Dlaczego w UK jest lepiej?

Jeszcze na długo przed referendum ws. Brexitu premier Beata Szydło zapewniała podczas wizyty w Londynie, że „możemy liczyć” na rząd PiS. Zaraz po referendum pałeczkę w nakłanianiu nas do powrotu przejął minister Morawiecki, który na antenie BBC Radio 4  przekonywał, że po Brexicie do Polski wróci nawet kilkaset tysięcy Polaków oraz że Warszawa będzie w stanie przejąć z londyńskiego City usługi z zakresu middle-office i back-office.

Moyan Brenn (CC BY 2.0) , via Flickr

Zapał wicepremiera trochę jednak opadł, gdyż w styczniu, w wywiadzie dla telewizji Sky News, Morawiecki nie posługiwał się już pewnikami, tylko uciekł się do prośby. – Wszystkie młode rodziny z dziećmi proszę: wróćcie do nas. To będzie dobre dla Polski, a niekoniecznie złe dla Wielkiej Brytanii – zaapelował wtedy minister, i niech każdy już sam sobie odpowie, co o tym myśleć. Fakty są jednak bolesne – apele „możecie na nas liczyć”, „wracajcie, Polska przyjmie was z otwartymi ramionami” czy „młode rodziny z dziećmi proszę: wróćcie!” nie robią na brytyjskiej Polonii żadnego wrażenia. Prośby te, jeśli w ogóle zauważone przez Polaków (żyjących przecież na Wyspach zupełnie innymi sprawami), po jednych spływają, innych irytują, a innych jeszcze zwyczajnie śmieszą.

Bo prawda jest taka, że brytyjska Polonia nie widzi najmniejszego powodu, aby wracać do Polski. Patriotyczne uczucia, choć u wielu szczere i żarliwe, przegrywają zwyczajnie ze zdrowym rozsądkiem. Polakom w UK żyje się po prostu o niebo lepiej niż w Polsce – dobre zarobki, pewność jutra, pomoc socjalna, a także możliwość rozwijania swoich pasji (bez drżenia o to, czy starczy nam na życie do pierwszego), to luksus przysługujący w Polsce tylko nielicznym. Oczywiście, gdy spojrzeć na przygotowaną przez ministra Morawieckiego „Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, znaną jako „plan Morawieckiego”, to można w niej znaleźć wiele obiecujących elementów. Rząd  przewiduje m.in. że w najbliższym czasie rosnąć będą pensje i  zwiększy się liczba tanich mieszkań na wynajem, a dodatkowo że państwo zapewni też długofalową opiekę senioralną i zagwarantuje rodzinom wielodzietnym, iż nie dotknie ich ubóstwo (przede wszystkim poprzez kontynuowanie programu 500+).

„Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” pozostaje jednak w większości w sferze czczych obietnic. Program 500 + jest co prawda realizowany i od blisko roku znacząco odciąża domowe budżety, ale jest on jak na razie zbyt małym wabikiem, żeby ściągnąć do Polski tysiące rodzin mieszkających na co dzień w UK. Inne cele programu rozpisane są natomiast na lata, bo w Polsce dopiero ma być lepiej, a w Wielkiej Brytanii dobrze (jeśli nie bardzo dobrze) jest już teraz. Odwołam się do kilku przykładów. Na Wyspach zarabiamy dziś minimum 7,20 funtów na godzinę, a od 1 kwietnia stawka ta wzrośnie do 7,50 funtów. Oznacza to, że, w przeliczeniu na złotówki, od kwietnia żaden (nawet niewykwalifikowany) pracownik nie zarobi w UK mniej niż 38 zł na godzinę, a często zarabia znacznie więcej. Tymczasem w Polsce minimalna stawka godzinowa na umowie zleceniu wynosi od 1 stycznia 2017 r. 12 zł brutto. To ponad 3 razy mniej! Poza tym przypomnę, że w Wielkiej Brytanii pracownicy z najniższymi zarobkami (które na polskie realia i tak są wysokie) nie płacą podatku dochodowego, ponieważ kwota wolna od podatku wynosi tu 11 000 funtów (od 6 kwietnia wzrośnie do 11500 funtów). W przeliczeniu na złotówki osoby zarabiające do 60 000 rocznie nie płacą podatku. Dotyczy też osób prowadzących działalność gospodarczą, które nie muszą martwić się podatkiem czy ZUS nieadekwatnym do zarobków. Kwota wolna w Polsce (od 1 stycznia 2017 r. jest to 6600 zł, ale jest ona degresywna), wygląda  w porównaniu z kwotą wolną w UK po prostu… śmiesznie.

Trudno sobie też wyobrazić, żeby o powrocie do Polski myśleli polscy przedsiębiorcy działający na Wyspach. Wystarczy pobieżny rzut oka na wykaz udogodnień dla firm w UK, żeby stwierdzić, że klimat do prowadzenia biznesu w Zjednoczonym Królestwie jest nieporównywalnie bardziej zachęcający niż nad Wisłą. Bo nie chodzi tu tylko o wysoką kwotę wolną od podatku, ale też o niskie stawki podatku VAT (kolejno 20 proc., 5 proc. i 0 proc.), atrakcyjne, progresywne stawki składek na ubezpieczenie społeczne i niski stopień biurokracji. Dla wielu Polaków, szczególnie tych, którzy prowadzili biznes w Polsce i mieli do czynienia z polskimi urzędami, ogromnie ważne jest także przyjazne nastawienie urzędników brytyjskich do przedsiębiorców. W przeciwieństwie do pracowników polskich  urzędów skarbowych czy ZUS, brytyjscy urzędnicy chętnie służą pomocą, zaś w kwestiach spornych zawsze zakładają dobrą wolę przedsiębiorcy.

Choć, powiedzmy sobie szczerze, Polacy nie chcą wracać z Wielkiej Brytanii do Polski nie tylko z uwagi na znacznie atrakcyjniejsze na Wyspach warunki finansowe. Zjednoczone Królestwo to po prostu pod wieloma względami o wiele bardziej przyjazny kraj do życia. Jeśli zapytać Polaków, co najbardziej cenią sobie na Wyspach, odpowiedzą pewnie jednym tchem: że czują się na Wyspach potrzebni, że mają szerokie możliwości rozwoju i edukacji (często w ramach darmowych kursów), że w razie utraty pracy mogą liczyć na realną pomoc od państwa, że stać ich na odrobinę luksusu (jest to rzecz nie do pomyślenia dla większości Polaków żyjących nad Wisłą) czy wreszcie że nie są tu ciągle oceniani, bo nikogo w Wielkiej Brytanii nie dziwą ekstrawaganckie stroje lub chińszczyzna zamiast niedzielnego obiadu z kotletem schabowym.

Oczywiście, na tym atrakcyjność Wielkiej Brytanii się nie kończy, ale każdy ma swoją indywidualną listę pozytywów z życia w UK. Dla mnie osobiście najważniejsze jest to, że wszystkie urzędowe sprawy mogę tu załatwić przez telefon albo przez internet. Jako przedsiębiorca i właściciel firmy księgowej nie muszę nieustannie śledzić zmian dokonywanych w prawie, a tym bardziej nie ryzykuję więzieniem prowadząc swój biznes! A także, że mój samochód ma jeden dożywotni numer rejestracyjny, który przechodził przy sprzedaży auta z właściciela na właściciela… Tylko i aż tyle!

Agnieszka Moryc
Agnieszka Moryc