchodzi.

Oby jednak do odtrąbiania miała także faktyczne sukcesy na polu reformy funkcjonowania polskiego rynku pracy. Nie ma bowiem lepszego okresu dla trudnych reform jak czas dobrej koniunktury.

Łukasz Komuda
Łukasz Komuda