Czego nie wie i nie nauczył się w szkole polski maturzysta?

W liceum dowiemy się wszystkiego i niczego. Polski maturzysta musi wiedzieć jak interpretować dzieło literackie oraz kiedy była bitwa pod Mohaczem. Nauczy się pierwiastkować, dowie się czym jest zygota oraz pozna masę atomową węgla. Nie nauczy się jednak niczego o pieniądzach i gospodarce.

Posłowie od lat debatują nad koniecznością np. zwiększenia nacisku na edukację seksualną dzieci i młodzieży. Dyskusje o tym zwykle trafiają do wiadomości i na pierwsze strony gazet. Szkoda, że dużo mówi się o tym jak i z kim spać, a bardzo rzadko porusza się tematy o tym jak zarobić na łóżko. Nauka to potęgi klucz – wiedza o podatkach, ekonomii i procesach zachodzących w gospodarce powinna być nauczana w szkole z równą intensywnością co religia. O to kilka przykładów dlaczego.

Po pierwsze młody człowiek po maturze nie ma pojęcia jak się liczy wynagrodzenie. To nie żart. Wartość brutto określana jest mianem „tej z podatkiem” , ale mało kto wie ile ona wynosi. Wiedza odnośnie do poprawnego wyliczenia wynagrodzenia na rękę jest dla młodych Polaków wiedzą tajemną.

Przeciętny maturzysta nie zna różnicy pomiędzy umową o pracę, umową zlecenia lub umową o dzieło – nie wie, bo w szkole ich tego nie uczą. Nie zna swoich praw, nie wie ile płaci podatku i ile pieniędzy odkłada na emeryturę. Ale po co ma to wiedzieć – ważniejsze jest to, że umie pierwiastkować.

Maturzystów nie uczy się interpretacji podstawowych wskaźników makroekonomicznych, którymi codziennie bombardują go media wszelkiego rodzaju. Wie, że inflacja to wskaźnik odnoszący się do wzrostu cen, a dynamika PKB pokazuje, czy gospodarka się rozwija. Jednak czym spowodowany jest wzrost cen już się nie dowie. Dlatego nie wie, dlaczego bułka w sklepiku szkolnym na początku roku szkolnego kosztowała 2,5 zł, a po maturze jest już za 3 zł. Maturzysta nie będzie też potrafił odpowiedzieć na pytanie, czy wzrost PKB rzędu 3% to dużo czy mało oraz dlaczego akcyza na papierosy i alkohol jest tak wysoka.

Wskaźniki to jednak wyższa szkoła jazdy. Prawdziwa granda polega na tym, że młody człowiek nie wie co składa się na koszt kredytu. Nie wie nawet czym tak naprawdę jest kredyt i skąd się biorą pieniądze na jego pokrycie. Nikt w szkole nie wyjaśni młodemu człowiekowi, że zadłużenie ponad określony odsetek dochodów może go zrujnować finansowo. Nauczyciele nie tłumaczą na zajęciach dlaczego nie warto ufać firmom parabankowym, które oferują zysk bez ryzyka, itp.

Nie uczy się też podstaw prawa gospodarczego. To zabawne, że na fizyce wbija się do młodych głów prawa Newtona, a nie prowadzi się zajęć z prawa pracy – dlatego młody nie wie ile przysługuje mu urlopu, kiedy ma obowiązek słuchać pracodawcy oraz kiedy może mu odmówić wykonania pewnych czynności. Wie za to ile trenów napisał Kochanowski i dlaczego Lady Makbet to zła kobieta była.

W szkole trzeba uczyć podstaw dotyczących rzeczywistości gospodarczej, bo społeczeństwo, które wie jak pracować, jak płacić podatki i jak mądrze się zadłużać będzie też umiało mądrze wybierać rządzących. Oczywiście od lat w szkołach uczy się „przedsiębiorczości”, ale jest to przedmiot bagatelizowany – szkoda, bo Wokulski nie byłby Wokulskim, gdyby nie miał pieniędzy.

/Piechowiak

Łukasz Piechowiak
Łukasz Piechowiak