Antyporadnik menedżera na przykładzie Gandalfa

Tydzień temu pisaliśmy o cechach dobrego menedżera na przykładzie Księcia Niccolo Machiavelliego. Dzisiaj pokażemy, że dobry menedżer nie może marnować zasobów zespołu poprzez zlecanie im niemożliwych do zrealizowania projektów. Zupełnie jak we Władcy Pierścieni.

Wystarczyłoby wsiąść na orły, wziąć pierścień i polecieć go zniszczyć w Górze Przeznaczenia. Zginęłoby mniej ludzi. Sama operacja miałaby większe szanse powodzenia niż wysłanie kompletnego amatora na zrealizowanie misji niemożliwej. Ostatecznie na końcu i tak pojawiły się orły… Warto wyjaśnić, dlaczego dobry menedżer nie może zachowywać się jak Gandalf!

Gandalf, czyli menedżer

Jak przełożyć słynna trylogię na realia firmowe? Nie jest to trudne. Wyobraźmy sobie, że misja zniszczenia Pierścienia Władzy to projekt biznesowy. Praktycznie nie do zrealizowania i każdy to wie. Ale w każdej firmie znajdzie się paru ambitnych ludzi, którzy nie mają zbyt wielu umiejętności, a ponadto nie potrafią razem współpracować. Powstaje więc zespół ekspertów w skład, którego wchodzi:

  • elf Legolas  – wybitny komputerowiec, chrześniak kolegi z innej firmy,
  • Gimli – pracownik fizyczny i krasnolud;
  • Aragorn – nieformalny kierownik nr 1, wiecznie niedoceniany i od lat czekający na awans i ofertę lepszego stanowiska w innej firmie o pięknej nazwie Gondor;
  • Boromir – szpieg oddelegowany do sabotowania i przejęcia projektu, który może uratować bankrutujący Gondor;
  • Sam, Pipin i Meriadok, czyli trzech bogu ducha winnych stażystów, jednocześnie Niziołków;
  • Frodo, stażysta oraz Niziołek tylko spowinowacony z przyjacielem menedżera, który w swej złośliwości obarcza go odpowiedzialnością za realizację projektu. To jego misja, a reszta ma mu tylko pomagać. Jak się nie uda, to w końcu tylko jego wina;
  • Gandalf – menedżer, który przewodzi całej drużynie. To czarodziej i wirtuoz biznesu, który jednym skinieniem mógłby projekt zrealizować w trzy dni, ale chce uniknąć odpowiedzialności. Boi się, bo główny akcjonariusz, elf Elrond, cały czas patrzy mu na ręce.

Drużyna zaczyna realizować projekt

Po drodze spotyka ich wiele przygód. Najpierw pokierują się utopijną wizją pracownika fizycznego, który poprowadzi ich głęboko w kopalnie Morii. Tam stracą na chwilę z oczu menedżera, czyli Gandalfa. Poświęci on kilka tygodni na walkę z wyimaginowanym wrogiem – Balrogiem. Oczywiście zwycięży. W nagrodę ubierze biały garnitur.

Bonus, czyli jak powinien się skończyć Władca Pierścieni  (film, źródło: youtube)

Te traumatyczne przeżycia całej drużyny, będą wymagać odwiedzin u zakładowego psychologa biznesu, czyli Galadrieli. Ona powie to i owo, zrobi kanapki na drogę i karze pracować dalej.

Uda im się wyjść z kłopotów, ale będą musieli pozbyć się partnera z Gondoru, czyli Boromira, który najzwyczajniej w świecie będzie chciał przejąć projekt. Niestety polegnie. Po tym wydarzeniu Frodo stwierdzi, że z tą drużyną nie da się niczego zrobić, więc sam zacznie mozolnie dążyć do celu. Do pomocy weźmie sobie służalczego Niziołka Sama i zewnętrznego konsultanta – Golluma. Ten wcześniej miał styczność z przedmiotem projektu oraz zna rynek jak nikt inny.

W międzyczasie menedżer zajmie się innymi pilnymi sprawami, czyli pozyskiwaniem kontrahentów z Rohanu, entów, a także dokona wrogiego przejęcia Gondoru, na którego tronie osadzi Aragorna. Będzie potrzebował łapówki dla duchów, ale czyż nie jest to właśnie niewidzialna ręka rynku? Chwilę wcześniej pokona swojego dawnego przyjaciela – Sarumana, który od początku twierdził, że ten projekt jest idiotyczny i trzeba wychodzić naprzeciw innowacjom.

Działania maskujące pełen sukces

Gandalf, który pod koniec zauważy, że Frodo jednak ma szanse zrealizować projekt, dokona pozornych działań maskujących. Będą one wyglądały tak, by wszyscy myśleli, że bez niego, nigdy nie udałoby się osiągnąć celu. Machnie laską, krzyknie i namówi całą ekipę na wycieczkę pod drzwi konkurenta.

Frodo w końcu zniszczy pierścień i usunie w cień Golluma, który dosłownie wypalił się w trakcie realizacji projektu. Zatrudniony na umowie śmieciowej ostatecznie nie otrzyma zapłaty. Niemniej każdy będzie go miło wspominać.

Na koniec okaże się, że projekt można było zrealizować w godzinę. Menedżer miał w budżecie wystarczająco dużo zasobów, aby zapłacić specjalistom, czyli orłom, którzy mogli zrobić wszystko szybciej i lepiej. Ale po co ryzykować? Jak już wiadomo, że projekt jest zrealizowany, to można im zapłacić i na lewej fakturce podzielić się zyskiem. Czyli zatrudnić ich do tego, aby bohatersko uratowali Froda od zagrożeń, które już nie mają znaczenia.

Epickie przedsięwzięcie

Czyż nie jest to niegospodarność, nieodpowiedzialność i zwykły trolling? Nie to epickie przedsięwzięcie, na które trzeba wydać gigantyczny budżet na całą armię. A co z tego, że projekt będzie realizować amator? Menedżer będzie miał radochę i zrealizuje własne cele, czyli podniesienie autorytetu. Firma straci krocie. Potencjalny partner biznesowy zbankrutuje. Najlepsi odejdą z firmy, np. doświadczony Frodo ostatecznie uda się na emigrację do krain, gdzie nie ma takich problemów. Niestety, niekiedy pozornie trudne projekty czasami są bardzo proste w realizacji. Niektórzy menedżerowie celowo je utrudniają po to, by osiągać własne korzyści. Zatem lepiej unikać Gandalfów w biznesie.

Jarosław RybaJarosław RybaGandalf (manager), przez lata wiedział o istnieniu pierścienia (fuckupa) i nic z tym nie zrobił.Przypomniał sobie dopiero, gdy okazało się, że Sauron i Saruman (konkurencyjna firma) chcą podbić Śródziemie (opanować cały rynek). Nagle się obudził i zamiast samodzielnie zająć się problemem, ku czemu miał wszelkie zasoby i wiedzę, zaczął budować zespół, który za niego wykona całą brudną robotę, mimo że poświęcą na to 10 razy tyle czasu i energii, co on.Jak zwykle w takich przypadkach menedżer zaczął od znalezienia niedoświadczonego pracownika bez korporacyjnego instynktu samozachowawczego, który od ręki podjął się zadania (Frodo). Szef, jak to zwykle zresztą bywa, kazał nowicjuszowi szukać wsparcia u innych. Początkowo, bardziej doświadczeni pracownicy, nie chcieli brać udziału w projekcie z góry skazanym na porażkę. Dopiero, gdy podczas spotkania zespołu roboczego, Gandalf-manager, wygłosił motywującą gadkę-szmatkę, jeden po drugim, pod wpływem presji grupy, zgodzili się na „wsparcie” projektu.

W efekcie całe zasoby zespołu skierowane zostały do naprawiania dawnych błędów menedżera. To, że ostatecznie cały projekt zakończył się sukcesem, wynikło ze szczęśliwego splotu okoliczności i zaangażowania pracowników najniższego szczebla, którzy wykonali większość pracy, podczas gdy kierownicy i korpowyjadacze zajęci byli zabezpieczaniem własnych interesów. Większość chwały i tak spłynęła na menedżera – czarodzieja, którego zespół dokonał niemożliwego, a on sam dzięki temu awansował po drodze i dostał do dyspozycji pięknego, nowego, białego rumaka w leasingu.

Cała praca zespołu może i była epicka, ale zupełnie niepotrzebna. Bo gdyby czarodziej nie popełniał błędów w przeszłości, następnie nie zamiatał ich pod dywan, a w końcu nie szukał kogoś, kim może się wyręczyć, to sam rozwiązałby problem pierścienia w dzień. Tak to właśnie z reguły wygląda w korporacjach.

 

Władca Pierścieni to piękna trylogia. Arcydzieło literatury, które polecam przeczytać każdemu. Jednak wielu krytyków zarzuca Tolkienowi, że jego dzieło jest po prostu bez sensu. Ja się z tym nie do końca zgadzam. Patrząc na tę książkę z biznesowego punktu widzenia, dostrzegam w tym wielką mądrość autora, który po prostu lepiej znał życie i ludzi niż nam się wydaje.

Łukasz Piechowiak
Bankier.pl

Fanom trylogii polecam niekanoniczną książkę Kirilla Yeskova pt.: „Ostatni władca pierścieni”. Opisuje ona zdarzenia przedstawione przez Tolkiena, ale z punktu widzenia orków.

 

 

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak