Decydujący okres dla GPW

Tym razem nie chodzi o notowania akcji, kondycję indeksów, czy perspektywy rynkowej koniunktury. Wiele wskazuje na to, że najbliższe miesiące mogą okazać się przełomowe w kwestii miejsca warszawskiej giełdy w gospodarczej układance. Przykro patrzeć, że do tej kwestii powracać trzeba w roku, w którym GPW obchodziła 25-lecie swego istnienia. Przykro z tego powodu, że w ostatnich latach rolę instytucji, którą wcześniej wielokrotnie się szczycono, zaczęto deprecjonować, wykorzystując do doraźnych celów. Mowa oczywiście o rozmontowywaniu otwartych funduszy emerytalnych w celu ratowania finansów państwa. Choć w konstrukcji drugiego filara nie uniknięto błędów i niekonsekwencji, w wyniku czego podjęto decyzję o jego marginalizacji, nie było konieczne używanie krzywdzącej dla giełdy, rozumianej jako ważny element systemu gospodarczego, argumentacji przedstawiającej ją jako bezproduktywny twór, służący głównie spekulantom i jałowemu przepływowi kapitału z rąk do rąk, szkodzący w dodatku obywatelom, narażając ich oszczędności na straty.

WARSZAWA GPW INDEKS WIG SALA NOTOWAN GLOWNY PARKIET 23/06/2014 FOT MAREK WISNIEWSKI CYFRA

W ciągu kilku lat marzenia i plany o Warszawie jako centrum finansowym Europy Środkowo-Wschodniej, mającym szansę konsolidować giełdy sąsiadujących państw i skutecznie konkurować choćby z Wiedniem, zostały nie tylko zapomniane, ale zniweczone. Kolejne, coraz częściej zmieniające się władze giełdy, tworzyły kolejne ambitne strategie, których nikt z rządowych decydentów nie traktował poważnie i nie miał zamiaru realnie wspierać. Najnowszy przykład to opracowana zaledwie kilka miesięcy temu strategia na lata 2017-2021, która najprawdopodobniej zostanie pogrzebana wraz ze zmianami zarządu GPW.

Obecnie giełda stoi przed kilkoma zagrożeniami i jedną, jedyną właściwie szansą. Zagrożenia wiążą się z planami rekonstrukcji systemu emerytalnego, czyli w praktyce dokończeniem procesu likwidacji OFE, instrumentalnym traktowaniem przez rządową administrację spółek, w których państwo ma znaczące udziały, oraz próbami marginalizacji roli pozostałych akcjonariuszy i lekceważenia ładu korporacyjnego, a więc z działaniami zniechęcającymi inwestorów do angażowania swojego kapitału na warszawskim parkiecie. Jedyną szansą jest wmontowanie giełdy w ambitne plany odpowiedzialnego rozwoju i budowy kapitału, prezentowane przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Tyle tylko, że na razie wszystko pozostaje w fazie deklaracji i slajdów. Wciąż nie wiadomo, jak odbywać się będzie „bilansowanie” czynników grożących destrukcją z tymi, które miałyby dać rynkowi kapitałowemu i giełdzie silny impuls rozwojowy, korzystny także dla gospodarki. Wszystko powinno rozstrzygnąć się w ciągu kilku miesięcy. W pierwszym kwartale ma bowiem zostać przesądzona kwestia funduszy emerytalnych, co do której zamiary poszczególnych rządowych agend nie są jednoznaczne i jasne. Wówczas także powinna nadejść kolej na zdefiniowanie roli giełdy w planach resortu rozwoju. Choć ten etap jest niezwykle ważny, to jednak nie mniej istotny będzie sposób realizacji zadań przez GPW.

W związku z tym, nasuwają się dwie refleksje. Z najnowszej edycji opracowywanego przez Bank of America Merrill Lynch rankingu gospodarek wschodzących wynika, że Polska znajduje się w tym gronie na nienajgorszej szóstej pozycji, wyprzedzając tak duże kraje, posiadające dobrze postrzegane przez inwestorów giełdy, jak choćby Brazylia i Turcja. To niewątpliwie jeśli nie bezdyskusyjny atut, to z pewnością dobry punkt wyjścia. Ważne, by go wykorzystać, a nie zaprzepaścić. Druga refleksja wiąże się z modelem funkcjonowania giełdy i rynku kapitałowego, wynikająca z obserwacji tego, co dzieje się w Chinach i w Japonii. Warto sobie przypomnieć potężne zawirowania na giełdzie w Szanghaju, trwające od jesieni 2014 r. do pierwszych miesięcy obecnego roku. Spowodowane były one w dużej mierze przez zmiany modelu działania chińskiego rynku kapitałowego, a ich łagodzenie odbywało się typowymi dla tego kraju metodami administracyjnymi, a więc nakazami i zakazami oraz narzuceniem doraźnych regulacji handlu. Japonia z kolei to przykład stymulowania gospodarki z wykorzystaniem rozwiniętego rynku kapitałowego. Efektem ubocznym jest dokonywana w wyniku skupowania przez Bank Japonii akcji, postępująca nacjonalizacja już ponad jednej trzeciej spółek notowanych na tokijskim parkiecie.

Zastosowanie wzorca chińskiego lub japońskiego, choć może być dla decydentów kuszące, awansu w rankingu raczej nam nie zapewni. Można mieć nadzieję, że nowy prezes warszawskiej giełdy będzie w stanie przekonać ich, że warto iść inną drogą.

Dariusz Krawczyk
Dariusz Krawczyk