Czym się różni LOT od sześciolatka

Po trzech miesiącach od wyborów wszystkie ważniejsze spółki skarbu państwa mają nowe zarządy. Także LOT. Oczywiście były konkurs, zgłoszenia, rozmowy z kandydatami. Wszystko odbyło się po staremu. Łącznie z tym, że rada miała upatrzonych kandydatów na prezesa i członka zarządu ds. operacyjnych. Byli to prokurenci powołani przez nią na pierwszym spotkaniu. Jeden związany z PiS, a drugi – prawnik. I wtedy rada podziękowała Marcinowi Celejewskiemu i ostatniej przedstawicielce zarządu ze starej ekipy, których początkowo oszczędził. Czy MSP rozważało opcję, by zostawić te dwie osoby w zarządzie?

Wierzyłam, że tak. Marcin Celejewski nie poleciał pierwszym rejsowym samolotem do Tokio, bo miał spotkanie w ministerstwie. Czy przedstawiał w MSP swój pomysł na LOT? Mówił, że nadzieją dla linii jest partner kapitałowy, który zapewni pieniądze na flotę. LOT potrzebuje więcej samolotów dalekiego zasięgu, np. dreamlinerów i większych od 70-miejscowych embraerów samolotów średniego zasięgu – boeingów lub airbusów z 200 miejscami. Może Marcin Celejewski już znalazł partnera dla LOT-u? Partner finansowy to pomysł po linii obecnego rządu, który w życiu by się nie zgodził na sprzedaż pakietu akcji zagranicznemu inwestorowi. Amerykański Indigo Partners, udziałowiec Wizz Aira, wciąż podobno czeka. Nie wiem, na co. Przedstawiciele rządu mówią wyraźnie: nie oddadzą kontroli nad narodowym przewoźnikiem. Czyli można zapomnieć o planie poprzedniej ekipy, która zmieniła ustawę o LOT i umożliwiła sprzedaż większościowych udziałów przez skarb państwa.

Marcin Celejewski wspominał o zagranicznych partnerach. Rząd myśli raczej o państwowych spółkach. Czyli powrót do przeszłości, bo już kiedyś Towarzystwo Finansowe Silesia miało pakiet spółki, w 2014 r. wykupiony przymusowo przez skarb państwa. Tylko pamiętajmy – po 2012 r., gdy Komisja Europejska uznała kolejne dofinansowanie za pomoc publiczną – LOT musi być trwale rentowny i przez 10 lat nie może dostać kolejnej zapomogi. Oczywiście prawnicy znajdą sposób, żeby wytłumaczyć Brukseli, dlaczego pakiet LOT-u świetnie pasuje do strategii np. KGHM albo PZU. Przecież członkowie zarządu KGHM uskarżali się na długie podróże do Chile, z dwiema przesiadkami. Spółka potrzebuje linii lotniczej, żeby czarterować samoloty na podróże. KGHM miał pociągnąć do Chile kolejne polskie spółki, więc nawet i dreamlinera dałoby się pewnie zapełnić raz na jakiś czas misjami gospodarczymi. Albo PZU uzna, że konieczne są linie lotnicze, które wywiozą Polaków w różne egzotyczne zakątki świata, ale w pakiecie wiązanym bilet plus ubezpieczenie w polskiej firmie. Przy okazji muszę pochwalić PZU, naprawdę super obsługa. Gdy na Sycylii meduza poparzyła mi dziecko i rany słabo się goiły, zadzwoniłam na infolinię i pani umówiła lekarza, a potem na podstawie recepty i rachunku dostałam zwrot za lekarstwa.

Wierzę w prawników, ale trochę mnie przeraża brak konsekwencji, długofalowej polityki, zmiany planów przy każdej zmianie ministra skarbu. LOT poniósł w zeszłym roku stratę, a miał być trwale rentowny. Jak szybko nowy zarząd znajdzie finansowanie na nową flotę? Jak szybko ta flota zacznie pracować na spółkę? Jasne, można wszystko wywrócić do góry nogami. Świetnie to widać w szkołach, gdzie dzieci w klasach 1-3, jeśli zaczęły naukę jako sześciolatki, mogą zostać rok w tej samej klasie, wystarczy napisać podanie do dyrektora. Nikt nie wie, co robić. Zostawić, niech walczy, czy przytrzymać rok, bo przecież będzie mu łatwiej. Mama z klasy mojej córki rozważa, czy nie zostawić syna, bo „dostaje 4+”. Nie wiadomo, co się stanie, bo jak większość rodziców zostawi dzieci na drugi rok, to klasa zrobi się za mała, będzie łączenie, zmiana nauczyciela i kolegów. Chaos totalny. Tyle, że dzieci, na których kolejne rządy robią eksperymenty, przeżyją. LOT – niekoniecznie.

Małgorzata Grzegorczyk
Małgorzata Grzegorczyk