Brexit a rynki

No i stało się. Kiedy przedwczoraj rano ogłaszany był wynik brytyjskiego referendum w sprawie wyjścia z Unii Europejskiej, przypomniał mi się widziany kilka lat temu rysunek Andrzeja Mleczko, na którym struchlały chłopiec ściska swojego przerażonego pieska, a górujący nad nim rodzice z dwójką innych dzieci pouczają z minami, które nie zdradzają dobrych zamiarów: „Demokracja polega na tym, synu, że jeżeli większość zdecydowała, że należy zjeść twojego Pikusia, to Pikuś będzie zjedzony”. Połowa Brytyjczyków zdecydowała o czymś, czego druga połowa nie chce albo się boi. Na dodatek podjęła tę decyzję na podstawie fałszywych przesłanek i myślę, że uświadomienie sobie tego jest kwestią czasu. Szkoda. Sądzę jednak, że Brytyjczycy sobie poradzą, co nie znaczy, że nie stracą. Niepewność dotyczy bardziej losów Unii – a zatem także Polski.

Rys. Andrzej Mleczko

Rys. Andrzej Mleczko

Potencjalne skutki dla polskiego rynku finansowego tego, co się wydarzyło wczoraj, można podzielić na krótko-, średnio- i długookresowe. Jak zawsze, im bardziej odległej przyszłości dotyczą przewidywania, tym więcej w nich spekulowania. Takie zdarzenia jak to wczorajsze w ekonomii nazywa się – co zrozumiałe – szokami. Pierwsza reakcja rynków jest adekwatna do tej nazwy – jest nerwowa, emocjonalna i silna. Obserwowaliśmy to wczoraj zarówno na rynkach walutowych, jak i papierów wartościowych, także w Polsce. Rano kurs franka poszybował do 4,23 zł, potem interwencja szwajcarskiego banku centralnego nieco go osłabiła. GPW w Warszawie przez cały dzień notowała spadki kursów akcji. Takie falowanie rynków zaraz po dotarciu na nie szokowego impulsu jest normalne, zwłaszcza w ultrakrótkim horyzoncie czasowym. Mamy weekend, przypuszczam więc, że nowy tydzień zaczniemy z kontynuacją rozchwiania, choć pewnie na nieco mniejszą skalę. Dla zrozumienia rynków kluczowe jest zwłaszcza jedno słowo: niepewność. A ta jest największa na samym początku. To ona sprawia, że kapitał gwałtowanie migruje do bezpiecznych przystani – a za takie uważa się waluty stabilnych gospodarek (frank i dolar) i złoto (drożało wczoraj w oczach). To, jak rynki będą się zachowywać dalej – zwłaszcza w średniookresowej perspektywie – zależy od tego, jak decyzje, które będą teraz zapadać, przełożą się na wspomnianą niepewność. Z punktu widzenia rynków najlepsze byłyby decyzje szybkie, i to bez względu na ich charakter. Dobre czy złe wieści – wiadomo jednak, jak się przegrupować i dalej robić swoje. Dlatego tak ważne jest sprawne uzgodnienie warunków rozstania. Ale tu się pojawia wiele znaków zapytania. Z jednej strony dla dobra Unii wskazana byłaby mocna odpowiedź odstraszająca ewentualnych naśladowców. Z drugiej, duże koszty wyjścia obciążające Wielką Brytanię z pewnością odbiłyby się na koniunkturze w jej gospodarce, co w zglobalizowanym świecie oznaczałoby z pewnością rykoszetowe pogorszenie sytuacji gospodarczej w okrojonej UE. Dla polskich rynków akurat to ma mniejsze znaczenie ze względu na małą skalę współpracy gospodarczej (poniżej 10%). Ważniejsze są dwie inne sprawy: po pierwsze, jak bardzo zmienią się ustalenia budżetowe skutkujące dopłatami dla Polski (UK to jeden z największych płatników netto), a po drugie, jakie będą decyzje dotyczące Polaków pracujących na Wyspach.

Jest też trzecia sprawa: sytuacja tzw. „frankowiczów”. Z podawanych w mediach prostych obliczeń wynika, że ustabilizowanie się kursu szwajcarskiej waluty na poziomie 4,15 zł doprowadziłoby do wzrostu miesięcznej raty kredytu w kwocie 300 000 zł zaciągniętego w 2008 r. o 75 zł. W przypadku kredytów walutowych znacznie bardziej dotkliwe jest jednak to, że nawet nieduże zmiany kursu mają znaczący wpływ na pozostający do zwrotu kapitał, który – mimo regularnych spłat – rośnie. Utrzymująca się, uporczywa niepewność co do losów Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej bez niej będzie wywierać presję na franka, który – nawet jeśli po wczorajszych ekscesach znów nieco potanieje – nie będzie miał powodu, by się istotnie osłabić i, bez interwencji państwa – co byłoby najlepsze – rozwiązać problem kilkuset tysięcy Polaków.

Andrzej Cwynar