Drenaż mózgów wysysa specjalistów z Polski. Znajdźmy ich za granicą

Tylko w ciągu pierwszego miesiąca 2016 roku media pisały, że z eksodusem specjalistów ze swojego kraju mierzą się m.in. Grecja, Hiszpania, Rosja czy Indie. Powodem są niestabilne gospodarki, wysokie bezrobocie i ogólnie marne perspektywy rozwoju dla najambitniejszych. Tam, dokąd trafiają, wiodą ich otwarte rynki, lepszy klimat dla innowacji i przemyślane zachęty w ramach polityki imigracyjnej, której głównym celem jest przyciąganie – wręcz wyssanie – najlepszych i najzdolniejszych obywateli z innych państw. Czy w efekcie mamy do czynienia z wymianą mózgów, czy ich marnotrawstwem, to inna sprawa. Póki co, sen z powiek spędza wielu krajom sama ich ucieczka.

drenaz_mozgow_miniatura

Z odpływem specjalistów i ich know-how mamy do czynienia również w Polsce. „Nie chcemy dalszego drenażu mózgów, ale pozyskiwania technologii do nas” – mówił w styczniu szef resortu rozwoju Mateusz Morawiecki, nie pozostawiając pola do domysłów tym, którzy uważają mówienie o drenażu mózgów z Polski za przesadę. Ze znacznym i trudnym do zlekceważenia odpływem wysoko wykwalifikowanych specjalistów mieliśmy do czynienia w latach 80. minionego stulecia. Według szacunków prof. Marka Okólskiego, emigracja specjalistów była wtedy „tak znaczna, że liczba odpływających każdego roku osób należących do tej kategorii (około 15 000) była w przybliżeniu równa jednej czwartej rocznika absolwentów wszystkich wyższych uczelni”. Krajem o wyraźnej nadreprezentacji Polaków z wykształceniem wyższym jest m.in. Szwecja – to tam osiedliło się wielu polskich lekarzy czy naukowców. Zupełnie nową erę mobilności zawodowej otworzyła akcesja Polski do Unii Europejskiej.

Globalne migracje zdolnych

W skali globalnej zjawisko migracji specjalistów nie zwalnia, a tempo postępu niektórzy widzą gołym okiem. Według Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju liczba wysoko wykwalifikowanych migrantów wzrosła z 16,4 mln w 1990 roku do 26,2 mln osób w roku 2000. W ciągu kolejnej dekady zjawisko postępowało w tempie ok. 4% rocznie (dane oparto na statystykach dotyczących Stanów Zjednoczonych – kraju, do którego trafiło ok. 40% wykształconych emigrantów poszukujących lepszych możliwości rozwoju zawodowego i naukowego).

Socjologowie są pewni, a trudno im się dziwić, że drenaż mózgów będzie postępował, tak samo jak postępowała będzie globalizacja. Sprzyjać mają temu m.in. utrzymujący się dystans pomiędzy zarobkami profesjonalistów w gospodarkach rozwiniętych a rozwijających się, zmiany demograficzne – w tym starzenie się społeczeństw – czy obniżający się koszt przemieszczania się.

Nie zatrzymasz wszystkich – zatrzymaj choćby najlepszych

Takie determinanty nie wróżą dobrze tym, którzy chcieliby zawracać kijem Wisłę. Do spowolnienia, nie mówiąc już o niemożliwym całkowitym zatrzymaniu drenażu mózgów potrzeba usystematyzowanego planu działania, obejmującego zmiany w obszarze szkolnictwa wyższego, świata nauki i prywatnego biznesu. To konieczność polepszenia jakości kształcenia wyższego, inwestycji w ośrodki badawcze, kooperatyw naukowców i przedsiębiorców. To gwarancja zarobków adekwatnych do doświadczenia i umiejętności wysokiej klasy specjalistów i konkurencyjne warunki rozwoju zawodowego. To wreszcie pilna potrzeba ułożenia polityki migracyjnej na nowo.

Wierząc w niedawne zapewnienia rządu, jesteśmy właśnie u progu zmian i działań podobnych do tych jak opisane wyżej, mających na celu powstrzymanie odpływu wykształconych za granicę. „Musimy wyrwać się z pułapki średniego rozwoju”, mówił minister Mateusz Morawiecki w dniu prezentacji nowo powołanej rady ds. innowacyjności. Głośno zapowiadane działania nieprzypadkowo wpisują się w rekomendacje badaczy zjawiska drenażu mózgów. Obiecano nam wzrost wydatków na działalność B+R, zachęty dla przedsiębiorców i naukowców, skoordynowany mechanizm wsparcia finansowego dla innowacyjnych projektów, wpływ na politykę zamówień publicznych, wreszcie zmiany w prawie mające przyspieszyć i ułatwić nowe, obiecujące przedsięwzięcia.

Plan jest ambitny, oby jednak – gdy poznamy jego szczegóły (czyli na studniówkę obecnego rządu) – nie okazał się naiwny. Uprzedźmy fakty: nie potrzeba górnolotnych obietnic powstrzymania drenażu mózgów. To byłby plan z góry spisany na straty. Nie ma potrzeby powstrzymać wyjeżdżających od wyjazdu i zawrócić wszystkich tych, którzy są już gdzie indziej. Idzie przede wszystkim o zatrzymanie najlepszych, którzy wyjeżdżać nie chcą, ale wydaje się im, że muszą (znam takie historie).

Sprawa druga: śniegowa kula drenażu mózgów już dawno ruszyła. Trudno będzie ją zatrzymać, o wiele prościej – zlokalizować, nie spuszczać z oczu i pozwolić jej rosnąć w kontrolowany sposób. A gdyby tak, zamiast zawracać Polaków na siłę, korzystać z ich wiedzy i doświadczenia, podczas gdy są tam? Dostępne dziś technologie dają szansę na sprawną komunikację i efektywną transgraniczną współpracę, na korzystanie z know-how rodaków rozwijających się zawodowo i naukowo za granicą. Nie wymagajmy od nich szybkich powrotów (tak jak nie zabierajmy innym szansy na wyjazd i pracę z najlepszymi w swoich dziedzinach). Oni czekają raczej na zaproszenie do mądrej i doceniającej współpracy. Jeśli efekty spełnią oczekiwania, niektórych z nich nie trzeba będzie dwa razy zapraszać.

I trzecia kwestia: skoro obce polityki imigracyjne skutecznie drenują polską gospodarkę z najlepszych, wyjdźmy im naprzeciw – o wartości innowacji w Polsce będzie świadczył jej potencjał, nie kolor skóry czy paszportu pomysłodawcy.

 

Malwina Wrotniak-Chałada
Malwina Wrotniak-Chałada