500+, czyli zastaw się, a postaw się

Ministerstwo Finansów zachęca rodziców, by pieniądze z 500+ inwestowali w rządowe obligacje. To typowy objaw myślenia w stylu „zastaw się, a postaw się”.

500+

500+

Pomysł ministerstwa ma dwa wymiary. Pierwszy z nich jest pozytywny. Zachęcenie rodziców, by odkładali pieniądze na przyszłość swoich pociech to na poziomie państwa rzecz bardzo dawno nie widziana. Miło odnotować, że rząd próbuje motywować obywateli do oszczędzania, w mojej opinii to krok, a w zasadzie póki co kroczek, w dobrą stronę.

Niestety druga strona medalu przysłania tę pierwszą. Koncepcja kupowania obligacji za pieniądze z 500+ z punktu widzenia państwa wydaje się kuriozalna. Oto bowiem rząd zadłuża się u obywatela, by dać temu samemu obywatelowi pieniądze. Czy racjonalnie działający człowiek zadłużyłby się w banku tylko po to by pieniądze te wpłacić na lokatę? Nie sądzę. Jak więc można nazwać w tym wypadku racjonalnym działanie państwa? Szczególnie, że zadłużenie Skarbu Państwa i bez tego jest ogromne.

Na podobną zależność zwrócono uwagę podczas rozbiorów OFE przeprowadzonych za rządów Platformy Obywatelskiej. Jednym z argumentów przeciwko funduszom był fakt, iż aby utrzymać system państwo musiało się zadłużać. Obligacje kupowały OFE. A więc de facto państwo zadłużało się u funduszy, by finansować ich funkcjonowanie. Jakkolwiek by nie podchodzić do rozbiorów OFE, warto mieć świadomość, że analogie są tutaj znaczące.

500+ nie jest dobrą inwestycją

Ktoś może jednak powiedzieć, że pieniądze przekazywane na 500+ to inwestycja, która państwu się zwróci. Warto się więc zadłużyć. Czy tak jest rzeczywiście? Wracamy tutaj do zasadności całego programu, o której już pisałem i nie chciałbym się powtarzać. W skrócie jednak:

  1. Fetysz myślenia, że „większa populacja jest lepsza” to efekt wprowadzenia przymusowego, repartycyjnego systemu emerytalnego. Gdyby każdy od początku pracowałby na swoją emeryturę, problemu raczej by nie było. Bo przecież kto powiedział, że gdy jest nas więcej, to będzie nam się żyło lepiej? Wystarczy spojrzeć na mapy świata, by przekonać się, że nie jest to element wywołujący dobrobyt. Głównie z punktu widzenia systemu emerytalnego problem ten wydaje się istotny.
  2. Obecny problem systemu emerytalnego można rozwiązać nie tylko zwiększeniem ilości pracujących, ale przede wszystkim wzrostem efektywności pracy, co umożliwia m.in. postęp techniczny. Przy okazji sam postęp zmniejsza zapotrzebowanie na pracę, co jest potwierdzeniem dla sposobu myślenia przedstawionego w pierwszym punkcie.
  3. Nie jest nawet powiedziane, że samo 500+ lukę w budżecie emerytalnym wypełni. Po pierwsze, wcale 500 zł nie musi przekonać rodziców do starania się o dziecko. Po drugie, nawet jeżeli przekona, to owo dziecko na rynek pracy wejdzie najszybciej za dwie dekady. Wtedy ZUS może już być bankrutem.
  4. Można rzec, że dzięki 500+ pieniądze trafią do ludzi. Gdyby państwo obniżyło/uprościło podatki, również pieniądze trafiłyby do ludzi. I to o wiele większe, ponieważ przy okazji m.in. uprościłaby się biurokracja. Pieniądze, które idą na 500+, można więc było przeznaczyć na ten właśnie cel.

Państwo zadłużając się na program 500+ musi płacić odsetki. Nawet jeżeli przypadają one obywatelom, którzy w obligacjach lokują swój socjal, warto zauważyć, że przy okazji wypłacania 500+ część pieniędzy ginie w systemie. Do wypłacenia środków konieczna jest bowiem administracja, a to kosztuje. Wszystko to podbija zadłużenie, które koniec końców w spadku otrzymają nasze dzieci. Te same, które to niby wesprzeć miał program.

Adam Torchała
Adam Torchała