500+ czyli Szekspir po polsku

– Mamo – głos mojej starszej córki wskazywał, że zaraz strzeli focha. – A dlaczego 500 złotych jest na drugie dziecko?

IMG_20160216_230012

Uff. Odetchnęłam. Wyjaśniłam, że wiadomo, że 500 złotych wydamy na nią i jej siostrę po równo. Zła odpowiedź.

– To może WRESZCIE pojedziemy do Londynu? – rzuciła moja jedenastoletnia fanka Harry’ego Pottera, która koniecznie chce odwiedzić poświęcony mu park w ojczyźnie Szekspira.

No właśnie. Od jednych znajomych już usłyszałam, że 500 złotych z kilku miesięcy będzie akurat na wakacje. Inni zapisują dziecko na angielski. A mój mąż, który zawsze twierdził, że pieniądze są po to, żeby je wydawać, zapytał, jak będziemy to dofinansowanie na dzieci odkładać.

Brać czy nie brać – oto jest pytanie. Miałam chwilę zwątpienia. No bo przecież na dzieci decydowaliśmy się bez takiej perspektywy i dlatego mamy dwoje, że nas na tyle stać. Ale… Nie waha się znajomy, który od roku dość anemicznie szuka pracy. Wręcz się spodziewa, że w jego rodzinie przychody na głowę spadły tak bardzo, że dostanie 1000 zł. Z kolei koleżanka, która urodziła trzecie dziecko, dłużej będzie mogła być na macierzyńskim. Jedyną osobą ze wszystkich znajomych, która też zastanawiała się, czy wziąć te pieniądze, był sąsiad pracujący – tak jak jego żona – w korporacji (czyli – wiadomo – dwie godziny na dojazd, dziewięć godzin w firmie, jak trzeba, to dłużej).

– Oczywiście, że powinniśmy brać! W końcu pracujemy i to z naszych pieniędzy! – stwierdziłam, jakbym miała sprawę świetnie przemyślaną.

Nie mam. Wiem, że inni potrzebują bardziej. Przekonałam się przy Szlachetnej Paczce w klasie młodszego dziecka, kiedy nieopatrznie zaproponowałam, żebyśmy wszyscy zrzucili się po 50 zł na pralkę dla „naszej” rodziny. Mama jednego z dzieci napisała, że pracuje z mężem za najniższą krajową, mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, sama pralkę (używaną) kupiła za 200 zł, a w tym miesiącu dziecko zachorowało i wydała na lekarstwa, więc się nie dołoży.

No ale to, że ja nie wezmę 500 zł, nie znaczy, że dostanie je ktoś bardziej potrzebujący, prawda? I dlaczego ja, pracująca matka, mam nie brać? Żeby niepracująca matka mogła nie pracować? Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś? Więc jednak będziemy brać i odkładać (na przyszłość dla dzieci, np. na Erasmusa, żaden Londyn!). Przynajmniej tak długo, jak długo ktoś nie policzy, że Polski jednak nie stać na 500+.

PS. Na wypadek, gdybyś to czytała, córeczko: Londyn będzie po testach do gimnazjum, ale z naszych pensji:-)

Małgorzata Grzegorczyk
Małgorzata Grzegorczyk