Dlaczego niemiecki fryzjer zarabia cztery razy więcej od polskiego?

Dopóki kraj stawia na podwykonawców, a nie innowatorów, zarobki fryzjerów nie będą wysokie. Niemcy to rozumieją, dlaczego nie my? 

„To Niemcy powinny wyjść ze strefy euro” | Dyskusja.biz

Parę dni temu słuchałem podcastów Radia Tokfm z 23.06.2016, audycja EKG – „Czy Brexit uderzy w polską gospodarkę? Barbara Nowakowska, prof. Krzysztof Kalicki i dr Piotr Maszczyk” (tokfm – od około 30 minuty – można posłuchać podcastów na stronie).

Dziwię się tzw. „ekspertom” zapraszanym do tego typu audycji. Bardzo często są oderwani zupełnie od rzeczywistości. Jeżdżą swoimi drogimi limuzynami do swoich luksusowych apartamentów. A o realnej gospodarce wiedzą tyle co ktoś im powiedział przy piwie…

Ich wypowiedzi są bardzo populistyczne, idealistyczne. Takich populistów nie chcę słuchać.

W programie padło stwierdzenie, że skoro niemiecki fryzjer bierze więcej, to niech nasz też tyle bierze i wszystkim będzie się żyło lepiej (odnośnie podnoszenia płacy minimalnej). Gdyby to było takie proste to może podnieśmy pensje do 5 tys. netto od razu i oszukamy cały system? Przecież to takie proste! A może jednak nie.

Problem, którego państwo nie rozumiecie, jest taki:

Państwo niemieckie wspiera firmy technologiczne które sprzedają na cały świat – z tego mają pieniądze wysokiej klasy specjaliści – inżynierowie, naukowcy medycy, konstruktorzy itp. – jeśli tacy ludzie dużo zarabiają, bo firma sprzedaje usługi (drogie) w świat lub lokalnie, ale o dużej wartości, to potem taki pracownik może temu fryzjerowi więcej zapłacić – bo ma z czego i parę euro w tą czy w tamtą nie gra roli.

Kupuje też produkty lepszej jakości dla siebie, bo go stać. Takie produkty mają większe marże itd.. koło się zamyka.

Nie chodzi o to, że wydajność niemieckiego fryzjera jest większa, bo nie jest – chodzi o to, że cała gospodarka jest wydajniejsza. Bo stawia się na rozwój drogich i skomplikowanych produktów, które dużo kosztują.

Takie szybkie przykłady polskiego i niemieckiego myślenia:

Polska broni polskiego transportu w Europie, aby ceny były niższe, a kierowcy zarabiali mniej i byli konkurencyjni (produkt niskomarżowy).
Niemcy bronią i wspierają swój przemysł, aby więcej zarabiać (produkt wysokomarżowy).

Kiedyś może Polacy zaleją Europę polskimi tirami z polskimi naczepami firmy Wielton i zmonopolizujemy rynek. Wtedy niemieccy inżynierowie wprowadzą autopilota i cała przewaga Polski w tej branży zniknie, przestanie istnieć. Autopilot nie strajkuje, nie marudzi, nie spóźnia się. Może się zepsuć, ale do obsługi całej floty autopilotów wystarczy pewnie 1 osoba zamiast iluś tam kierowców. I taka osoba zarobi kilka razy więcej niż ten kierowca, a firmie też to się opłaci, bo zamiast zatrudniać 50 kierowców zatrudni 1 inżyniera. I ten inżynier będzie miał 15 euro, żeby zapłacić za fryzjera… Wtedy fryzjer też zarabia. Firma pewnie i tak zatrudni kilku kierowców na wypadek, gdyby coś się zepsuło – zamiast 100, i tym kilku pewnie więcej zapłaci, bo ma z czego. Wysokie zarobki z czegoś wynikają. Nie da się ich zadekretować. Jeśli wprowadzimy wyższą płacę minimalną w najbliższym czasie to firmy zainwestują w maszyny, aby było taniej. Coś za coś.

Dlaczego to w Polsce nie powstają najnowsze technologie? Dlaczego zawsze jesteśmy podwykonawcą? Dlaczego politycy kłócą się o trybunały i inne rzeczy zamiast wspierać innowacje i dać ludziom pracę wysoko wartościową z dużymi pensjami?

Które podejście jest lepsze? Bronienie kierowców czy wspieranie przemysłu i IT? Kto zarabia więcej i wpływa na rozwój całego kraju?

Na marginesie – w Norymberdze jeździ już autonomiczne metro. Jechałem nim. Działa. Czas kierowców się kończy – czy ktoś tego chce, czy nie.

Automat do strzyżenia też jestem w stanie sobie wyobrazić.

 

Tomas Roros