Brak tolerancji między swoimi (KOMENTARZ)

Gdyby władzy udało się nagle za dotknięciem czarodziejskiej różdżki rozwiązać wszystkie bolączki społeczne i gospodarcze, to na pewno by się nie nudziła.

Brak tolerancji między swoimi (KOMENTARZ)


ZOBACZ WYJAŚNIENIA DOTYCZĄCE PONIŻSZEGO TEKSTU>>

Naprawdę trudno uniknąć wrażenia, że obecnej ekipie rządzącej najlepiej wychodzi stwarzanie problemów samej sobie. Na liście przebojów obciachów królowali przez weekend „frajerzy” ministra rolnictwa Marka Sawickiego, a po nim wskoczył na szczyt marszałek Radosław Sikorski. Stwierdził w publicznej wypowiedzi dla amerykańskiego portalu, że prezydent Władimir Putin już w 2008 r. mówił premierowi Donaldowi Tuskowi o wspólnym podziale Ukrainy. Rewelacje byłego ministra spraw zagranicznych mają się ponoć stać jednym z tematów środowego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego!

Tak się składa, że w lutym 2008 r. uczestniczyłem w wizycie Donalda Tuska w Moskwie i mogę odtworzyć każdą jej minutę. Przebiegała ona w bardzo specyficznej atmosferze, nasz premier był świeżutki i pojechał ocieplić lodowatą atmosferę dwustronną między Polską a Rosją. W siedzibie rządu, czyli w moskiewskim Białym Domu u ówczesnego premiera Wiktora Zubkowa, nasze flagi wyciągnięte do powitania z głębokiego dna magazynu były nie biało-czerwone, lecz jasnoróżowo-ciemnoróżowe, bo z wieloletniego braku powietrza kolory się po prostu poprzenikały — od poprzedniej takiej wizyty (jeszcze premiera Leszka Millera) upłynęło sześć długich lat.

Potem na Kremlu premier Donald Tusk spotkał się w cztery oczy (plus tłumacze) z prezydentem Władimirem Putinem. Notabene dwa miesiące później objął on na cztery lata szefostwo rosyjskiego rządu. Podkreślam tę kremlowską okoliczność, ponieważ zmieniający wyjaśnienia marszałek Radosław Sikorski w ostatniej wersji twierdził, że takiego spotkania… w ogóle nie było! Czy władca Kremla wtedy palnął wobec Donalda Tuska rubaszny żart o rozbiorze Ukrainy — całkiem prawdopodobne, to byłoby całkiem w jego stylu. W każdym razie po tamtym spotkaniu premier oczywiście nam o tym nie wspominał, a trudno domniemywać, czy opowiedział ministrowi Sikorskiemu.

Dla rozwoju sytuacji na szczytach władzy ważniejsze jest jednak inne wtorkowe wydarzenie. Oto po fatalnym potraktowaniu przez Radosława Sikorskiego mediów premier Ewa Kopacz na gorąco zagrzmiała: „Nie będę tolerować tego rodzaju zachowań, nie będę też tolerować takich standardów, które spróbował zaprezentować pan marszałek Sikorski”. Zwracam uwagę, że oto czwarta protokolarnie osoba w państwie nie będzie tolerowała zachowań drugiej! A na jakiejż to podstawie prawnej? Co najwyżej po linii partyjnej, bo w hierarchii Platformy Obywatelskiej premier stoi o oczko wyżej jako pierwsza wiceprzewodnicząca, gdy marszałek jest jednym z czterech zwyczajnych. W ćwierćwieczu III Rzeczypospolitej nie zdarzyła się sytuacja, by wewnątrz tej samej ekipy jeden dygnitarz tak ostro zbeształ publicznie drugiego. Widocznie narodziła się nowa świecka tradycja.

Zobacz co Jacek Zalewski pisał w komentarzu po wizycie premiera Donalda Tuska w Moskwie w lutym 2008 r. (kliknij w grafikę)

 

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski