My mamy zasady, oni fundusze strukturalne

Czy wobec jawnego izolacjonizmu Polski, który kulminację osiągnął przy okazji wyborów nowego Przewodniczącego Rady Europy, nasz kraj może liczyć na przychylność?

Od pewnego czasu zastanawiam się nad siłą polskiego rynku obligacji. Mimo systematycznego wzrostu rentowności na rynkach bazowych, polskie skarbówki niezłomnie nie tanieją. Ponieważ jesteśmy rynkiem wschodzącym, obligacje są wyceniane według nieco innych kryteriów niż niemieckie i amerykańskie. Tam szybszy wzrost gospodarczy powoduje wzrost rentowności poprzez kanał inflacji i stóp banku centralnego. W przypadku rynków wschodzących wyższa dynamika PKB oznacza większą szansę na to, że będą w przyszłości pieniądze na spłatę długów. Tak jak to jest w przypadku obligacji korporacyjnych. Prognozy dotyczące polskiej gospodarki od pewnego czasu ulegają poprawie i wygląda na to, że zagraniczni inwestorzy wymagają niższej premii za ryzyko w przypadku obligacji Skarbu Państwa.

To niestety może ulec zmianie. Czynnikiem, na którym opierają się optymistyczne prognozy wzrostu polskiego PKB są w znacznym stopniu inwestycje infrastrukturalne. Te zaś finansowane są przede wszystkim funduszami unijnymi. Widzieliśmy, jak spowolnił nasz wzrost, gdy ich zabrakło na kilka kwartałów. Co jednak stanie się, gdy  ich skala będzie trwale mniejsza? Taki dramatyczny scenariusz staje się niestety coraz bardziej prawdopodobny. Brexit i w konsekwencji brak zgody Brytyjczyków na dalsze łożenie na biedniejszą część Unii może zmusić Komisję Europejską do rewizji wieloletniego budżetu.

Czy wobec jawnego izolacjonizmu Polski, który kulminację osiągnął przy okazji wyborów nowego Przewodniczącego Rady Europy, nasz kraj może liczyć na przychylność? Najprostszym sposobem na pozbawienie Polski znacznej części funduszy jest taka zmiana progów PKB per capita określających komu finansowanie się należy, a komu nie, która przesunie większość finansowania do najnowszych członków Unii. Niestety, ten scenariusz po czwartkowym blamażu w Brukseli staje się mocno prawdopodobny. Obecny prezydent Francji Holland wprost powiedział premier Szydło: „wy macie zasady, my fundusze infrastrukturalne”. Złudna jest też nadzieja, że w razie czego nowa, radykalna europejska prawica wesprze polski rząd. Nawet jeśli Le Pen wygra, to na pewno wyżej postawi interes francuskiego podatnika niż polskiej prawicy. Zachowanie premiera Orbana powinno dać polskim władzom do myślenia w kwestii sojuszy naszego kraju. Na razie niestety przegrywamy 27:1.

Grzegorz Zatryb
Grzegorz Zatryb