Nadchodzi inflacja

W czwartek GUS podał najnowsze dane na temat produkcji i sprzedaży detalicznej. Okazały się być bardzo dobre, a miejscami nawet może zbyt dobre. Sprzedaż detaliczna wzrosła w grudniu o 6,4% r/r, nieco poniżej wyniku z listopada ale powyżej oczekiwań. Jest to wzrost solidny i co więcej widać w nim już wzrost cen detalicznych. Był on o punkt procentowy wyższy niż w listopadzie i wyniósł 0,3%. Największy wzrost sprzedaży obserwowaliśmy w żywności i napojach, odzieży i samochodach.

Także produkcja przemysłowa nie rozczarowała, rosnąc w grudniu o 2,3%, oczekiwano bowiem wzrostu o 1,7%. Było to mniej niż w listopadzie, jednak jeżeli przyjrzymy się zmianom w całym kwartale, to widać, że listopad był nietypowy i słabsze wyniki w październiku i grudniu po prostu stanowiły wyrównanie do trendu. Godny uwagi jest fakt, że największe wzrosty odnotowano w branżach o dużej ekspozycji na eksport: maszynach i meblach. Bardzo silny wzrost został odnotowany w produkcji stali. Jest to dobry sygnał z uwagi na inwestycje, może bowiem świadczyć o końcu ich dołka.

Produkcja budowlano-montażowa nadal malała, jednak spadek o 8% był dużo słabszy niż oczekiwania analityków: -12,5%. Także w stosunku do listopada, kiedy spadek wyniósł 12,5% odnotowano poprawę. To drugi, obok produkcji stali, sygnał, że prawdopodobnie najgorsze jeśli chodzi o koniunkturę mamy za sobą.

2017_01_20_Inflacja

Najciekawsze były dane na temat wskaźnika cen producentów. Inflacja PPI wzrosła w grudniu o 3% r/r z 1,7% r/r w listopadzie. To bardzo wysoki odczyt. Historyczna analiza wskazuje, że inflacja cen producentów wyprzedza inflację cen konsumentów o jakiś 2-3 miesiące. Może to oznaczać, że już na przełomie I i II kwartału wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych osiągnie cel inflacyjny NBP. Byłoby to spore zaskoczenie dla Rady Polityki Pieniężnej, gdyż projekcja inflacji banku centralnego przewiduje dużo niższą ścieżkę wzrostu. Obecna retoryka władz monetarnych jest zdecydowanie „gołębia”, choć na początku kadencji wcale taka nie była. Wypowiedzi prezesa Glapińskiego sprzed dwóch miesięcy były zdecydowanie „jastrzębie”. Tymczasem dane makro nie dawały po temu przesłanek. Teraz dane mogłyby służyć do uzasadnienia podwyżek, ale prezes Glapiński przystąpił do obozu „gołębi”.  Trudno oprzeć się wrażeniu, że na początku nowa Rada budowała swoją pozycję jako niezależne od polityków ciało, a obecnie przechodzi płynnie do wspierania rządu. Wobec słabości inwestycji wyższe koszty kredytu byłyby dodatkowym czynnikiem utrudniającym działalność firm. Jeszcze ważniejsze może być jednak wsparcie dla budżetu. Tegoroczne wyniki są znakomite, jednak w przyszłym roku mogą już pojawić się napięcia. Nie jest to może scenariusz bazowy, ale wyższe koszty finansowania długu publicznego nigdy nie są na rękę rządowi. Publicznym jest fakt, że prezes Glapiński i premier Morawiecki goszczą na ul. Nowogrodzkiej, a polityczna przeszłość szefa banku centralnego także nie stanowi tajemnicy. W kontekście zmiany retoryki Rady daje to do myślenia.

Grzegorz Zatryb
Grzegorz Zatryb