500 zł na dziecko, czyli handel „żywym towarem”

Dyskusja nad programem 500+ nabiera rumieńców. Zwolennicy i przeciwnicy programu przerzucają się argumentami, czy jest to faktycznie program wspierający demografię, czy program socjalny, czy program zadziała na wzrost liczby urodzeń, czy nie. Ja chciałem zwrócić uwagę na inny, chyba dość rzadko poruszany aspekt tego programu.

Bialystok, 08.02.2016. Program 500 zl na dziecko - ilustracja. Fot. Piotr Mecik / FORUM

Program 500+ jest promowany przez autorów, jako program, który ma wesprzeć demografię, jako program, dzięki któremu w Polsce ma urodzić się więcej dzieci. Biorąc jednak założenia i cele tego programu na „chłopski rozum”, nasi politycy chcą po prostu zapłacić społeczeństwu za to, aby płodziło więcej dzieci. Zatem w moim mniemaniu mamy do czynienia, nie bawiąc się w gładkie słowa, z handlem „żywym towarem”.

Z tego co mi wiadomo, tego typu działalność jest na całym świecie już od jakiegoś czasu niedozwolona i penalizowana. Nie można handlować niewolnikami. Nie można sprzedać swojego dziecka innej rodzinie. Nie można sprzedać kawałka siebie do przeszczepu. Nawet instytucja „wynajęcia brzucha” innej kobiety nie może przyjąć formy umowy. Ale okazuje się, że zapłacić rodzinie za urodzenie nowego potomka można. Szumne hasła o wsparciu demografii, o pomocy rodzinom przesłaniają niestety tę prostą, moim zdaniem, prawdę, że mamy do czynienia z płaceniem za ludzkie życie.  Czyli czynem z gruntu niemoralnym. Czy dziwi to jeszcze kogoś?

Za co jeszcze państwo w przyszłości będzie w stanie ludziom zapłacić?

Marcin Dziadkowiak
Marcin Dziadkowiak