Czego nie mówi KE i co dla Polski oznacza przyjęcie circular economy?

Krótkowzroczność polskiej polityki na rynku gospodarki odpadami, może kosztować nas znacznie więcej niż się spodziewamy.

Fot. Daniel Mroz / FORUM

UE wycofuje się ze spalarni zmieszanych odpadów i zakładów MBP, w które Polska inwestowała. System gospodarki odpadami oparty na spalaniu lub kompostowaniu zmieszanych odpadów komunalnych, będzie musiał ulec w Polce przeorganizowaniu, jeśli ma mieć sens i przynieść oczekiwane rezultaty. Dostrzeżenie przez KE błędnych rozwiązań i forsowanie wizji korzyści na temat circular economy, bez otwartej dyskusji o koniecznych i wynikających z niej wyrzeczeń, może mieć znaczący wpływ na obraz przedsiębiorczości i  gospodarki odpadami również w Polsce.

Komisja Europejska przyjęła 2 grudnia, ambitny pakiet dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym. W zakresie gospodarki odpadami celem jest wykorzystanie potencjału surowcowego odpadów, a nie pozbycie się ich przez spalenie lub składowanie. To co proponuje obecny minister energii jest wyraźnym sygnałem do odwrotu od dotychczas przyjętych rozwiązań. A co wskazuje KE? Następujące cele dla roku 2030 to:

– recykling/odzysk 65% odpadów komunalnych

– składowanie max. 10% odpadów komunalnych

Powyższe oznacza, że dominujące w naszym krajobrazie odpadowym zakłady mechaniczno-biologicznego przetwarzania lub spalarnie zmieszanych odpadów komunalnych, z dniem 2 grudnia 2015 roku, stały się oficjalnie technologią przestarzałą.

W oficjalnym komunikacie UE dotyczącym ogromnego projektu Circular Economy (Gospodarki w Obiegu Zamkniętym), w części dotyczącej gospodarki odpadami czytamy:

Str. 8, w ostatnim paragrafie:

„The way we collect and manage our waste can lead either to high rates of recycling and to valuable materials finding their way back into the economy, or to an inefficient system where most recyclable waste ends in landfills or is incinerated, with potentially harmful environmental impacts and significant economic losses.”

Sposób w jaki zbieramy i przetwarzamy nasze odpady, może prowadzić do wysokiego odzysku i zawrócenia cennych materiałów z powrotem do gospodarki, lub do nieefektywnych systemów, gdzie większość odpadów surowcowych kończy na składowiskach lub jest spalana, z potencjalnie negatywnym oddziaływaniem na środowisko i znacznymi stratami ekonomicznymi.

Dalej na str. 9:

„the creation of overcapacities in infrastructure to treat residual (including mixed) waste also poses major challenges”.

Tworzenie nadmiaru przepustowości instalacji do przetwarzania pozostałości (w tym odpadów zmieszanych) również staje się ogromnym wyzwaniem.

I na początku str. 10:

„This means that funding for (…) facilities for the treatment of residual waste, such as incineration or mechanical biological treatment, will be granted only in limited and well justified cases, where there is no risk of overcapacity and the objectives of the waste hierarchy are fully respected.”

To oznacza, że finansowanie (…) instalacji przetwarzania pozostałych odpadów [tu chodzi o zmieszane odpady lub frakcje podsitową], takie jak spalarnie lub mechaniczno-biologiczne przetwarzanie, będzie zapewniane tylko w ograniczonym i dobrze uzasadnionym przypadku, gdzie nie ma ryzyka nadmiaru przepustowości i gdzie cele hierarchii postępowania z odpadami są zachowane.

KE zdała sobie sprawę, że zakłady MBP i spalarnie, budowane w Polsce obecnie i w ostatnich latach, nie są w stanie wypełnić celów jakie UE stawia sobie na rok 2030. Dla nas, to potwierdzenie, że wyrzuciliśmy pieniądze na przestarzałą technologię L, która nie zapewnia wywiązania się z przyszłych celów i co więcej, będzie obciążeniem istniejących systemów zbiórki, bo będzie nas zmuszała do zbierania zmieszanych odpadów, a nie wprowadzania całkowitej segregacji obowiązującej wszystkich.

W perspektywie roku 2030 żadna z takich instalacji nie będzie w stanie realizować nowych celów wskazanych przez KE. Prognozowane jednak przez KE liczby oznaczają, że odzyskać będzie trzeba też frakcję organiczną!

To jest rewolucja. Trzeba będzie zmienić systemy zbiórki odpadów lub oprzeć się na technologiach pozwalających na wyodrębnienie i wykorzystanie frakcji organicznej. Te rozwiązania znajdują już szerokie zastosowanie w krajach Europy. Optymistyczne wyzwania i plany UE obarczone są kosztami i koniecznością rezygnacji z wielu przywilejów.

Jest więc wiele aspektów, które w komunikatach Komisji Europejskiej są konsekwentnie pomijane, a przecież postulowana wizja wcale nie wiąże się tylko i wyłącznie z korzyściami na jakich stara się skupić uwagę KE. Wdrażanie gospodarki o zamkniętym obiegu musi i spotka się z wielkimi oporami i trudnościami. To będzie trudna rzecz dla gospodarek wielu krajów, bo będzie wymagać olbrzymiego nakładu ludzkiej kreatywności, a ta niestety nie jest opłacalna. Innowacyjność wymaga nakładów, wymaga obierania działań wydłużających drogę do szybkich korzyści ekonomicznych. Strategiczna rola przypada w tym procesie aparatowi legislacyjnemu, którego zadaniem będzie takie konstruowanie przepisów, żeby inwestowanie w rozwój kreatywnych rozwiązań i ich poszukiwanie po prostu się opłacało. Oczywiście w niektórych krajach wdrożenie zasad circulary economy, może nigdy się nie powieść, bo będzie ciężko je tam wyegzekwować. Znamy przecież przykłady takich państw, które latami unikają realizowania unijnych zaleceń czy przyjmowanych ograniczeń. Komisja Europejska nie ma tu pomysłu na skuteczne działanie, dlatego też skupia się na kwestiach korzyści i przemilczaniu problemów wobec, których będziemy musieli stanąć. Wprowadzenie gospodarki o zamkniętym obiegu to decyzja rezygnacji z pewnych przywilejów, to zgoda na przyjęcie dodatkowych kosztów za zakup np. produktów droższych, bo produkowanych lokalnie z poszanowaniem środowiska. KE próbuje przemilczeć fakt, że nie wszędzie będzie przyzwolenie na zmianę wygodnych przyzwyczajeń i odrzucenie tańszych alternatyw, produkowanych bez względu na stan naszej planety i bez długoterminowej wizji jej ochrony. Czy Polska zdobędzie się na wybór tej trudnej drogi?

Jak na razie musimy zmienić kurs dotychczasowej polityki gospodarowania odpadami, a na to rodzi się nadzieja wraz z obietnicami resortu. Zapowiedź korekty ustawy o OZE i odejście od elektrowni wiatrowych na rzecz rozbudowy sieci biogazowni, zmienia dotychczasowy kurs. W porównaniu z innymi krajami Europy Środkowej jesteśmy daleko za Niemcami czy Czechami, gdzie tych instalacji łącznie jest blisko 3 tysiące. W Polsce w tej chwili prawie ich nie ma, a te które są znalazły się w bardzo trudnej sytuacji finansowej m.in. z powodu tzw. zielonych certyfikatów, których wartość na rynku drastycznie spadła.

Nastawienie się na budowę i inwestowanie w instalacje biogazowe będzie miało pozytywny oddźwięk dla rolnictwa i regulacji rynku zagospodarowania ponad 4 mln ton odpadków organicznych, produkowanych rocznie w Polsce. Mogłyby one zasilać biogazownie, które dostarczając energię elektryczną na rynki lokalne, stały by się systemowo bardziej pewnym zabezpieczeniem energetycznym dla całego kraju. Co więcej, z punktu widzenia finansowego, otrzymywałyby materiał za jaki płaci dostawca, a nie tak jak jest obecnie w przypadku biogazowni rolniczych – gdzie same muszą za niego płacić. Jakie będą realne zmiany – zobaczymy.

Miejmy nadzieję, że dzięki temu, tam gdzie można, projekty budowy w Polsce spalarni zmieszanych odpadów komunalnych zostaną wstrzymane.

 

Komentarz do informacji: „Komisja Europejska – Komunikat prasowy – Zamknięcie obiegu: Komisja przyjęła ambitny pakiet dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym, którego celem jest pobudzanie konkurencyjności, tworzenie miejsc pracy i wspieranie trwałego wzrostu gospodarczego”

Autor tekstu: Michał Paca – ekspert w dziedzinie gospodarki odpadami, autor bloga Sortowniaopinii.pl, prezes Ziemia Polska Sp. z o.o.

Michał Paca
Michał Paca