CETA czyli droga przez mękę

Trudno znaleźć kogoś, kto zastanowił się nad skutkami umowy UE z Kanadą. Nietrudno – protestujących przeciwko jej zapisom.

fot. Łukasz Dejnarowicz, Forum

fot. Łukasz Dejnarowicz, Forum

Dziennikarz piszący od pięciu lat o branży spożywczej ma sprawdzoną bazę kontaktów. Gdy więc padł pomysł – seria tekstów o CETA, wydawało się, że znalezienie rozmówców, którzy znają ten dokument – przeczytali go i przemyśleli, nie będzie problemem. Okazało się to drogą przez mękę, nieporównywalną z żadnym wcześniejszym tematem.

Pierwsze oczywiste miejsce – jedna z czołowych firm zajmująca się obsługą sektora rolno-spożywczego. I co? Przyznają, że nie przeanalizowali CETA. Nie przeanalizowali dokumentu, który wpłynie na ich klientów.

Drugie oczywiste miejsce. Wnioski są, ale „niekompletne”. „wewnętrzne” i „musielibyśmy się jeszcze mocno zastanowić”.

Zatem telefon do eksperta tzw. niezależnego. Mówi, że temat zna głównie z haseł z demonstracji. Z tekstem się nie zapoznał.

W takim razie kolej na eksperta zależnego, związanego z polityką. Zbyt gorący politycznie temat właśnie z powodu demonstracji, żeby się wypowiadał, bo wyjaśnia, że zdanie ma pod prąd. Nie może go jednak w tej chwili wyrazić pod nazwiskiem.

Zatem kolejny wybór padł na przedstawicieli konkretnych segmentów branży spożywczej. Jeden (pytany o skutki umowy z Kanadą dla jego segmentu) zarzucił mnie szeregiem informacji o produktach ukraińskich zalewających polski rynek,  o TTIP i promocji polskiej żywności. Naprowadzany wielokrotnie na pytanie, ale co z CETA, nie odpowiedział. Inny sam zaczął opowiadać: „to nie do pomyślenia, że spożywcy, a więc osoby bezpośrednio zainteresowane szansami i zagrożeniami związane z CETĄ, nie wiedzą o tym dokumencie nic, nie wzięły go do ręki, powtarzają to, co usłyszeli na ulicy, a szereg takich właśnie rozmów odbyłem”. Czyli nie jestem w swoim odczuciu odosobniona.

CETA: Fakty i mity – pierwszy tekst z cyklu

 

Michalina Szczepanska
Michalina Szczepanska