Czy liberał powinien wziąć 500 zł za dziecko?

Dotowanie niektórych rodziców na koszt podatników kwotą 22 mld zł rocznie budzi niechęć u zwolenników wolnego rynku i krytyków państwowej redystrybucji dochodów. Pojawia się tu osobisty dylemat: czy zgłosić się po pisowski zasiłek, czy też „honorowo” z niego zrezygnować.

500 zł

Zgodnie z zapowiedzią pani minister ds. rodziny zasiłek w kwocie 500 zł/m-c na niektóre dzieci wejdzie w życie 1 kwietnia (kapitalny termin!) 2016 roku (albo i nie wejdzie: link). Kasa ma przysługiwać za każde drugie i następne dziecko oraz za  pierworodnych, jeśli dochód (jaki dochód?) w rodzinie nie przekracza 800 zł na głowę (to próg o 53 zł niższy od minimum socjalnego dla 4-osobowej rodziny).

Rząd szacuje, że zasiłki trafią do 2,7 mln rodzin wychowujących 3,8 mln dzieci. Program „Rodzina 500+” ma kosztować 22-23 mld zł rocznie. O tyle zwiększą się wydatki państwa i o tyle samo będą musiały wzrosnąć podatki lub dług publiczny (czyli odroczone podatki). Rząd nie ma własnych pieniędzy – dysponuje tylko tymi, które najpierw odbierze obywatelom. Rządzący mówią wprost, że pieniądze na „500+” będą pochodzić od klientów banków, zakładów ubezpieczeń(podatek od kredytów i ubezpieczeń) oraz klientów sieci handlowych (podatek od sprzedaży).

Wziąć czy nie wziąć? Oto jest pytanie

O szkodliwości państwowej redystrybucji dochodów napisano już tyle, że oszczędzę Państwu tego tematu. Ale dla ludzi, którzy podzielają przekonanie o szkodliwości zabierania jednym i dawania innym, program „500+” rodzi poważne wątpliwości natury moralno-etycznej.

Czy mam pozostać w zgodzie ze swoimi przekonaniami i odmówić udziału w tej zinstytucjonalizowanej grabieży podatników? Czy powinienem przyczynić się do zwiększenia wydatków państwa, którym tak mocno się sprzeciwiam? A może schować poglądy do kieszeni wraz z kilkoma dodatkowymi tysiącami złotych rocznie?

Wbrew pozorom nie ma sprzeczności między przyjęciem nawet najbardziej szkodliwego zasiłku a poglądami wolnościowymi. Po pierwsze, zdecydowana większość Polaków i tak te pieniądze weźmie i Twoja odmowa nie będzie miała żadnego znaczenia. Po drugie, biorąc zasiłek na dziecko przyczynisz się do pogorszenia finansów państwa i przybliżysz plajtę socjalizmu. Zatem przyjmowanie zasiłków i dotacji jest czynem antysocjalistycznym i patriotycznym :-)

Co zrobić z pięcioma stówami?

Przyjęcie zapomogi to jedna sprawa. Drugą jest sposób rozdysponowania tych pieniędzy. Minister finansów byłby szczęśliwy, gdybyś owe 500 złotych wydał na wódkę, papierosy lub ewentualnie paliwo. W ten sposób większość pieniędzy wróciłaby do budżetu państwa. Gdybyś ograniczył się do konsumpcji „nieakcyzowej”, do kasy MF trafiłoby średnio 69 zł z każdych wydanych 500 zł (zakładając, że efektywna stawka VAT w Polsce wynosi 16%).

Choćby z tego powodu kasa z dopłat na dzieci nie powinna być przeznaczona na konsumpcję! Drugim argumentem na rzecz oszczędzenia i zainwestowania otrzymanej gotówki jest przypuszczenie (moim zdaniem graniczące z pewnością), że rząd w tej czy innej postaci sfinansuje ten wydatek z Twojego portfela. Ot, choćby poprzez nałożenie podatku od kredytów i ubezpieczeń (zwanego potocznie „bankowym”) lub opodatkowania handlu. W ostatecznym rozrachunku to my –klienci banków i sklepów – zapłacimy oba podatki.

Dlatego racjonalnym działaniem będzie potraktowanie pieniędzy z programu „500+” jako rezerwy na przyszły wzrost podatków konieczny do sfinansowania tego socjalistycznego rozdawnictwa. Nie oznacza to, że kasę od rządu należy schować w materacu. Pieniądz lubi (i powinien) pracować na odsetki. Co prawda o sensowny procent w obecnych czasach jest trudno, ale coś jeszcze da się znaleźć.

Pierwsze rozwiązanie jest wyjątkowo perfidne. Za otrzymane pieniądze co miesiąc kupujemy obligacje Skarbu Państwa, który z tego tytułu wypłaci nam odsetki – w ten sposób zarobimy na rozrzutności rządu. Obecnie detaliczne papiery skarbowe płacą niewiele – od 2% do 2,5% – ale to i tak więcej niż większość lokat bankowych. Rozwiązanie to ma kilka zalet: jest proste (obligacje o nominale 100 zł kupujemy przez internet lub za pośrednictwem PKO BP), wygodne i stosunkowo bezpieczne.

Drugą opcją jest zakup akcji spółek dywidendowych, być może przy pomocy IKE (choć osobiście jestem sceptycznie nastawiony do wszelkich oszczędności pozostających w zasięgu lepkich palców państwa), które pozwala uniknąć podatku Belki. To jednak opcja nieco bardziej ryzykowna, czasochłonna i wymagająca pewnego rozeznania i wiedzy z zakresu rynku kapitałowego.

Trzecią możliwością jest zakup złota inwestycyjnego traktowanego jako długoterminowa lokata kapitału i ubezpieczenie na wypadek przyszłych szaleństw rządu (podatków, inflacji, wojny, wywłaszczeń itp. itd.). To opcja skrajnie defensywna, żeby nie rzec desperacka. Ale ma jedną niepodważalną zaletą: wydany pieniądz raz na zawsze znika z rządowych radarów i (póki co) jest nie do wytropienia dla aparatu skarbowego. A to może się okazać niebagatelną zaletą w czasach szalejącego fiskalizmu.

Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany