Dyskusja.biz

Czekamy na początek korekty?

W marcowym wpisie twierdziłem, że koniunktura na rynkach zależy od tego, co wymyśli Donald Trump, ale od tego czasu sporo się zmieniło. Przede wszystkim nikt nie wie, co tak naprawdę Trump wymyśli. W tym roku zrobił już woltę na wiele różnych tematów.

Okazuje się, że NATO już nie jest przestarzałe, Chiny już nie manipulują walutą (wręcz zanosi się na jakieś porozumienie handlowe USA-Chiny), federalna agencja eksportowa już nie jest niepotrzebna, wprowadzone w styczniu zamrożenie zatrudnienia w służbach federalnych zostało odwołane, obiecywany przed wyborami izolacjonizm USA już nie obowiązuje (atak na Syrię, straszenie Korei Północnej) i w końcu (ale to z pewnością nie koniec tych przewrotek): Trump już nie wyklucza powtórnej nominacji Janet Yellen.

I jak w takiej sytuacji można bazować na słowach człowieka, który jakże często mówi to, co mu ślina na język przyniesie? Poza tym robi takie pozoranckie ruchy jak na przykład „obalenie” Obamacare. Pozoranckie, bo przyjęcie większością dosłownie kilku (chyba pięciu) głosów zmieniającej ustawę Obamy własnej, republikańskiej wersji było tylko ruchem pozornym (świętowany przez Trumpa jak zwycięstwo). Oczywiste jest, że w Senacie ta ustawa polegnie (wielu Republikanów będzie przeciwko niej głosowało, a mają tylko 52 senatorów na 100).

Obiecane przez prezydenta zmiany podatkowe też zostały przedstawione w prześmieszny sposób na krótkiej konferencji prasowej. Szkoda nawet o nich w szczegółach pisać, bo Steven Mnuchin, sekretarz skarbu USA, z góry zapowiedział, że zostaną przyjęte po przygotowaniu przez fachowców do końca tego roku (wcześniej mówiono o lipcu). Daleko w lesie są ustawy umożliwiające zwiększenie zadłużenia USA po to, żeby wspomóc inwestowanie w infrastrukturę.

Pod co więc mają teraz grać rynki? Dymisja Jamesa Comeya, szefa FBI jest jednym z tych tematów. Po zbombardowaniu Syrii i zrzuceniu potężnej bomby w Afganistanie oraz wysłaniu armady w pobliże Korei Północnej (to też zresztą było prześmieszne, bo wpierw okręty popłynęły do … Australii) sondaże Trumpa nieco się poprawiły, ale teraz znowu nurkują i są bardzo bliskie minimów z początku kwietnia.

Sprawa Comeya dodatkowo je pogorszy, bo przecież gołym okiem widać, że Trumpowi chodziło o usunięcie szefa FBI, który nie chciał mu obiecać lojalności, a prowadził śledztwo w sprawie kontaktów administracji Trumpa z Rosjanami. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie z ostatniego spotkania prezydenta USA z ministrem Ławrowem i ambasadorem Kislakiem, żeby stwierdzić, że tak doskonałych nastrojów nie było podczas spotkań Trumpa z przywódcami Zachodu (nie mówiąc już nawet o braku podanie ręki kanclerz Merkel). Warto przeczytać to, co na ten temat napisała Anne Applebaum w „Gazecie Wyborczej” z 15. maja.

Prezydentowi w niczym nie pomoże usunięcie Comeya. Służby specjalne w USA to państwo w państwie i żaden prezydent tego świata nie opanował i nie opanuje. Trumpowi też się ta sztuka nie uda. Jeśli jego administracja ma trupa w szafie to media (już mocno w tej sprawie siedzą) w porozumieniu ze służbami i częścią Republikanów mogą doprowadzić do impeachmentu prezydenta.

Tylko czy jest się czego bać? Przecież prezydenturę objąłby Mike Pence (wiceprezydent), który jest zdecydowanie bardzie przewidywalny niż Donald Trump, a reformy podatkowe i wspieranie gospodarki też z pewnością by popierał. Nie ulega jednak wątpliwości, że rynki nie lubią niepewności, więc, gdyby sytuacja dla Trumpa się pogarszała to indeksy zaczęłyby spadać. Na razie należy tylko pilnie ten temat obserwować.

I chyba, jeśli chodzi o politykę, tylko ten, bo we Francji sytuacja wyklarowała się (chociaż nie do końca o czym niżej) zgodnie z oczekiwaniami, a po klęsce SPD w Nadrenii Północnej – Westfalii wydaje się prawie pewne, że w Niemczech po wrześniowym wyborach nadal będzie rządziła Angela Merkel. Pozostają Włochy, ale tym będziemy się martwili w przyszłym roku (zapewne koło maja).

Jeśli chodzi o Francję to zacytuję cześć swoich poglądów z wywiadu dla PAP (całość tutaj: http://www.bankier.pl/wiadomosc/Kuczynski-Zapowiedzi-Macrona-sa-dla-Polski-dosc-grozne-jesli-nie-bedziemy-chcieli-przyjac-euro-3691642.html ). Wygrana Macrona powoduje, że najprawdopodobniej UE będzie podążała w kierunku Europy dwóch prędkości. Ta pierwsza prędkość to będzie strefa euro, Macron chce, by miała ona osobny budżet. Mówi się też o harmonizacji bazy podatkowej (nie podatków, tylko ich podstawy). To dla Polski jest dość groźne, jeżeli nie będziemy chcieli przyjąć euro, a przecież wiemy, że nie ma żadnej szansy, żebyśmy nawet wspomnieli o takim scenariuszu.

Teraz najważniejsze są czerwcowe wybory parlamentarne we Francji, czyli „trzecia tura wyborów prezydenckich”. Nie wiadomo bowiem, jak sytuacja się rozwinie, bardzo dużo będzie zależało od głosowania parlamentarnego i wyniku ruchu La Republique en marche Macrona – czy on zdobędzie odpowiednią liczbę głosów, tak by prezydent mógł wprowadzać swoje zamierzenia w czyn. Można przekornie powiedzieć, że dla Polski byłoby lepiej, gdyby do końca nie udało się tego zrealizować.

Wiele czynników (politycznych) się wyjaśniło, ale pojawiły się nowe, a Trump-hossa straciła impet. Skoro tak to należy zachować olbrzymią ostrożność, gdyż tym razem powiedzenie „sell in May a and go away” (w maju sprzedaj i uciekaj) może się sprawdzić. Jeśli tak będzie to według mnie będzie jedynie korektą, a nie przejściem do bessy.