DZIEŃ WOLNOŚCI PODATKOWEJ 2009

Dziś Centrum Adama Smitha ogłosiło, że 14 czerwca będziemy obchodzić Dzień Wolności Podatkowej. To co prawda dopiero za cztery dni, ale w epoce demokracji tabloidalnej musieliśmy zorganizować konferencję przed „długim weekendem” z uwagi na cykl wydawniczy gazet. Bo przecież liczymy DWP nie dla swojej własnej satysfakcji, tylko po to, aby uświadomić podatnikom ile kosztuje ich „darmowa” nauka, opieka zdrowotna i bynajmniej „niedarmowy” rząd. A do tego niezbędne jest, aby media podatników o thym fakcie poinformowały.

DWP obliczamy na podstawie udziału wydatków publicznych w PKB. Relacja ta najlepiej pokazuje skalę rzeczywistego obciążenia statystycznego podatnika, gdyż państwo nie ma żadnych innych pieniędzy niż te, które nam odbierze pod jakimś tytułem. I nie są to tylko podatki, które dziś płacimy. To są także składki, opłaty, cła, mandaty i oczywiście podatek inflacyjny.

Gdybyśmy od 1 stycznia oddawali państwu wszystko co zarobiliśmy na pokrycie swoich zobowiązań przypadających w tym roku, to od 14 czerwca moglibyśmy wszystko zostawiać dla siebie. Pracujemy więc prawie pół roku na państwo i rząd.

Oczywiście chodzi o statystycznego podatnika. Bo na przykład Pan Poseł Palikot świętował swój Dzień Wolności Podatkowej znacznie wcześniej. Podobnie jak inni nasi zapobiegliwi rodacy z lisy najbogatszych tygodnika Wprost, czy miesięcznika Forbes. A moja sąsiadka pracująca w jednym z urzędów, poczeka na swoją wolność jeszcze parę dni dłużej. Tak się bowiem śmiesznie składa, że ponad 30% podatników znajdujących się w drugim i trzecim przedziale skali podatkowej to… urzędnicy. Przedsiębiorcy i pracownicy przez nich zatrudnieni tworzący PKB muszą więc płacić podatki, żeby urzędnicy mogli dostać swoją wyższą pensję i od niej zapłacić wyższy podatek. Istny obłęd. Tylko się zwiększa emisja Co2. Bo przecież urzędnicy liczący te podatki, które mają zapłacić przedsiębiorcy i pracownicy, ściągający je i kontrolujący, czy zostały zapłacone a następnie wypłacający pensje kolegom urzędnikom i potem liczący podatki, które mają zapłacić ci urzędnicy, , ściągający je i kontrolujący, czy zostały zapłacone muszą zużywać energię elektryczną, papier (drzewa) itp. Całkowicie niepotrzebnie.

Trzeba jednak przyznać, że w tym roku świętujemy rekordowo wcześnie. Co prawda tak samo jak w zeszłym roku – 14 czerwca – ale rok ubiegły był rokiem przestępnym, dlatego od 1 stycznia do 13 czerwca było o jeden dzień więcej. Obniżka stawki PIT z 19% na 18% dała nam jeden dzień wolności więcej. Ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. W lipcu ma być nowelizowana ustawa budżetowa i może się okazać, że do końca roku jeszcze parę dni naszej pracy trzeba będzie oddać fiskusowi.

Dla przypomnienia – w roku 1520 Sejm w Toruniu ustalił powszechny wymiar pańszczyzny na JEDEN DZIEŃ W TYGODNIU. Po roku 1543 wprowadzono naliczanie pańszczyzny od wielkości gruntu posiadanego przez chłopa za pomocą dni w tygodniu przypadających na łan ziemi. Pańszczyzna 4 dni od łana tygodniowo oznaczała, że chłop mający pół łana miał odpracować u pana 2 dni na każdy tydzień. A jako że pół łana to była statystycznie wielkość pola uprawianego przez chłopa – pańszczyzna wynosiła statystycznie dwa dni w tygodniu

Chłop pańszczyźniany pracował więc dla pana feudalnego na początku XVI wieku 52 dni w roku, a później 104 dni. I to był feudalny wyzysk. My na początku XXI wieku pracujemy dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 164 dni. I to jest sprawiedliwość społeczna.

W tym roku świętujemy pod hasłem: każdy Polak zasługuje na raj podatkowy. Nie tylko Pan Poseł Palikot.

Na marginesie, nie mam Panu Posłowi za złe, że dokonuje optymalizacji podatkowej. Wręcz przeciwnie – uważam, że daje nam bardzo dobry przykład.

Jak stwierdził amerykański sędzia Learned Hand, minimalizowanie zobowiązań podatkowych przy wykorzystywaniu różnego rodzaju ulg, skoro ustawodawca je wprowadził, nie jest niczym niemoralnym, ani też bezprawnym. „Ciągle i ciągle na nowo sądy powtarzają, że nie ma niczego groźnego w takim organizowaniu swoich spraw, żeby utrzymać podatki na jak najniższym poziomie. Wszyscy to robią i wszyscy robią dobrze, ponieważ nikt nie jest zobowiązany, aby płacić więcej podatków niż tego wymaga prawo: podatki są narzuconym wymuszeniem, nie dobrowolnymi datkami. Każdy może tak ułożyć swoje sprawy, że jego podatki będą tak niskie jak to tylko możliwe; nie jest on zobowiązany wybierać tego wzorca w którym państwo dostanie najwięcej”.

Ale rozwiązania, które są dobre dla Pana Posła Palikota, nie mogą być przecież złe dla innych polskich podatników. Więc wprowadźmy w Polsce takie, jakie Pan Poseł uznał za dobre dla siebie samego. Przecież wie co robi skoro jest bogaty. Nieprawdaż?

Robert Gwiazdowski
Robert Gwiazdowski