Afektonimy

Środa: słówko na dziś. Czytają: Krystyna Czubówna i Kevin Aiston.

 

Wiele spośród najpiękniejszych słówek, jakich używają zakochani, to nazwy zwierząt. Mój robaczku, małpeczko, niedźwiadku, rybko – tak się zwracają do siebie kochankowie. Zagadnieniu przyjrzeli się językoznawcy – autorzy słownika „Czułe słówka” (terms of endearment) – i nie mają wątpliwości: największą grupą afektonimów są określenia ze świata fauny.

Potwierdzić to mogą użytkownicy języka polskiego, którym nieobce będą zwroty: ptaszku (bird – albo jak w filmie „Conair”, humming bird – koliberek); kaczuszko (duckling); króliczku (bunny, albo honey-bunny – czyli w połączeniu z miodem, tak jak w „Pulp Fiction”).

Językowi francuskiemu nieobce będzie określenie „pchełko”, tajskiemu – „mój słoniku” (ewentualnie: „moja słoniczko”), co absolutnie nie ma najmniejszego związku z masą ciała – słonie uznaje się w Tajlandii za symbol szczęścia. „Kotku” – znane i Polakom, i Anglikom (pussy-cat) odnajdziemy również i w Brazylii, i we Włoszech (gatto). Niemcy nie mają nic przeciwko takim określeniom, jak myszka i wróbelek – w języku polskim również sprawdzają się nieźle – albo niedźwiadek, obecny też w języku portugalskim jako „ursolino”. Włosi doceniają jeszcze mniejsze żyjątka: „microbino mio” można by przetłumaczyć jako „mój mikrobku, mój zarazku, mój drobnoustrojku”.

Afektonimy nie poddają się żadnym ograniczeniom – duńskie „skat” oznacza „skarbie”, ale może to również znaczyć „mój podateczku”.

 

To był felieton z cyklu „Środa: słówko na dziś. Czytali: Krystyna Czubówna i Kevin Aiston”. Dzisiejsze „słówko” w wersji audio dostępne jest tutaj.

 

Jacek Środa
Jacek Środa